Obecne zwyżki nie są oderwane od fundamentów. Z jednej strony stoi silna, strukturalna strona popytowa, napędzana transformacją energetyczną, elektromobilnością i rozbudową infrastruktury cyfrowej. Z drugiej – coraz wyraźniej widać napięcia po stronie podaży: problemy w kopalniach w Ameryce Południowej i Afryce, rosnące koszty energii, niższe jakościowo złoża, opóźnienia w uruchamianiu nowych projektów oraz napięcia geopolityczne wokół handlu surowcami. Rynek miedzi coraz mniej przypomina klasyczny cykliczny rollercoaster, a coraz bardziej zmierza w stronę strukturalnego niedoboru, w którym każda większa awaria lub strajk natychmiast odbija się na cenie.

Kluczowe jest przełożenie tych liczb na złotówki. Jeśli dziś tona miedzi kosztuje w przybliżeniu 10 900 USD, to przy kursie dolara w rejonie 3,63 PLN mówimy o około 39 600 zł za tonę. To wyraźnie więcej niż jeszcze kilka lat temu, gdy przy podobnych kursach walutowych ceny oscylowały wokół 25–30 tys. zł za tonę. W praktyce oznacza to, że producenci kabli, podzespołów, instalacji elektrycznych czy elementów dla branży OZE muszą kalkulować znacznie wyższe koszty materiałowe. Dla wielu przedsiębiorstw w Polsce miedź stała się dziś jednym z kluczowych czynników kosztowych w planowaniu inwestycji związanych z energetyką i infrastrukturą.

Na giełdach metali widać jeszcze jedno zjawisko: niski poziom zapasów. Dane z magazynów powiązanych z głównymi giełdami, takimi jak LME, pokazują, że oficjalne zapasy miedzi w londyńskim systemie spadły w tym roku do poziomów rzędu 100–130 tys. ton – to jedne z najniższych wartości ostatnich lat, a w pewnych momentach dostępna, „niezarezerwowana” miedź była bliska rekordowych minimów. To przekłada się na tzw. backwardation, czyli sytuację, w której ceny kontraktów z najbliższym terminem dostawy są wyższe niż tych z odleglejszych miesięcy. Takie odwrócenie term structure jest klasycznym sygnałem, że fizycznego surowca zaczyna brakować tu i teraz, a klienci skłonni są płacić premię za natychmiastowy dostęp.

Instytucje monitorujące rynek miedzi ostrzegają, że napięcia nie są chwilowe. Międzynarodowa organizacja analizująca rynek miedzi szacuje, że globalny rynek rafinowanej miedzi w 2025 r. przesunął się z lekkiej nadwyżki w stronę deficytu, a w 2026 r. brakować może już ok. 150 tys. ton metalu. Prognozy mówią o tym, że produkcja kopalń rośnie wolniej, niż wcześniej zakładano – zamiast ponad 2-procentowego wzrostu rocznego, notowane jest tempo bliższe 1–1,5 %. Jednocześnie zużycie miedzi wciąż rośnie, napędzane przede wszystkim przez Azję, z Chinami na czele, ale także przez rozwijające się programy modernizacji sieci energetycznych w Europie i USA. Prognozowany deficyt rzędu setek tysięcy ton w kolejnych latach to wyraźny sygnał, że przy obecnych planach transformacji energetycznej popyt na miedź może długoterminowo wyprzedzać podaż.

Dodatkowym źródłem niepokoju są ostrzeżenia instytucji zajmujących się analizą rynku surowców krytycznych dla zielonej transformacji. W raportach dotyczących surowców dla OZE i elektromobilności miedź pojawia się regularnie obok litu czy niklu jako element o szczególnie ryzykownym bilansie podaży i popytu. Analizy pokazują, że jeśli spełnią się scenariusze szybszego odchodzenia od paliw kopalnych, zapotrzebowanie na miedź w sieciach energetycznych, farmach wiatrowych, panelach fotowoltaicznych, magazynach energii i samochodach elektrycznych może wzrosnąć o kilkadziesiąt procent w ciągu najbliższej dekady. Międzynarodowe agencje wprost piszą, że niedobór miedzi może stać się jednym z hamulców zielonej transformacji, jeśli branża wydobywcza nie zwiększy inwestycji.

Warto przy tym pamiętać, że miedź jest metalem, którego trudno zastąpić. Aluminum, choć lżejsze i tańsze, ma gorsze właściwości przewodzenia prądu, przez co w wielu zastosowaniach – szczególnie wysokiego napięcia i w newralgicznych odcinkach sieci – przegrywa z miedzią. Środowisko inżynierskie zwraca uwagę, że w pewnej części zastosowań da się przejść na przewody aluminiowe czy kompozytowe, ale w wielu kluczowych komponentach, takich jak transformatory, silniki, uzwojenia czy kluczowe elementy infrastruktury ładowania, miedź pozostaje standardem. Bez miedzi nie ma kabli, transformatorów, ładowarek ani farm wiatrowych – jest to surowiec tak podstawowy dla energetyki, jak stal dla budownictwa.

Po stronie podaży widać natomiast coraz więcej barier. Średnia zawartość miedzi w rudach wydobywanych z dużych kopalń spada, co oznacza, że aby uzyskać tę samą ilość metalu, trzeba przetworzyć więcej urobku, zużyć więcej energii i wody oraz ponieść wyższe koszty operacyjne. Do tego dochodzą konflikty społeczne wokół nowych projektów – lokalne społeczności i rządy coraz częściej stawiają twardsze wymagania środowiskowe, a w niektórych przypadkach wstrzymują lub opóźniają inwestycje w kolejne odkrywki. W ostatnich miesiącach rynek kilkukrotnie reagował skokowo na informacje o przestojach w dużych kopalniach w Chile, Peru czy Demokratycznej Republice Konga oraz na zapowiedzi nowych ceł w handlu metalami. Połączenie niższych jakościowo złóż, droższych projektów, napięć społecznych i ryzyka politycznego sprawia, że nowa podaż miedzi pojawia się wolniej, niż oczekiwał rynek jeszcze kilka lat temu.

Równolegle rośnie rola recyklingu. Miedź jest metalem, który można przetwarzać praktycznie bez utraty właściwości, dlatego odzysk z kabli, złomu przemysłowego, starych instalacji i sprzętu AGD staje się coraz ważniejszym źródłem podaży. Firmy zajmujące się recyklingiem raportują wzrost wolumenów, a w wielu krajach zaostrzane są normy dotyczące gospodarki obiegu zamkniętego. Jednak nawet szybki rozwój recyklingu nie jest w stanie w krótkim czasie wypełnić całej luki rosnącego zapotrzebowania. Infrastruktura „zielonej” gospodarki to w przeważającej części nowa infrastruktura, która wymaga fizycznie więcej metalu niż system oparty na scentralizowanych elektrowniach i ograniczonej liczbie dużych węzłów. Nawet przy ambitnych scenariuszach recyklingu analizy wskazują, że bez nowych projektów górniczych miedzi po prostu będzie za mało, by obsłużyć wszystkie cele klimatyczne.

W ostatnich miesiącach w dyskusji o miedzi pojawił się również nowy wątek: rozwój centrów danych i sztucznej inteligencji. Eksperci analizujący łańcuch dostaw dla sektora energetycznego i technologicznego ostrzegają, że rosnące moce obliczeniowe, wymagające coraz większego zużycia energii, będą wymagać dodatkowych inwestycji w sieci przesyłowe i dystrybucyjne. To znów oznacza więcej kabli, transformatorów, rozdzielni – a więc kolejny wzrost zapotrzebowania na miedź. W jednym z niedawnych raportów miedź określono wręcz „kanarkiem w kopalni” dla całego połączenia pomiędzy boomem na AI a zieloną energią: jeśli metal ten stanie się wąskim gardłem, ucierpi zarówno rozbudowa OZE, jak i infrastruktury pod technologie cyfrowe. Jeżeli popyt na miedź ze strony sektora AI i centrów danych utrzyma obecne tempo, może on istotnie spotęgować presję cenową wywołaną już dziś przez elektromobilność i OZE.

W tym kontekście warto zadać pytanie, czy obecne rekordowe ceny to już „bańka”, czy raczej początek nowego, wyższego przedziału równowagi. Część banków inwestycyjnych i domów analitycznych zwraca uwagę, że miedź bywa podatna na spekulację finansową, szczególnie gdy rynek gra pod narrację niedoboru. Z drugiej jednak strony długoterminowe prognozy wskazują, że przy obecnych kosztach uruchamiania nowych kopalń wiele projektów jest opłacalnych dopiero przy cenach zbliżonych do 10–12 tys. USD za tonę. Oznacza to, że nawet jeśli nastąpi korekta po obecnym rajdzie, trudno oczekiwać trwałego powrotu do poziomów sprzed dekady. Wielu analityków podkreśla, że wysokie ceny nie są kaprysem rynku, ale odzwierciedleniem realnych kosztów i ryzyk związanych z dostarczeniem miedzi do globalnej gospodarki w erze transformacji energetycznej.

Z polskiej perspektywy rosnące ceny miedzi mają dwojakie znaczenie. Z jednej strony to potencjalna korzyść dla dużych producentów metali nieżelaznych, których wyniki finansowe w dużej mierze zależą od notowań na światowych giełdach. Z drugiej strony – rosnące koszty surowca są obciążeniem dla całego łańcucha odbiorców: energetyki, budownictwa, przemysłu maszynowego, producentów kabli, elektroniki czy motoryzacji. Dla polskich firm inwestujących w sieci dystrybucyjne, farmy fotowoltaiczne lub infrastrukturę ładowania samochodów elektrycznych miedź staje się jednym z podstawowych elementów presji kosztowej. To z kolei może przekładać się zarówno na harmonogramy inwestycji, jak i na finalne ceny energii i produktów dla odbiorców końcowych.

Przy pytaniu, czy „zapasów zaczyna brakować”, odpowiedź nie jest zerojedynkowa. Formalnie magazyny giełdowe wciąż zawierają dziesiątki czy setki tysięcy ton metalu, a wydobycie globalne nie załamało się. Jednak sygnały z rynku są spójne: zapasy spadają względem historycznych poziomów, prognozy wskazują na deficyt w kolejnych latach, a liczba nowych dużych projektów górniczych jest niewielka jak na skalę wyzwań transformacji energetycznej. Przyszłość zależeć będzie od tego, jak szybko branża górnicza, recykling i technologiczne innowacje odpowiedzą na sygnały wysyłane przez ceny. Na dziś wszystko wskazuje na to, że era zielonej energii i cyfryzacji przesuwa rynek miedzi w stronę trwale bardziej napiętego bilansu, w którym „tanio i dużo” należy już do przeszłości.

W krótkim terminie można spodziewać się dalszej wysokiej zmienności – każda informacja o strajku w kopalni, nowych cłach, zmianach w polityce klimatycznej czy danych o zapasach będzie natychmiast dyskontowana w cenach. W długim terminie kluczowe jest jedno: czy uda się połączyć ambitne cele klimatyczne z realistyczną polityką surowcową. Jeżeli świat chce zrealizować swoje plany związane z OZE, elektromobilnością i infrastrukturą cyfrową, miedź pozostanie jednym z absolutnie strategicznych surowców, a ryzyko niedoborów będzie jednym z najważniejszych tematów rozmów między przemysłem, politykami i inwestorami. W tym sensie dzisiejsze rekordy na wykresach są nie tylko finansową ciekawostką, ale także ostrzeżeniem, że bez świadomego zarządzania zasobami zielona transformacja może okazać się droższa i trudniejsza, niż wielu uczestników rynku zakładało jeszcze kilka lat temu.