Protokół zawiera mniej korzystną niż wcześniej ocenę amerykańskiej gospodarki. Nieco obniżono prognozy wzrostu na rok 2010, ale szczególnie warto skoncentrować się na komentarzach dotyczących kondycji rynku nieruchomości. W ocenie FOMC aktywność na rynku nieruchomości ustabilizowała się na wyjątkowo niskim poziomie, zarówno w sektorze mieszkaniowym, jak i w sektorze nieruchomości komercyjnych. W ocenie Komitetu jedynym powodem wzrostu aktywności, który obserwowano w III i IV kwartale ubiegłego roku, były działania rządowe, m.in. program dopłat dla osób kupujących swój pierwszy dom. Według FOMC problemem w najbliższych miesiącach będzie też wzrost liczby licytacji niespłaconych domów, czyli dalszy wzrost liczby kredytobiorców, którzy nie są w stanie regulować swoich zobowiązań. Dotychczas w historii USA recesje kończyły się gwałtownym wzrostem wydatków konsumpcyjnych oraz nakładów inwestycyjnych w budownictwie mieszkaniowym. Obecnie sytuacja wygląda coraz lepiej jeśli chodzi o wydatki konsumpcyjne (annualizowane tempo ich wzrostu może osiągnąć 3% w I kwartale 2010 roku), lecz wkład sektora nieruchomości w dynamikę PKB na początku 2010 roku może być nawet ujemny. Prezes Banku Rezerwy Federalnej w Minneapolis, Narayana Kocherlakota, stwierdził w dniu wczorajszy, że nie spodziewa się spadku stopy bezrobocia poniżej 8% przed końcem 2011 roku, oraz że odbicie na rynku nieruchomości nie jest niezbędne, aby Stany wyszły z recesji.
Inwestorzy uważają również, że należy zmienić interpretację zawartych w komunikacie słów o utrzymaniu stóp procentowych przez długi okres na wyjątkowo niskim poziomie. Co prawda Thomas Hoenig ponownie był przeciwny utrzymaniu takiego języka, jednak pozostali członkowie Komitetu uważają, że być może spadek inflacji w USA pozwoli rzeczywiście utrzymać stopy na niskim poziomie. Niektórzy analitycy uważają, że należy również porzucić myśl o tym, że słowa „przez długi okres” oznaczają „przynajmniej 6 miesięcy”. Według nich obecnie Fed mógłby zacząć zacieśnianie polityki pieniężnej nawet nie wycofując się z tego stwierdzenia, jednak wykonując bardzo ostrożne posunięcia. W naszej ocenie taka zmiana interpretacji nie jest poprawna, a wyraża tylko bardzo niepewne oczekiwania (odzwierciedlane w notowaniach kontraktów terminowych na stopy procentowe w USA) wzrostu stóp procentowych za 6 do 9 miesięcy.
Kolejne niekorzystne wiadomości z Grecji przyczyniają się do osłabienia euro. Dziś rano rentowność greckich obligacji dziesięcioletnich jest o blisko 4 punkty procentowe wyższa niż rentowność analogicznych obligacji niemieckich i jest to największy spread w historii Strefy Euro. Na takie pogorszenie notowań greckich obligacji wpłynęła przede wszystkim wiadomość o tym, że Grecja chciałaby uniknąć udziału MFW w ewentualnym procesie pomocy, którego kształt został ustalony podczas szczytu UE 25 marca. Sytuacji nie rozjaśniają sprzeczne komunikaty dobiegające z Berlina oraz Paryża. Niemcy silnie sprzeciwiają się udzieleniu Grecji znacznej pomocy, zaś Francja skłania się ku takiemu rozwiązaniu. Grecja natomiast przygotowuje się do emisji obligacji dolarowych w USA. Prawdopodobnie znajdzie się na nie duży popyt, lecz Republika Helleńska będzie musiała zapłacić bardzo wysokie odsetki od pożyczek. Na „rolowanie” czeka około 20 mld euro długu i podczas pozyskiwania tej kwoty rentowności Greckich obligacji prawdopodobnie jeszcze wzrosną.
Problemy Grecji nie wpływają na notowania złotego oraz pozostałych walut naszego regionu. W dniu wczorajszym złoty nieznacznie umocnił się w stosunku do euro, jednak stracił do umacniającego się w stosunku do wspólnej waluty dolara. W dniu dzisiejszym możliwe jest przebicie przez kurs EURPLN poziomu 3.83 oraz utrzymanie się kursu USDPLN w okolicach poziomu 2.87.