Obecnie bardzo modne są takie porównania historyczne, więc trzymając się tego tonu dodam jeszcze, iż w opinii wielu zarządzających funduszami od prawie 15 lat inwestorzy nie doświadczyli takiej przeceny aktywów finansowych. Obecnie drożejące akcje to papiery wyłącznie producentów energii oraz przedsiębiorstw zajmujących się pozyskiwaniem surowców. Jak taki obraz sytuacji wpływa na rynek walutowy? Przełożenie jest bardzo wyraźne – Ben Bernanke z sugestiami co do zacieśnienia polityki pieniężnej wygląda coraz mniej poważnie, ale za to J.C. Trichet praktycznie na pewno podniesie stopy w strefie euro o 25 punktów bazowych. EURUSD próbował dziś przebić poziom 1,58; póki co do przebicia nie doszło, ale w mojej ocenie jest to tylko kwestia czasu. Czynniki fundamentalne wciąż premiują wspólną walutę.

Na rynku lokalnym mamy względny spokój (za wyłączeniem rynku kapitałowego, tutaj wciąż panują grobowe nastroje, a główne indeksy GPW niestrudzenie szukają dna) – złoty zachowuje się stabilnie w stosunku do euro, zwyżka na EURUSD zepchnęła USDPLN do historycznych minimów; obecnie ta para przebywa w strefie 2,1150 – 2,13, ale potencjał do spadków znajduje się obecnie jedynie we wzrostach EURUSD – moim zdaniem stabilizacja EURPLN przeciągnie się (świadczy o tym chociażby notowanie risk reversal na rynku opcji walutowych). Podwyżka w Eurolandzie hamuje umocnienie złotego względem wspólnej waluty, ale w drugiej połowie roku kurs eurozłotego powinien znajdować się jeszcze niżej niż obecnie – przypuszczalnie RPP podniesie ponownie stopy, a ewentualne zacieśnienie w strefie euro da Radzie jeszcze większe pole manewru.

Jutro w kalendarzu najważniejsze raporty to indeks ISM Manufacturing (spodziewamy się kolejnego wskazania w stronę recesji, tj. poniżej 50 punktów) oraz zmiana wartości wydatków na konstrukcje budowlane. Dekoniunktura na rynku nieruchomości pogłębia się, program pomocowy amerykańskiej administracji nie będzie tu wystarczającym panaceum, co najwyżej poduszką amortyzującą twarde lądowanie.