Na pierwszy rzut oka sytuacja wydaje się mniej dramatyczna niż w najostrzejszej fazie kryzysu. Notowania gazu na głównym europejskim hubie TTF, które w szczycie 2022 roku sięgały kilkuset euro za megawatogodzinę, obecnie oscylują w okolicach 28–32 euro za MWh, jak pokazały notowania z listopada i początku grudnia 2025 roku. To wciąż dużo więcej niż przed 2021 rokiem, kiedy przez długie lata ceny gazu w Europie zbliżały się często do 10–20 euro za MWh, ale jednocześnie znacząco mniej niż w latach szokowych. W przeliczeniu na jednostki używane częściej na globalnym rynku oznacza to około 10 dolarów za milion BTU – mniej więcej dwa razy więcej niż gaz w USA, którego cena w 2025 roku kształtuje się w okolicach 5 dolarów za tę samą jednostkę.

To zestawienie dobrze pokazuje, z jaką nową rzeczywistością mamy do czynienia. Europa straciła dostęp do taniego rosyjskiego gazu rurociągowego, a w jego miejsce pojawiły się przede wszystkim dostawy LNG z USA, Kataru i innych krajów, a także zwiększone wolumeny z Norwegii. Jednocześnie Unia Europejska formalnie zdecydowała, że do 2027 roku całkowicie zrezygnuje z importu gazu z Rosji – zarówno w postaci LNG, jak i gazu rurociągowego. Oznacza to, że powrót do „starego świata” taniego surowca z jednego dominującego kierunku nie nastąpi.

Mimo tych zmian Europa wchodzi w kolejne zimy w coraz bardziej stabilnej pozycji pod względem bezpieczeństwa dostaw. Raporty operatorów systemów przesyłowych pokazują, że na początku października 2025 roku magazyny gazu w UE były zapełnione w około 83 procentach, czyli na poziomie porównywalnym z okresem sprzed kryzysu. Prognozy wskazują, że nawet przy braku rosyjskiego gazu i przy założeniu normalnej zimy Unia powinna zakończyć sezon grzewczy z istotną rezerwą w magazynach, a kluczową rolę odgrywać będą dostawy LNG oraz gaz z Norwegii.

Z punktu widzenia gospodarstw domowych oznacza to, że scenariusz fizycznych niedoborów – zakręcania kurków i racjonowania gazu – wydaje się dziś mniej prawdopodobny, ale nie oznacza to powrotu do niskich rachunków. Kluczowe jest nie tylko to, ile kosztuje surowiec na giełdzie, lecz także jak przekłada się to na taryfy zatwierdzane przez regulatorów. W Polsce ważnym elementem są decyzje prezesa Urzędu Regulacji Energetyki dotyczące taryf największych sprzedawców, takich jak PGNiG Obrót Detaliczny. Po fazie zamrożeń cen i tarcz ochronnych w 2023–2024 roku w połowie 2024 wygasł mechanizm sztywnego limitu maksymalnej ceny gazu dla gospodarstw domowych, a system zaczął wracać do bardziej rynkowego kształtowania taryf.

Jednocześnie wiosną 2025 roku regulator zdecydował o obniżeniu taryfy PGNiG OD o blisko 15 procent, co według szacunków URE przełożyło się na spadek łącznych rachunków gospodarstw domowych o około 8–11 procent, w zależności od zużycia. To pokazuje, że część „szoku cenowego” została już cofnięta. Nie oznacza to jednak powrotu do poziomów sprzed kilku lat – obniżki liczone są względem wcześniej podniesionych taryf, a w strukturze rachunku nadal widoczny jest wpływ inwestycji w infrastrukturę, kosztów magazynowania i ogólnej sytuacji na rynku europejskim.

W skali Unii Europejskiej statystyki Eurostatu pokazują, że w pierwszej połowie 2025 roku ceny gazu dla gospodarstw domowych w większości krajów pozostawały wyraźnie powyżej średnich sprzed kryzysu, a w 13 państwach nadal rosły rok do roku. Różnice między krajami są przy tym ogromne: od relatywnie niskich, silnie regulowanych stawek na Węgrzech po wysokie ceny w krajach skandynawskich. W przypadku Polski dane są częściowo niejawne, ale można bezpiecznie przyjąć, że polscy odbiorcy nadal płacą za gaz więcej niż kilka lat temu, choć mniej niż w szczycie kryzysu.

Z perspektywy przeciętnej rodziny „drogi gaz” oznacza przede wszystkim wyższe koszty ogrzewania domu lub mieszkania oraz przygotowania ciepłej wody. W przypadku gospodarstw korzystających z indywidualnych kotłów gazowych udział rachunku za gaz w budżecie domowym potrafi być znaczący, szczególnie w sezonie zimowym. Wysokie ceny stają się impulsem do kilku zmian. Po pierwsze, rośnie zainteresowanie termomodernizacją – dociepleniem budynków, wymianą okien i drzwi, modernizacją instalacji grzewczych. Po drugie, coraz więcej osób rozważa zmianę źródła ciepła, na przykład na pompę ciepła wspieraną fotowoltaiką. Po trzecie, część gospodarstw przechodzi na ogrzewanie mieszane – łącząc gaz z kominkiem, grzejnikami elektrycznymi czy innymi rozwiązaniami, starając się optymalizować wykorzystanie taryf i nośników energii.

Wysokie i zmienne ceny surowca niosą jednak ryzyko pogłębienia zjawiska ubóstwa energetycznego. Im większa część dochodu przeznaczana jest na rachunki za energię, tym większa presja na oszczędzanie w sposób nie zawsze racjonalny – ograniczanie ogrzewania poniżej poziomu komfortu, rezygnacja z remontów czy odkładanie na później wymiany przestarzałych, mniej efektywnych urządzeń. Państwo próbuje łagodzić te skutki poprzez programy dopłat, dodatków osłonowych i dofinansowań do wymiany źródeł ciepła, ale skala potrzeb jest duża, a polityka wsparcia często ma charakter czasowy i zależy od sytuacji budżetowej.

Dla firm obraz jest jeszcze bardziej zróżnicowany. Są branże, w których gaz stanowi stosunkowo niewielką część kosztów – na przykład w usługach, handlu czy wielu segmentach sektora IT – oraz takie, w których poziom cen gazu wprost decyduje o opłacalności produkcji. Dotyczy to przede wszystkim przemysłu chemicznego, producentów nawozów, hut szkła, ceramiki, części przemysłu metalurgicznego czy papierniczego. W przypadku tych sektorów wysoki poziom cen gazu w Europie w zestawieniu z dużo tańszą energią w USA czy na niektórych rynkach azjatyckich przekłada się na pogorszenie konkurencyjności. Organizacje reprezentujące przemysł chemiczny wprost ostrzegają, że gaz w Europie bywa nawet kilkukrotnie droższy niż w USA, co prowadzi do zamykania instalacji, ograniczania inwestycji i ryzyka stopniowej deindustrializacji części kontynentu.

Przedsiębiorstwa reagują na te warunki na kilka sposobów. Jednym z nich jest intensyfikacja działań na rzecz poprawy efektywności energetycznej: modernizacja instalacji, odzysk ciepła, optymalizacja procesów. Kolejnym – dywersyfikacja źródeł energii, w tym większe wykorzystanie energii elektrycznej pochodzącej z OZE, gazów odpadowych czy biometanu. Część firm zabezpiecza się na rynku terminowym, zawierając kontrakty długoterminowe na dostawy gazu po określonej cenie, choć wymaga to odpowiedniego zarządzania ryzykiem. Najbardziej radykalną odpowiedzią jest przenoszenie produkcji do krajów o niższych kosztach energii – proces, który już w niektórych branżach przybrał realne rozmiary.

W tym kontekście pytanie, czy wysokie ceny gazu to nowa norma, trzeba rozbić na kilka wątków. Po pierwsze, wiele wskazuje na to, że Europa weszła w okres strukturalnie wyższych kosztów gazu niż w erze masowych dostaw z Rosji. System energetyczny przebudowuje się tak, by mniejszą rolę odgrywały paliwa kopalne, a większą – źródła odnawialne, ale proces ten wymaga czasu i ogromnych nakładów inwestycyjnych. Jednocześnie Unia, rezygnując z taniego, aczkolwiek politycznie ryzykownego gazu z Rosji, w większym stopniu opiera się na LNG, które jest z natury droższe – wymaga skraplania, transportu statkami i regazyfikacji.

Po drugie, choć dane z lat 2024–2025 wskazują na spadek zapotrzebowania na gaz w sektorze elektroenergetycznym – szczególnie tam, gdzie rośnie udział wiatru i fotowoltaiki – to gaz nadal pozostaje kluczowym paliwem dla elastycznej produkcji energii, która wyrównuje wahania generacji z OZE. To oznacza, że całkowite odejście od gazu w krótkim okresie jest nierealistyczne, a jego cena będzie nadal istotnym czynnikiem dla całej gospodarki, zwłaszcza w okresach zwiększonego zapotrzebowania.

Po trzecie wreszcie, chociaż bieżące prognozy na zimę 2025/2026 są stosunkowo komfortowe – magazyny są dobrze zapełnione, a modele pokazują, że przy normalnych warunkach pogodowych Europa powinna zakończyć sezon z istotnymi rezerwami – to ryzyko szoków pozostaje. Niekorzystna zima, problemy z dostawami LNG, awarie infrastruktury czy nowe napięcia geopolityczne mogą szybko przełożyć się na skok zmienności cen.

Co to oznacza dla polskich gospodarstw domowych i firm w praktyce? Po pierwsze, trzeba się liczyć z tym, że rachunki za gaz pozostaną wyższe niż w latach sprzed kryzysu, choć mogą się nieco wahać w zależności od decyzji regulacyjnych, sytuacji na rynku hurtowym i kursu złotego. Po drugie, rośnie znaczenie decyzji inwestycyjnych podejmowanych dziś: czy lepiej zostać przy kotle gazowym i zainwestować w lepszą izolację budynku, czy jednak stopniowo odchodzić od gazu na rzecz innych technologii grzewczych. Po trzecie, coraz ważniejsza staje się edukacja energetyczna – umiejętność czytania taryf, świadomego korzystania z dostępnych programów wsparcia, analizowania zwrotu z inwestycji w termomodernizację czy odnawialne źródła energii.

Z punktu widzenia firm długotrwały okres „drogiego gazu” wymusza zmianę myślenia o ryzyku energetycznym. Gaz przestaje być tanim, „oczywistym” paliwem i staje się zasobem, którym trzeba zarządzać równie uważnie jak innymi kluczowymi czynnikami produkcji. Oznacza to nie tylko techniczne inwestycje w efektywność energetyczną, ale także rozwój kompetencji w zakresie zarządzania ryzykiem cenowym, negocjowania kontraktów długoterminowych, korzystania z instrumentów pochodnych czy projektowania strategii dywersyfikacji dostaw. W niektórych branżach to właśnie decyzje energetyczne będą w najbliższych latach decydować o tym, które zakłady pozostaną w Europie, a które przeniosą produkcję do innych regionów świata.

Odpowiadając więc na pytanie, czy wysokie ceny gazu są nową normą, trzeba zauważyć, że wróciliśmy z poziomów kryzysowych, ale nie wrócimy już do „starej normalności”. Nowa równowaga oznacza niższe ryzyko fizycznych braków, ale wyższy przeciętny koszt, większą zależność od globalnego rynku LNG i rosnące znaczenie polityki klimatycznej oraz inwestycji w transformację energetyczną. Dla gospodarstw domowych i firm oznacza to konieczność traktowania cen gazu nie jako przejściowej anomalii, lecz jako sygnału, że warto poważnie myśleć o efektywności energetycznej, dywersyfikacji źródeł ciepła i energii oraz o bardziej świadomym zarządzaniu zużyciem. W tym sensie wysoki – w porównaniu z dawnymi latami – poziom cen gazu jest nie tyle „nową normą” raz na zawsze, ile raczej zapowiedzią epoki, w której energia jako taka będzie wymagała dużo więcej uwagi niż dotychczas.