Dramatyczne spadki na warszawskiej giełdzie nie pogarszają jednak dobrych perspektyw naszej waluty. Jak słusznie zauważa część komentatorów i analityków, przy dobrym ogólnym stanie polskiej gospodarki i niemal pewnym kilkukrotnym podwyższeniu stóp procentowych przez RPP w rozpoczynającym się roku, złoty powinien w zasadzie zyskiwać na wartości. Część inwestorów najwidoczniej jednak nie wytrzymuje napięcia związanego z prawie paniczną wyprzedażą papierów na warszawskim parkiecie wywołaną groźbą globalnej recesji. Stąd środowy spadek wartości naszej waluty do poziomu 3.6050 zł za euro i 2.4383 zł za dolara.
W środę za Oceanem opublikowane zostały istotne dane makroekonomiczne. Grudniowy odczyt inflacji CPI wskazuje na jej spadek do poziomu 0,3% m/m (czyli 4,1% r/r). To, że po mocniejszym listopadowym wzroście (0,8% m/m) poziom tego wskaźnika wrócił do oczekiwanych wartości, świadczy, że presja inflacyjna w USA jest niska. Tym samym Fed poprzez obniżanie stóp procentowych ma większą swobodę w ewentualnym wsparciu gospodarki amerykańskiej. Pozostaje jednak pytanie, czy taki ruch może powstrzymać recesję. Fed wydaje się ostatnio bardziej dbać o ratowanie krótkoterminowego wzrostu gospodarczego niż o stabilność cen i siłę dolara. Czy jest to dobra polityka – czas pokaże.
W środę po porannym umocnieniu dolar tracił na wartości względem euro. Przed południem za 1 euro płacono 1.4767, a o godz. 16.30 już 1.4808 USD.