To układ sugerujący, że złotówka wchodzi w popołudnie z lekką przewagą nad dolarem amerykańskim, neutralnie wobec euro i podwyższoną czujnością na parze z frankiem.
Impuls, który dziś definiuje nastroje, przychodzi ze Stanów Zjednoczonych. Wieczorem, o 20:00 czasu polskiego, Rezerwa Federalna ogłosi decyzję w sprawie stóp procentowych oraz najnowsze projekcje makroekonomiczne. Oczekiwania rynku kondensują się wokół redukcji o 25 punktów bazowych — ruchu, który miałby charakter „gołębiej normalizacji”, bez sygnalizowania paniki. W tle stoją argumenty: wyhamowanie wzrostu zatrudnienia w USA, sygnały słabszej dynamiki inwestycji oraz mniejsza, niż jeszcze niedawno, presja cenowa z kanałów podażowych. To nie jest jednak prosta układanka, bo część członków FOMC wskazuje na ryzyko, że inflacja wciąż zbyt wolno wraca do celu, a inna część — na konieczność szybszego wsparcia koniunktury.
Na „rynek złotego” przekłada się to dość wzorcowo. W godzinach okołopołudniowych popyt na PLN jest stabilny, a dźwignię dla ruchu w dół na USD/PLN zapewnia mechanika oczekiwań: im większa szansa na łagodniejszy przekaz Fed, tym mniejsza premia za dolara jako bezpieczną przystań. Widać to w zachowaniu koszyka: PLN jest notowany od rana odrobinę mocniej wobec USD, a wobec EUR trzyma wąski korytarz 4,24–4,26, co ułatwia życie importerom i eksporterom rozliczającym się w euro. Frank szwajcarski pozostaje barometrem globalnej awersji do ryzyka: minimalne podbicia w CHF/PLN korelują z momentami ostrożności na Wall Street i rynku długu.
Krajowe tło makroekonomiczne nie przeszkadza złotówce. Inflacja ogółem zbliżyła się do środka pasma celu, a wskaźniki bazowe, choć wciąż wyższe, stopniowo wygasają. Z perspektywy Rady Polityki Pieniężnej oznacza to komfortową pozycję wyczekiwania — bez presji na przyspieszenie decyzji i bez potrzeby gaszenia kryzysów. To ważne dla wiarygodności pieniężnej, bo polski złoty lepiej reaguje na przewidywalność niż na „zaskoczenia z konferencji”. Właśnie ta przewidywalność tłumiła w ostatnich tygodniach dobową zmienność, która z perspektywy firm często liczy się bardziej niż sam poziom kursu.
Decyzja Fed jest jednak nie tylko wydarzeniem makro, ale też politycznym testem niezależności. W Waszyngtonie narasta presja — prezydent Donald Trump publicznie apeluje o „dużą obniżkę”, a układ personalny FOMC zmienił się wraz z dołączeniem Stephena Mirana; kwestie prawne związane z członkostwem Lisy Cook dodatkowo rozgrzewają debatę o granicach wpływu władzy wykonawczej na bank centralny. Rynki będą wyłapywać każdy niuans komunikatu, bo to on zdecyduje, czy obniżka o 25 pb zabrzmi „gołębio”, czy „jastrzębio” — i czy dolar amerykański dostanie impuls do dalszej przeceny, czy przeciwnie.
Wesprzeć PLN może też język projekcji. Jeśli Fed opublikuje „kropki” (dot plot), z których wynikać będzie jeszcze jedna redukcja do końca roku i zachowanie elastyczności w 2026, to przy nieco miększej ścieżce inflacyjnej reakcja powinna być pro-ryzykowna: USD traci, zyskują waluty EM, w tym złotówka. Gdyby jednak FOMC zaskoczył 50 pb i jednocześnie zaakcentował, że to „jednorazowe dostosowanie”, inwestorzy mogą odczytać to jako sygnał pogorszenia fundamentów, który skłonie kapitał do bezpiecznych aktywów. W takim układzie pierwszy odruch w USD/PLN mógłby być paradoksalnie wzrostowy, a wtórnie pojawiłaby się korekta zależna od tonu konferencji przewodniczącego.
W ujęciu rynkowym dzisiejsze poziomy tworzą wyraźne „kotwice”. Dla USD/PLN okolice 3,58–3,60 to strefa, w której popyt i podaż wymieniają ciosy od kilku sesji; zejście niżej wymagałoby skumulowanego „gołębiego” pakietu: łagodnego komunikatu Fed, spokojnego rynku długu i braku negatywnych niespodzianek w danych z USA. EUR/PLN z kolei preferuje mikrotrendy: napływ środków z UE, różnice w terminach płatności VAT, sezonowość popytu importowego — te czynniki rozgrywają się w tle i utrzymują kurs blisko 4,25. CHF/PLN porusza się w korytarzu 4,54–4,57 i dopóki globalny apetyt na ryzyko nie zostanie uderzony, frank pozostaje „walutą kontrolną”, a nie dominującym kierowcą ruchu.
Handel na parach surowcowych dodaje niuansu do układanki. Korona norweska i dolar kanadyjski są czułe na cenę ropy i sygnały z podaży; dzisiejsze wskazania NOK/PLN, oscylujące przy 0,366–0,367, i CAD/PLN w okolicach 2,61 wpisują się w obraz neutralny do lekko pro-PLN przy braku nowych szoków na rynku energii. Dla importerów paliw i chemii praktycznym wnioskiem jest utrzymywanie kaskadowych zabezpieczeń w krótkich terminach; dla eksporterów — cierpliwość i wykorzystywanie podbić kursów do sprzedaży transzami. To „nudna” dyscyplina, ale dokładnie taka strategia wygrywa w okresach niskiej zmienności.
Krajowe przedsiębiorstwa odczuwają realny efekt stabilizacji. Spread między średnim kursem NBP a rzeczywistymi kwotowaniami w bankach i kantorach pozostał wąski; to pozwala lepiej planować przepływy i utrzymywać marże cenowe bez codziennego rewidowania cenników. Z punktu widzenia finansowania, koszt długu złotowego jest stabilny, a zlotówkowe emisje krótkoterminowe wciąż znajdują nabywców — sygnał, że lokalna płynność nie jest problemem pierwszego rzędu. Złotówka — PLN — zachowuje się jak waluta gospodarki, która przeszła przez inflacyjny szok i wraca do normalności, nawet jeśli pełna „komfortowa strefa” jest jeszcze przed nami.
Oczywiście, pole minowe ryzyk nie znikło. Najbliższe dni przyniosą odpowiedź, czy globalny wzrost nie wchodzi w fazę bardziej wyboistą, zwłaszcza jeśli amerykański rynek pracy nadal będzie sygnalizować słabość zatrudnienia w przemyśle i usługach niższej wartości dodanej. Po stronie Europy kluczowa będzie konsekwencja EBC — pauza przy jednoczesnej gotowości do reagowania na dane to scenariusz najbardziej przyjazny dla stabilnej złotówki. Geoekonomia dorzuca swoją zmienną: cła i napięcia handlowe, które wcześniej pompowały ceny, dziś mają mniejszy rezonans, ale nadal mogą wywoływać krótkotrwałe fale na rynku. Dla kursów walut najgorszy byłby miks: twardszy Fed, słabszy globalny popyt i wzrost awersji do ryzyka — w takim środowisku dolar amerykański odzyskuje przewagę.
W tym miejscu warto zacytować dwie obserwacje, które dziś krążą po dealing roomach. „To jest dzień, w którym brzmienie zdania waży tyle, co liczba” — mówi dealer FX, mając na myśli, że sama obniżka o 25 pb mniej znaczy niż to, czy przewodniczący użyje zwrotu „zależni od danych” czy „oczekujemy dalszych kroków”. Drugi komentarz: „Gołębia obniżka z jastrzębim tonem istnieje” — i to jest paradoks, który rynki opanowały przez lata. Można ściąć stopy, a jednocześnie dać sygnał ostrożności, przy którym USD w pierwszej reakcji rośnie, bo inwestorzy uciekają w bezpieczne aktywa. Takie zderzenia semantyki i mechaniki rynku decydują o tym, czy złotówka kończy dzień po mocniejszej, czy słabszej stronie kreski.
W regionie CEE obraz pozostaje zbliżony. Forint, korona czeska i złoty jadą na tym samym wózku, różniąc się detalami: profilem inflacji bazowej, płynnością lokalnych rynków długu, sezonowością popytu importowego. Z tej trójki to PLN ostatnio zebrał trochę „premii za przewidywalność”, co widać było po mniejszych odchyleniach intraday. Przy utrzymaniu tej przewagi i miękkim dolarze, złotówka ma przestrzeń do testów niższych poziomów na USD/PLN, podczas gdy GBP może jeszcze przez jakiś czas trzymać wyższy pułap z powodu brytyjskiej inflacji usług i ostrożnej narracji Banku Anglii. Funt brytyjski pozostaje więc parą, na której importerzy częściej decydują się na bardziej rygorystyczny hedging.
Na zakończenie dnia rachunek jest prosty. Dzisiejsze odczyty NBP ustawiają punkt startowy, a wieczorna decyzja z USA rozstrzygnie, czy sesja zamknie się „mocniejszym PLN”, czy „mocniejszym USD”. Po drodze liczyć się będzie każde słowo i każdy wykres. Gdyby projekcje pokazały, że 2025 zamknie się dwoma cięciami i miękką ścieżką na 2026, kapitał portfelowy ma powód, by wracać do walut EM. Jeśli natomiast narracja zacznie brzmieć „jedno cięcie i koniec”, rynek szybko odwinie część zakładów. Dla przedsiębiorców w praktyce najważniejsze jest dziś, by nie mylić kursu referencyjnego z transakcyjnym i by pamiętać, że „Forex na teraz” rządzi się własną mikro-logiką płynności.
W tym sensie najrozsądniejsze, co można zrobić, to trzymać się planu. Krótkie serie zabezpieczeń, jasne progi decyzyjne, gotowość na dwie ścieżki po 20:00 — „gołębia” i „jastrzębia”. Jeżeli Fed da rynkowi zielone światło, PLN ma szansę domknąć dzień po mocniejszej stronie; jeśli nie — obrona 3,60 na USD/PLN może szybko zamienić się w test 3,62–3,64. A potem… jutro znów będzie dzień, z nową tabelą NBP i nową porcją danych, które rynek przeliczy na grosze i centy.