W bieżących kwotowaniach rynku Forex kursy najważniejszych par z polską walutą układają się następująco: dolar amerykański jest notowany w rejonie 3,59 zł, euro około 4,21 zł, frank szwajcarski w pobliżu 4,51 zł, a funt brytyjski w okolicach 4,80 zł. Korona norweska pozostaje nisko przy ok. 0,351 zł, natomiast dolar kanadyjski jest notowany blisko 2,61 zł. Na tym tle USD/PLN utrzymuje się przy poziomach, które rynek traktuje jak barierę psychologiczną, a EUR/PLN wygląda na parę „przyklejoną” do wąskiego zakresu, w którym o kierunku w krótkim terminie decyduje bardziej globalny sentyment niż lokalne nagłówki. (Kwotowania są rynkowe i mogą różnić się pomiędzy platformami, w zależności od płynności i spreadów.)

W tle tych wycen kluczowe są Stany Zjednoczone – nie tyle przez pojedynczy odczyt, ile przez to, jak Rezerwa Federalna opowiada o ryzykach na 2026 rok. Ostatnie wypowiedzi z Fed wracają do jednego motywu: rynek pracy wyhamowuje, co otwiera przestrzeń do dalszego luzowania, nawet jeśli inflacja nie schodzi idealnie gładko do celu. Gubernator Fed Christopher Waller mówił w ostatnich godzinach, że polityka pieniężna wciąż pozostaje w restrykcyjnym terytorium, a bank centralny „ma jeszcze miejsce” na cięcia, wskazując na stagnację w tworzeniu miejsc pracy i ostrożność w ocenie najbliższych miesięcy. To właśnie perspektywa niższych stóp w USA jest dziś jednym z najbardziej „nośnych” powodów, dla których dolar amerykański traci część premii – zwłaszcza wobec euro.

Jednocześnie sama ścieżka polityki Fed wcale nie wygląda na oczywistą i to działa na rynek jak generator zmienności. Po ostatniej obniżce stóp do przedziału 3,50–3,75% nie było pełnej jednomyślności, co inwestorzy czytają jako sygnał narastającej różnicy zdań, czy priorytetem ma być szybciej „ratowany” rynek pracy, czy raczej utrzymanie bardziej restrykcyjnych warunków finansowych z obawy o uporczywą inflację. Gdy w banku centralnym rośnie liczba głosów odmiennych, rynek zwykle zaczyna wyceniać szerszy wachlarz scenariuszy, a to z definicji osłabia prostą narrację o jednym kierunku dolara.

Euro korzysta na tym układzie sił i utrzymuje podwyższony poziom wobec dolara – EUR/USD jest notowany w okolicach 1,17. Z perspektywy złotego ma to podwójne znaczenie. Po pierwsze, mocniejsze euro przy stabilnym PLN sprzyja utrzymaniu EUR/PLN bez gwałtownych spadków, nawet jeśli dolar słabnie globalnie. Po drugie, przy takiej relacji EUR/USD część presji na USD/PLN potrafi „wynikać z matematyki” – kiedy dolar oddaje pole wobec euro, a złotówka nie traci, USD/PLN ma naturalną tendencję do dryfowania w dół. W praktyce oznacza to, że część siły złotówki wobec USD nie musi być „polską historią”, tylko pochodną szerokiego rynku.

Drugi, równoległy czynnik to geopolityka i ropa – tym razem przez narastające napięcie na linii USA–Wenezuela. W ostatniej dobie wrócił temat blokowania sankcjonowanych tankowców wpływających i wypływających z wenezuelskich wód, co natychmiast podbiło wrażliwość rynku na informacje o podaży ropy i ryzyku logistycznym w regionie. Dla walut takich jak dolar kanadyjski i korona norweska to zwykle wsparcie, bo oba kraje są silnie powiązane z rynkiem energii. Tyle że w warunkach stresu inwestorzy potrafią najpierw redukować ryzyko „hurtowo”, a dopiero później wracać do selekcji – i wtedy związek z ropą działa słabiej, niż podpowiadałyby podręcznikowe schematy.

Właśnie w takim otoczeniu rynek złotego jest ciekawy: zwykle napięcia geopolityczne i nagłówki z ropy powodują większą nerwowość na walutach regionu, ale dziś złotówka tego nie pokazuje w sposób klasyczny. Rynek złotego zachowuje się tak, jakby w krótkim terminie ważniejsze były przepływy portfelowe i pozycjonowanie pod politykę Fed, a nie sam wzrost globalnego ryzyka. To nie znaczy, że PLN jest „odporny na wszystko”, tylko że punkt ciężkości w wycenie przesunął się w stronę stóp procentowych i relacji dolar–euro.

Warto też zwrócić uwagę na frank szwajcarski, bo CHF jest najczulszym barometrem awersji do ryzyka w Europie. Szwajcarski Bank Narodowy utrzymuje stopy na poziomie 0% i formalnie pozostawia sobie gotowość do działania na rynku walutowym, ale nie zmienia to faktu, że w momentach napięcia CHF potrafi zyskiwać „sam z siebie” jako bezpieczna przystań. To, że CHF/PLN utrzymuje się w okolicach 4,51 zamiast „uciekać” znacznie wyżej, jest kolejnym sygnałem, że panika nie dominuje dziś w Europie tak, jak dominująca bywała w innych epizodach risk-off.

Z kolei funt brytyjski pozostaje walutą, której wycena w relacji do PLN jest w dużej mierze pochodną dwóch sił: globalnego dolara oraz oczekiwań wobec polityki pieniężnej w Wielkiej Brytanii. Jeśli dolar jest miękki, a rynek nie dostaje nowych argumentów za gwałtownym wzrostem stóp na Wyspach, GBP/PLN częściej stabilizuje się w przedziale niż buduje trend. Dzisiejsze okolice 4,80 zł za funta wpisują się w taki właśnie układ – bez euforii, ale też bez wyraźnej ucieczki od ryzyka, która zwykle podbija GBP razem z innymi walutami „większego rynku”.

W przypadku dolara kanadyjskiego dochodzi jeszcze jeden element: Bank Kanady utrzymał stopę na poziomie 2,25%, co stabilizuje oczekiwania krótkoterminowe, ale jednocześnie nie daje CAD impulsu „stopy procentowej przewagi” nad częścią koszyka. To klasyczny układ, w którym CAD musi „zarobić” sobie ruchem ropy albo nastrojem na globalnych giełdach – a jeśli te są mieszane, kurs CAD/PLN też częściej będzie się ślizgał w bok.

Najważniejsze pytanie dla polskich odbiorców rynku brzmi dziś prosto: czy złotówka utrzyma przewagę, jeśli dolar spróbuje się podnieść po kolejnych publikacjach z USA. Odpowiedź zależy od tego, czy rynek dostanie potwierdzenie, że spowolnienie zatrudnienia jest trwałe, a Fed będzie chciał ciąć dalej w 2026 roku, czy raczej pojawi się seria danych, która „kupi czas” jastrzębszemu skrzydłu. Dla USD/PLN graniczne będą nie tylko same odczyty, ale też interpretacja: czy gorsze dane oznaczają wsparcie dla obniżek, czy strach przed recesją i ucieczkę w dolara jako walutę rezerwową. To rozróżnienie w ostatnich kwartałach potrafiło kompletnie zmieniać reakcje rynku z sesji na sesję.

Na koniec warto uporządkować to, co z perspektywy codziennych użytkowników rynku jest najbardziej praktyczne. Jeżeli PLN utrzymuje niskiego USD i stabilne EUR, największe „niespodzianki” w portfelach często biorą się dziś z CHF oraz z walut surowcowych, takich jak NOK i dolar kanadyjski, bo tam wahania potrafią być bardziej „nagłówkowe” i gwałtowne. W obecnym układzie globalnym złotówka wygląda raczej na walutę „zarządzania ryzykiem”, a nie na instrument do grania skrajnych scenariuszy – i to jest jedna z ważniejszych cech końcówki roku, gdy płynność bywa cieńsza, a reakcje na informacje potrafią być nieliniowe.

Rynek walutowy wchodzi w końcówkę roku z nietypową mieszanką: miękki dolar, napięcia na ropie i zaskakująco stabilny polski złoty. Jeśli ten układ ma się utrzymać, kluczowe będą najbliższe impulsy z USA oraz rozwój sytuacji wokół Wenezueli – bo to one dziś ustawiają globalny apetyt na ryzyko, który później „przecieka” do wyceny PLN.