Na początku listopada 2025 roku średni kurs dolara publikowany przez Narodowy Bank Polski kształtuje się w rejonie 3,64 zł za 1 USD. To wartości zbliżone do tych, które pokazują globalne serwisy walutowe – w większości przypadków widełki dzienne mieszczą się mniej więcej między 3,63 a 3,67 zł. W praktyce oznacza to, że za jednego dolara płacimy dziś mniej więcej o 1,4 zł mniej niż w szczytowym momencie kryzysu energetycznego i geopolitycznego z jesieni 2022 roku. Wtedy, przypomnijmy, notowania USD/PLN momentami przekraczały 5,0, a historyczne zestawienia pokazują maksima w okolicach 5,05–5,06 zł za dolara. Z perspektywy kilku lat mamy więc do czynienia z bardzo silnym odwróceniem wcześniejszego trendu.
Jeśli spojrzymy na dane archiwalne, widać wyraźnie, że 2022 rok był pod względem kursu dolara dla złotego ekstremalny. Średnia roczna dla USD/PLN przekraczała 4,4, a w październiku sama średnia miesięczna zbliżała się do 4,9 zł. W poszczególnych dniach notowano poziomy powyżej 5 zł, co zapisało się jako historyczne maksimum nowoczesnego rynku walutowego w Polsce. Dla porównania, w latach 2017–2019 kurs dolara krążył głównie w rejonie 3,4–3,9 zł, a w okresach względnego spokoju potrafił schodzić poniżej 3,30 zł. Obecny poziom ok. 3,64 zł można więc uznać za powrót do szerokiego „korytarza” sprzed pandemii i szoku wojennego, a nie za sytuację wyjątkową. Statystyki NBP pokazują również, że od jesieni 2022 roku złoty umocnił się wobec dolara o około jedną trzecią.
Co sprawiło, że dolar zszedł z rekordowych poziomów? Po pierwsze, zmienił się globalny sentyment do ryzyka. Gdy w 2022 roku inflacja na świecie biła rekordy, a banki centralne gwałtownie podnosiły stopy, dolar pełnił rolę klasycznej „bezpiecznej przystani”. Wraz z wyhamowaniem dynamiki inflacji i spowolnieniem tempa podwyżek stóp przez Rezerwę Federalną zaczęła słabnąć presja na dalsze umocnienie amerykańskiej waluty. Po drugie, w Polsce, po przejściu przez okres bardzo wysokiej inflacji, rozpoczął się proces jej obniżania i normalizacji polityki pieniężnej, choć w ostatnich miesiącach dyskusja o tym, czy NBP jest wystarczająco „jastrzębi” czy „gołębi”, pozostaje żywa. Po trzecie wreszcie, zmniejszenie napięć na rynkach energii poprawiło bilans obrotów bieżących Polski, co naturalnie wspierało złotego.
Na tym tle pojawia się pytanie o przyszłość. Prognozy dla kursu USD/PLN na 2026 rok nie są jednorodne, ale mają jedną cechę wspólną: większość z nich nie zakłada spektakularnego załamania dolara w okolice 3,00 zł, przynajmniej w scenariuszu bazowym. Modele stosowane przez część instytucji finansowych wskazują, że w 2026 roku kurs może stopniowo przesuwać się w dół z obecnych poziomów, ale raczej w stronę 3,3–3,5 zł niż trzy złote „z przodu”. Przykładowe długoterminowe prognozy publikowane dla inwestorów detalicznych pokazują, że w połowie 2026 roku dolar mógłby kosztować około 3,5–3,6 zł, a w niektórych miesiącach zbliżać się do 3,4 zł. Choć w horyzoncie końca dekady pojawiają się scenariusze z kursem dolara bliżej 3,0 niż 3,5 zł, to na rok 2026 większość analiz zakłada raczej miękkie osłabienie USD niż gwałtowne zejście do 3 zł.
Warto jednak pamiętać, że prognozy walutowe z natury rzeczy obarczone są dużym marginesem błędu. O kursie decyduje nie tylko różnica stóp procentowych między Polską a USA, lecz także globalna awersja do ryzyka, sytuacja geopolityczna, ceny surowców, a nawet nastroje na giełdach akcji. Jeżeli świat znów wejdzie w fazę silnych turbulencji – na przykład w wyniku eskalacji wojen handlowych, kolejnego kryzysu energetycznego albo gwałtownego spadku wzrostu gospodarczego w kluczowych gospodarkach – dolar może ponownie zyskać jako bezpieczna przystań. Z drugiej strony, jeśli globalna gospodarka będzie rozwijać się stabilnie, a rynki wschodzące pozostaną atrakcyjne, kapitał może szerzej wypływać z dolara w stronę walut takich jak złoty.
Dodatkową warstwą tej układanki są prognozy makroekonomiczne instytucji międzynarodowych. Według najnowszych projekcji globalny wzrost gospodarczy w latach 2025–2026 ma oscylować w okolicach 3,0–3,1 procent rocznie, przy umiarkowanym wzroście w gospodarkach rozwiniętych i wyższym tempie w gospodarkach wschodzących. Z punktu widzenia dolara ważne jest to, że tempo wzrostu w USA ma stopniowo zwalniać, a różnica w ścieżce stóp procentowych między Fed a innymi bankami centralnymi może maleć. Jeśli rzeczywiście dojdzie do scenariusza „miękkiego lądowania” gospodarki USA i stopniowego obniżania stóp procentowych, dolar może tracić część swojej przewagi odsetkowej, co z reguły sprzyja walutom rynków wschodzących. To jeden z argumentów, który zwolennicy mocnego złotego w 2026 roku często podnoszą.
Po stronie polskiej kluczowa będzie polityka Narodowego Banku Polskiego i kondycja krajowej gospodarki. Po gwałtownym wzroście inflacji do dwucyfrowych poziomów w latach 2022–2023, w 2024 i 2025 roku wskaźnik CPI stopniowo opadał, choć pozostawał wrażliwy na szoki cenowe. Wraz z wygasaniem tych szoków NBP mógł sobie pozwolić na łagodniejsze podejście, ale zbyt szybkie lub zbyt głębokie obniżki stóp mogłyby osłabić złotego. Scenariusz dolara po 3 zł w 2026 roku wymagałby raczej kombinacji relatywnie twardej polityki pieniężnej w Polsce i łagodnego podejścia Fed, a przy tym stabilnej, przyspieszającej gospodarki krajowej. Innymi słowy – złoty musiałby być postrzegany jako waluta kraju o solidnych fundamentach i atrakcyjnej różnicy stóp wobec USA.
Jak duża zmiana jest potrzebna, by dojść do 3 zł? Liczby są tu bezlitosne: z obecnych 3,64 zł dojście do poziomu 3,00 zł oznaczałoby umocnienie złotego względem dolara o ok. 17–18 procent. To dużo, ale nie jest to rozmiar ruchu, którego rynek walutowy nigdy nie widział – wystarczy przypomnieć sobie, że od szczytów z jesieni 2022 roku do dzisiejszych poziomów złoty zyskał wobec dolara właśnie w podobnej skali. Aby zobaczyć dolara po 3 zł, złoty musiałby jednak powtórzyć ten manewr drugi raz, tym razem już nie od skrajnie wysokich, kryzysowych poziomów, ale z rejonu bliższego historycznym średnim. Stąd ostrożność większości analityków: taki scenariusz nie jest niemożliwy, ale wymaga zbiegu kilku korzystnych czynników.
Jakie to czynniki? Po pierwsze, wyraźne wyhamowanie inflacji w Polsce i utrzymanie jej w pobliżu celu NBP przy relatywnie wysokich realnych stopach procentowych. Po drugie, stabilny wzrost gospodarczy – scenariusz, w którym Polska pozostaje jedną z szybciej rosnących gospodarek Unii Europejskiej, co przyciąga inwestorów zagranicznych. Po trzecie, brak nowych szoków geopolitycznych w regionie, które tradycyjnie są czynnikiem osłabiającym waluty Europy Środkowo-Wschodniej. Po czwarte wreszcie, globalne osłabienie dolara w wyniku łagodniejszej polityki Fed i przenoszenia się kapitału na rynki o wyższej stopie zwrotu. Scenariusz mocnego złotego wymaga jednocześnie kilku pozytywnych elementów: dobrej kondycji gospodarki, rozsądnej polityki fiskalnej, ostrożnego NBP i spokojniejszego otoczenia międzynarodowego.
Trzeba jednak zaznaczyć, że istnieją też argumenty przeciwko wizji dolara po 3 zł już w 2026 roku. Po pierwsze, polska gospodarka ma przed sobą okres dostosowań fiskalnych po latach silnie ekspansywnej polityki wydatkowej. Wyższy deficyt budżetowy i rosnący dług publiczny mogą w dłuższym okresie wywierać presję na wycenę złotego, zwłaszcza jeśli rynki zaczną baczniej przyglądać się stabilności finansów państw peryferyjnych w strefie wpływów UE. Po drugie, przyszła ścieżka inflacji nie jest dana raz na zawsze – odrodzenie się presji cenowej, np. w wyniku kolejnego skoku cen energii, mogłoby zmusić NBP albo do ponownych podwyżek stóp (co szkodzi wzrostowi), albo do tolerowania wyższej inflacji (co szkodzi atrakcyjności złotego). Po trzecie, nie wiadomo, jak zakończy się obecna faza napięć w globalnym handlu, w tym polityka ceł i barier między USA a innymi krajami. Ryzyko, że dolar znów zyska jako bezpieczna przystań w razie globalnego wstrząsu, pozostaje realne i może zadziałać w dokładnie przeciwną stronę niż oczekują zwolennicy USD po 3 zł.
W tym kontekście warto przyjrzeć się temu, co konkretnie mówią dziś prognozy na 2026 rok. Modele publikowane dla inwestorów indywidualnych pokazują zwykle scenariusze „łagodnego zjazdu”. Przykładowo, jeden z popularnych serwisów walutowych wskazuje, że w połowie 2026 roku kurs może kształtować się w okolicach 3,5 zł, a pod koniec roku dochodzić do 3,55–3,60 zł. Inne, bardziej agresywne prognozy widzą dolara w okolicach 3,3–3,4 zł w miesiącach, w których złoty ma być najmocniejszy, ale nawet tam poziom 3,0 zł pojawia się dopiero w perspektywie 2028 roku i później. Najbardziej prawdopodobny w świetle dzisiejszych prognoz wydaje się więc przedział 3,3–3,8 zł za dolara w 2026 roku, a nie trwałe zejście w okolice 3,0 zł. Oczywiście, rynki lubią zaskakiwać, ale scenariusz taki musiałby być efektem wyraźnie lepszej kondycji złotego i osłabienia dolara, niż zakłada dzisiejszy konsensus.
Nie wolno zapominać o perspektywie praktycznej. Dla kredytobiorców spłacających zobowiązania denominowane w dolarach, dla firm importujących towary z USA oraz dla tych, które rozliczają kontrakty w amerykańskiej walucie, każdy ruch kursu o 10 groszy ma realne przełożenie na koszty. Jeśli USD/PLN spadłby z dzisiejszych 3,64 zł do 3,00 zł, oznaczałoby to obniżkę o 64 grosze – przy imporcie za milion dolarów dawałoby to oszczędność 640 tysięcy złotych. Dla kredytobiorców i importerów każdy ruch o kilkadziesiąt groszy w dół jest równoważny z realnymi, liczonymi w setkach tysięcy złotych zmianami w kosztach obsługi długu i zakupów. To dlatego temat kursu dolara tak często pojawia się w debacie publicznej – nie jest abstrakcją, tylko elementem codziennej kalkulacji biznesu i finansów domowych.
Z drugiej strony, dla eksporterów mocniejszy złoty to mniejsza konkurencyjność cenowa na rynkach zagranicznych. Z punktu widzenia firm, które sprzedają towary i usługi w dolarze, kurs 3,0 zł oznaczałby niższe wpływy w przeliczeniu na złotówki, jeśli nie skompensowaliby tego wyższą ceną albo zwiększonym wolumenem sprzedaży. Scenariusz dolara po 3 zł byłby więc jednocześnie prezentem dla importerów i konsumentów oraz wyzwaniem dla eksporterów, którzy musieliby szukać nowych rezerw efektywności lub przenosić część produkcji. To kolejny powód, dla którego bank centralny i rząd zwykle nie traktują bardzo mocnego złotego jako celu samego w sobie.
Na koniec warto postawić sprawę jasno: kurs dolara po 3 zł w 2026 roku nie jest z matematycznego punktu widzenia niemożliwy, ale wymaga zbiegu korzystnych okoliczności zarówno w Polsce, jak i w Stanach Zjednoczonych. Musiałoby dojść do trwałego, strukturalnego umocnienia złotego przy jednoczesnym osłabieniu dolara – a tego nie sposób dziś zagwarantować, nawet przy najlepiej skonstruowanych modelach. Dzisiejsze dane pokazują kurs na poziomie około 3,64 zł, historyczne statystyki przypominają o szczytach w okolicach 5 zł z 2022 roku, a prognozy na 2026 rysują raczej obraz spokojniejszego, ale wciąż zmiennego rynku walutowego.
W tym sensie pytanie, czy zobaczymy dolara po 3 zł, jest bardziej pytaniem o kierunek trendu niż o konkretny poziom. Jeżeli złoty utrzyma swoją obecną ścieżkę umacniania, a globalne warunki będą sprzyjały odpływowi kapitału z dolara, rynek może testować coraz niższe poziomy kursu USD/PLN, nawet jeśli sam poziom 3,0 zł pozostanie na razie bardziej symbolem niż realnym scenariuszem bazowym. Z kolei większy globalny szok, powrót wysokiej inflacji czy zaostrzenie polityki Fed mogłyby relatywnie szybko odwrócić ten trend. Na razie jednak, patrząc na liczby, można powiedzieć jedno: dolara po 5 zł prędko nie zobaczymy, po 3 zł – być może kiedyś, ale raczej nie w spokojnym, bazowym scenariuszu na 2026 rok.