W okolicach późnego poranka, około 10:25 czasu polskiego, obraz „na teraz” był dość spójny z hasłem umiarkowanego optymizmu, choć bez euforii. EUR/PLN utrzymywał się w rejonie 4,2068, a dolar amerykański – po piątkowym podejściu w stronę 3,60 – cofnął się, z USD/PLN w pobliżu 3,5851. Frank szwajcarski pozostawał relatywnie drogi, z CHF/PLN około 4,5205, co przypomina, że część globalnego popytu na „bezpieczne” waluty nie zniknęła mimo poprawy nastrojów na rynkach ryzyka. Funt brytyjski, istotny dla firm rozliczających kontrakty w Wielkiej Brytanii, był wyceniany w pobliżu GBP/PLN 4,8084. Z kolei korona norweska, często wrażliwa na wahania rynku energii, pozostawała stabilna, z NOK/PLN w okolicach 0,3541, a dolar kanadyjski – wspierany przez surowcowe tło, ale i lokalne dane – był widziany przy CAD/PLN około 2,6023. Takie ustawienie rynku oznacza, że rynek złotego na starcie tygodnia nie pokazał jednego, zdecydowanego kierunku: złotówka zyskała nieco do USD, ale wobec części walut „bezpiecznej przystani” i funta brytyjskiego pozostawała bardziej ostrożna.

W tle dla par z PLN ważne było to, co działo się na szerokim rynku. Eurodolar odbił od strefy postrzeganej jako techniczne wsparcie, a EUR/USD pozostawał w pobliżu 1,1733, co mechanicznie ograniczało presję na umocnienie dolara amerykańskiego w koszyku. Dla polskich importerów i eksporterów kluczowe jest, że w takich chwilach ruch na EUR/USD często „przechodzi” na USD/PLN szybciej niż na EUR/PLN, bo notowania dolara w złotych są w dużej mierze pochodną relacji USD do euro oraz ceny euro w PLN.

Rynkowi sprzyjał układ risk-on widoczny na giełdach i w surowcach, choć poniedziałkowa sesja w Europie była bardziej wyczekująca. Po ostatnich rekordach indeksów w kluczowych segmentach i nadziejach na końcówkę roku w stylu „Santa Claus rally”, inwestorzy wchodzili w skrócony tydzień świąteczny, licząc, że bez negatywnego zaskoczenia z danych makro uda się utrzymać dodatni sentyment. Jednocześnie w Europie pojawiały się sygnały, że nastroje konsumenckie w strefie euro nie poprawiają się tak szybko, jak zakładał rynek, co temperowało najbardziej agresywne zakłady na „wielką falę” wzrostu apetytu na ryzyko.

W Polsce kluczowe wydarzenie dnia – jeszcze zanim rynek na dobre wszedł w tryb świąteczny – przyszło z danych GUS. O godzinie 10:00 opublikowano odczyt sprzedaży detalicznej za listopad. Sprzedaż detaliczna w cenach stałych wzrosła o 3,1% r/r, co było wynikiem niższym od części rynkowych oczekiwań nastawionych na mocniejsze tempo. Reakcja na rynku walut była ograniczona: po pierwsze dlatego, że w grudniu rynek częściej handluje „nagłówkami globalnymi” niż pojedynczym odczytem krajowym, a po drugie – ponieważ wraz ze zbliżaniem się Świąt wielu uczestników ogranicza ryzyko i zmniejsza wolumen, przez co nawet dane rozczarowujące potrafią wywołać jedynie krótkie, płytkie ruchy.

Na popołudnie zaplanowano publikację Narodowego Banku Polskiego dotyczącą podaży pieniądza M3 za listopad. Te dane bywają ważne jako element oceny kondycji kredytu, płynności w gospodarce oraz tła dla polityki pieniężnej. Warto pamiętać, że w grudniu RPP obniżyła stopy, a stopa referencyjna wynosi obecnie 4,00%. Dla rynku złotego ma to znaczenie dwojakie: z jednej strony niższe stopy mogą z czasem zmniejszać atrakcyjność trzymania aktywów w PLN w ujęciu „carry”, z drugiej – jeśli cykl łagodzenia jest postrzegany jako kontrolowany i kompatybilny z dezinflacją, złotówka potrafi utrzymywać stabilność, zwłaszcza przy sprzyjającym tle globalnym.

Na światowym FX wciąż pracował temat Japonii. Po decyzji Banku Japonii o podniesieniu stóp do poziomu najwyższego od dekad, rynek – zamiast umocnienia jena – zobaczył dalszą presję na japońską walutę, bo komunikacja banku centralnego została odebrana jako ostrożna. W poniedziałek pojawiały się też sygnały ze strony władz, że nadmierne ruchy kursowe mogą spotkać się z reakcją – padały ostrzeżenia przed ruchami „one-sided and sharp”. Taki miks – podwyżka stóp, ale bez jastrzębiej ścieżki na przyszłość – jest dla inwestorów przypomnieniem, że w końcówce roku na FX liczy się nie tylko sama decyzja, ale też to, czy bank centralny „dowozi” oczekiwania co do kolejnych kroków.

Z kolei w Azji istotnym punktem odniesienia były decyzje w Chinach. Ludowy Bank Chin utrzymał podstawowe stopy referencyjne dla kredytów (LPR) bez zmian – jednoroczną na 3,0% oraz pięcioletnią na 3,5%. Dla rynku globalnego to sygnał stabilizacji, który sam w sobie nie musi wywoływać dużych ruchów, ale pomaga utrzymać narrację o „miękkim prowadzeniu” polityki, bez szoków w okresie, gdy inwestorzy są mniej skłonni do przebudowy portfeli.

Jednym z najbardziej widocznych elementów krajobrazu rynkowego pozostawały metale szlachetne. Złoto przyciągało uwagę rekordami, a kontrakty terminowe utrzymywały poziomy powyżej 4 400 USD za uncję, przy czym część instytucji wskazywała, że w horyzoncie 2026 roku możliwy jest nawet ruch w kierunku okolic 4 900 USD. Co istotne dla rynku walut, taki rajd ma podwójny efekt: wspiera waluty gospodarek surowcowych, a zarazem podtrzymuje komponent „hedgingowy” w portfelach, co z definicji ogranicza skrajnie agresywną wyprzedaż walut uznawanych za bezpieczne. Równolegle bitcoin jest notowany relatywnie stabilnie, co wpisuje się w schemat końcówki roku: kapitał chętniej podtrzymuje dotychczasowe pozycje, niż otwiera nowe, duże zakłady.

Dla PLN – w tym dla firm i gospodarstw domowych śledzących kursy walut – praktyczna konsekwencja jest taka, że w najbliższych dniach kluczowe mogą być nie tyle pojedyncze publikacje z Polski, ile suma bodźców z USA i nastroju globalnego. We wtorek rynek dostanie pakiet amerykańskich danych (w tym PKB za III kwartał w ujęciu zannualizowanym, zamówienia na dobra trwałe, dane o produkcji przemysłowej oraz wskaźniki nastrojów konsumenckich). W normalnych warunkach byłby to zestaw zdolny do wyraźnego przesunięcia oczekiwań dotyczących stóp Fed, a więc i dolara amerykańskiego. W tygodniu świątecznym reakcje mogą być jednak bardziej „szarpane”: krótkie impulsy, po których rynek szybko wraca do konsolidacji.

Z perspektywy technicznej rynek złotego pozostaje w pobliżu okrągłych, psychologicznych poziomów, które przyciągają uwagę. EUR/PLN „krąży” wokół 4,20 i każde naruszenie tej strefy może uruchamiać krótkoterminowe zlecenia, zwłaszcza przy niskiej płynności. USD/PLN, po oddaleniu się od 3,60, pokazuje, że rynek jest gotów testować niższe rejony, ale wiele zależy od tego, czy EUR/USD utrzyma odbicie oraz czy dane z USA nie odwrócą narracji o słabszym dolarze. W praktyce oznacza to, że złotówka może zachowywać się spokojnie wobec euro, a jednocześnie wykonywać bardziej widoczne ruchy wobec dolara, franka czy funta, jeśli globalny FX dostanie silniejszy bodziec.

W krótkim horyzoncie najważniejszą zmienną pozostaje zatem to, czy „przedświąteczny optymizm” utrzyma się na rynkach ryzyka do końca tygodnia, oraz czy nie pojawi się niespodziewane wydarzenie geopolityczne lub makroekonomiczne, które wymusi gwałtowną redukcję pozycji. W scenariuszu spokojnym bazowym rynek będzie prawdopodobnie dryfował w wąskich przedziałach, a inwestorzy zredukują aktywność aż do pierwszych dni stycznia, kiedy wracają pełne wolumeny i większa skłonność do budowania nowych tematów inwestycyjnych.