Poranne kwotowania zestawione z wczorajszym fixingiem NBP pokazują wyraźny, choć umiarkowany zwrot na korzyść PLN: dolar amerykański jest niżej o niespełna 0,8%, funt brytyjski o ok. 0,6%, frank szwajcarski o 0,35%, euro o 0,17%, korona norweska o 0,36%, a dolar kanadyjski o 0,7%. W tle pracuje wczorajszy raport CPI z USA, który nie przyniósł niespodzianki po stronie inflacji zasadniczej, a to – przynajmniej na starcie środowej sesji w Europie – ogranicza apetyt na podbicie wyceny dolara.

Na potrzeby księgowości i kontraktów handlowych kluczowe jest porównanie bieżących kwotowań z wczorajszymi kursami średnimi NBP. Tabela nr 155/A/NBP/2025 z 12 sierpnia ustaliła kursy na: USD 3,6702, EUR 4,2626, CHF 4,5311, GBP 4,9427, CAD 2,6615 oraz NOK 0,3580. Dzisiaj rano złotówka jest więc odrobinę mocniejsza do całego tego koszyka. Warto też pamiętać o technikaliach: NBP publikuje tabelę A w każdy dzień roboczy między 11:45 a 12:15, a kursy z fixingów – zwłaszcza euro – odzwierciedlają sytuację rynkową w ściśle określonym oknie, co bywa przyczyną różnic między „żywym” rynkiem z rana a wartościami, które trafią do systemów księgowych w południe.

Rynkowy obraz po otwarciu Europy jest w dużej mierze konsekwencją tego, co wydarzyło się w Waszyngtonie we wtorek po południu. Biuro Statystyki Pracy podało, że „CPI-U wzrósł w lipcu o 0,2% m/m, a w ujęciu rocznym o 2,7%”, natomiast inflacja bazowa zwiększyła się o 0,3% m/m i 3,1% r/r. To zestaw danych zgodny z oczekiwaniami co do miękkiego schładzania presji cenowej i – na razie – niezmieniający zasadniczo wyceny cyklu cięć Fed na jesień. Dla rynku złotego oznacza to lżejszy dolar i nieco wyższy apetyt na ryzyko, który najpełniej widać na parach USD/EM oraz w notowaniach walut regionu CEE. Jeżeli ta interpretacja przetrwa amerykańską sesję kasową, dzisiejsze umocnienie PLN może utrzymać się w pobliżu porannych poziomów.

W tym miejscu warto uporządkować daty, by uniknąć nieporozumień. Dziś jest środa, 13 sierpnia 2025 r., a więc wczoraj – we wtorek, 12 sierpnia – NBP ogłosił tabelę 155/A z kursami średnimi, a BLS opublikowało lipcowy raport CPI w USA. To istotne, bo część podsumowań rynkowych odnosi się do „poranka 12 sierpnia”, podczas gdy dzisiejsze, świeże kwotowania pochodzą już z czwartku sesyjnego tygodnia liczonego od poniedziałku, ale ze środowego poranka czasu Europy. Po ustawieniu tej perspektywy widać, że złoty zareagował zgodnie z „książką”: po danych z USA, które nie wzmacniają jastrzębiego skrzydła Fed, USD oddaje część pola, a rynek złotego ma chwilę oddechu. Takie momenty bywają dla importerów okazją do odświeżenia zabezpieczeń, a dla eksporterów – sygnałem, by poczekać na lepsze poziomy sprzedaży walut.

Na głównych parach obraz jest spójny. USD/PLN konsoliduje w rejonie 3,64 po wczorajszym fixingu 3,6702, a z punktu widzenia mikrostruktury rynek wydaje się gotowy zaakceptować obszar 3,62–3,67 jako krótkoterminowe „widełki” w oczekiwaniu na dalszą porcję amerykańskich danych (PPI, ceny importu, wskazania z rynku pracy). EUR/PLN pozostaje w wąskim paśmie 4,24–4,29, które od tygodni porządkuje transakcje realnej gospodarki; dzisiejsze okolice 4,255–4,26 to poziom neutralny dla balansowania pozycji przez firmy. CHF/PLN pracuje pod 4,52, czyli wyraźnie poniżej czerwcowych szczytów, ale z wciąż widoczną „premią bezpieczeństwa”, która zwykle ożywa przy epizodach risk-off. GBP/PLN w rejonie 4,91–4,92 odzwierciedla mieszankę wahań na kablu i lokalnego popytu pod rozliczenia; na tym tle funt brytyjski pozostaje bardziej wrażliwy na różnice stóp i komunikację Banku Anglii niż euro. Dla kompletu NOK/PLN i CAD/PLN oscylują przy 0,357 i 2,64, czyli wciąż dość blisko wczorajszych NBP-owskich poziomów, z delikatną przewagą złotówki po stronie zmiany procentowej.

Złotówka dostała wsparcie z dwóch stron: fundamentalnej i „technicznej”. Fundamentem jest narracja po CPI – łagodniejszy wzrost cen ogółem i zgodny z oczekiwaniami rdzeń nie wywierają presji na agresywne zacieśnianie warunków finansowych, co usuwa część podkładek pod mocnego dolara. Część inwestorów przywołuje w tym kontekście zasadę, że „pierwszy odczyt kieruje rynkiem, ale zasięg ruchu wyznacza łączna ścieżka danych”, dlatego poranek był spokojny, a reakcje wycen rozkładają się raczej na kilka sesji niż kilka minut. Technicznie – na tle wczorajszych fixingów – rynek złotego dyskontuje odwrót od USD; stąd lepszy PLN do dolara i umiarkowana poprawa do walut defensywnych. Warto jednak doprecyzować, że „stabilizacja PLN” nie oznacza braku zmienności – oznacza raczej, że zmienność skupia się wokół znanych poziomów równowagi, a impulsy kierunkowe będą częściej pochodziły z zewnątrz niż z danych krajowych.

W realnej gospodarce – a więc w budżetach importerów i eksporterów – dzisiejszy poranek daje kilka wymiernych konsekwencji. Importerzy rozliczający się w dolarze amerykańskim mają chwilę ulgi: kursy walut dla USD/PLN na 3,64 poprawiają wyceny zakupów względem wczorajszego fixingu NBP. W euro efekt jest kosmetyczny, ale dla dużych wolumenów nawet 0,1–0,2% różnicy oznacza zauważalne przesunięcia w marży. Eksporterzy, zwłaszcza ci z ekspozycją na funt brytyjski, powinni mieć świadomość, że rynek GBP/PLN wciąż lubi „dociągnięcia” o poranku w Londynie – jeśli scenariusz nie wymaga natychmiastowej sprzedaży, odczekanie do pełnej płynności brytyjskiej bywa rozsądne. Rynek złotego pozostaje wrażliwy na ruchy stóp i komunikację banków centralnych, ale w praktyce to timing transakcji, a nie tylko kierunek, decyduje o wyniku, zwłaszcza przy cienkich porannych spreadach na crossach z PLN.

Jeśli spojrzeć szerzej – na region CEE – korzyść z porannego otoczenia to przede wszystkim słabszy dolar i brak niepokojących sygnałów ze sfery danych europejskich. W kalendarzu unijnym jutro zobaczymy produkcję przemysłową za czerwiec, lecz dla dzisiejszej sesji znaczenie ma głównie to, że nie ma „ciężkiej” publikacji, która mogłaby wywołać skokowe rozszerzenia spreadów w godzinach południowych. To pozostawia pole dla handlu w znanych korytarzach, z lekką preferencją do umacniania PLN wobec USD i – w mniejszej skali – wobec CHF. Warto pamiętać, że krótkoterminowo polski złoty bywa procykliczny: w okresach poprawy sentymentu do ryzyka lubi szybciej odrabiać straty niż euro, ale w inversie – gdy pojawiają się nagłe, niekorzystne informacje – reaguje bardziej dynamicznie. To cecha, która w bilansie miesiąca bywa neutralna, ale w rozliczeniach dziennych znacząco zmienia profil ryzyka.

Na poziomie instytucjonalnym NBP nie dostarcza dziś oczywistych katalizatorów. Dla rynku ważne pozostaje, że kursy średnie – wykorzystywane powszechnie w rozliczeniach podatkowych i handlowych – pojawiają się koło południa, co sprawia, że znacząca część księgowań z dzisiejszej daty będzie liczona już na podstawie nowej tabeli, gdy ta się ukaże. Mechanika jest prosta, ale konsekwencje – realne: jeśli przed południem PLN utrzyma przewagę do USD i GBP, w systemach księgowych zobaczymy „tańszego” dolara i funta niż wczoraj, bez względu na to, co wydarzy się po południu w trakcie amerykańskiej sesji. To ważne zwłaszcza dla firm o krótkich cyklach należności i zobowiązań, gdzie „dniowa” wahania kursów potrafią rzutować na bieżący cash flow.

Zagraniczne tło makro pozostaje mieszane, ale z przewagą czynników sprzyjających stabilizacji. Po lipcowym CPI w USA inwestorzy patrzą w stronę czwartkowego PPI oraz piątkowych wskaźników cen importu i eksportu, które domkną tygodniową układankę inflacyjną. W strefie euro rynek czeka na publikację produkcji przemysłowej; lipcowe ścieżki wskaźników sugerują, że poprawa jest miękka i nierównomierna, co nie prowokuje gwałtownej zmiany w wycenie EUR. To oznacza, że dla kursów walut z PLN w mianowniku najbliższe ruchy pozostaną skorelowane z zachowaniem dolara, a nie z lokalnymi danymi. Z tej perspektywy poranne „zdejmowanie” USD/PLN w okolice 3,64 to logiczne dostosowanie po wczorajszym wydruku – nie sygnał do strategicznej zmiany trendu.

Kontekst dla walut surowcowych – wspomnianych dolar kanadyjski i korona norweska – jest neutralny do lekko pozytywnego dla PLN. Energia pozostaje bez wyraźnego kierunku tygodniowego, a wahania cen ropy przenoszą się na CAD/NOK z opóźnieniem i mniejszą amplitudą niż w latach 2022–23. Poranne odczyty CAD/PLN w okolicach 2,64 i NOK/PLN tuż pod 0,357 sugerują, że rynek wycenia raczej „carry” i siatkę stóp niż krótkie impulsy z towarów. Dla polskich importerów paliw oznacza to stabilniejsze, przewidywalne poziomy rozliczeniowe niż w okresach silnych trendów surowcowych; dla eksporterów – brak oczywistego „wspomagacza” w postaci drożejącej ropy, który mógłby wypchnąć NOK/PLN powyżej wczorajszych poziomów z tabeli.

Czy środowy poranek to dobry moment na hedging? Dla wielu firm – tak, ale z zastrzeżeniami. Importer USD, mając do dyspozycji kurs o kilka groszy lepszy niż wczorajszy średni NBP, może rozważyć częściowe zrolowanie zabezpieczeń na krótkim horyzoncie, wykorzystując wąskie spready godzinowego handlu w Europie. Eksporter EUR może natomiast podzielić decyzje: część ekspozycji sprzedać teraz, a część pozostawić do rozstrzygnięcia po publikacjach z USA, pamiętając, że w czwartek i piątek kalendarz doważy jeszcze obraz inflacyjny. Złotówka, choć dziś silniejsza, nadal porusza się w korytarzu, w którym krótkie fale sentymentu dominują nad trendem, a różnice dziesiątych części procenta w porannych widełkach często „gasną” w popołudniowym szumie. Kluczem – jak zwykle – jest timing i dyscyplina, nie próba zgadnięcia, czy „to już dołek/szczyt”.

Warto też przypomnieć o specyfice fixingu NBP w harmonogramie dnia. Euro w tabeli liczone jest na godz. 11:00, a publikacja całej tabeli A mieści się między 11:45 a 12:15. W praktyce oznacza to, że „porannych” wahań FX notowanych między 8:00 a 10:30 nie zobaczymy w dzisiejszym komunikacie banku centralnego – jeśli rynek nie utrzyma kierunku do południa, to w rozliczeniach pozostanie wczorajsza historia. Stąd częste, intuicyjnie „dziwne” rozjazdy między arkuszami dealingowymi a księgowymi przeliczeniami w firmach. „Tabela A między 11:45 a 12:15” – ta krótka informacja z NBP powinna być przypięta nad biurkiem każdego, kto odpowiada za wyceny w spółkach zależnych od kursów walut.

Podsumowując środowy poranek: polski złoty zyskuje po wczorajszym CPI w USA, rynki globalne nie doświadczają wstrząsów, a apetyt na ryzyko pozostaje konstruktywny. „CPI-U wzrósł w lipcu o 0,2% m/m i 2,7% r/r, rdzeń o 0,3% m/m i 3,1% r/r” – ten zestaw nie skłania do szybkiego powrotu do mocnego dolara, co widać na parach USD/EM i w koszyku CEE. Przy USD/PLN około 3,64 i EUR/PLN przy 4,255–4,26 rynek złotego zachowuje znajomy, „niskoszumowy” rytm, pozwalający firmom na spokojniejsze decyzje hedgingowe. Jeżeli do końca dnia nie pojawią się zaskoczenia z USA, fixing NBP może potwierdzić dzisiejszą poprawę wyceny PLN do koszyka. Jeśli jednak nowa porcja danych zniekształci obraz – pierwsza w kolejce do reakcji będzie para USD/PLN, a tuż za nią CHF/PLN, gdzie „bezpieczna przystań” najczęściej inkasuje premię w epizodach risk-off. Na razie to jednak sesja, w której „kursy walut” nie szukają nowego trendu, tylko wracają w okolice tegorocznych średnich.

Na marginesie jeszcze jedna, porządkowa uwaga redakcyjna: w obiegu funkcjonuje sformułowanie „kursy walut w poranek we środę 12 sierpnia 2025”. Trzymamy się faktów – 12 sierpnia 2025 r. przypadał we wtorek, a publikacja lipcowego CPI w USA nastąpiła właśnie we wtorek; dzisiejsze, poranne notowania Forex dotyczą środy 13 sierpnia. Precyzja dat ma znaczenie, zwłaszcza gdy mówimy o rozliczeniach po tabelach NBP i reakcjach rynku na bieżące dane.