Deadline na dopięcie umów handlowych mija 9 lipca, czyli już w najbliższą środę, ale sekretarz Scott Bessent powiedział już, że możliwe są pewne przesunięcia czasowe dla krajów, które podjęły negocjacje i są bliskie ich finalizacji. Dał jednak do zrozumienia, że czasu nie będzie więcej, niż trzy tygodnie - z dniem 1 sierpnia powrócą stawki ogłoszone 2 kwietnia, jeżeli nowe umowy nie zostaną podpisane. Jednocześnie Donald Trump jeszcze dzisiaj wieczorem wyśle listy dotyczące propozycji nowych taryf, lub umów do 12-15 krajów. Wygląda na to, że administracja USA będzie teraz wzmagać presję i straszyć, po to, aby wypracować dla siebie korzystne rozwiązania. To, czy będą one równie korzystne dla partnerów handlowych, to już zupełnie inna sprawa. Casus Japonii pokazuje, że rozmowy mogą ciągnąć się tygodniami, a strony posuwają się niewiele do przodu. Trudne rozmowy mają miejsce też na linii UE-USA i Bruksela liczy na to, że dostanie jeszcze nieco więcej czasu.
Presja negocjacyjna będzie jednak w najbliższych dniach, być może aż do końca lipca, coraz bardziej widoczna. I to będzie rodzić niepewność na rynkach, podbijając realizację zysków z ostatnich tygodni. Na tym tle złoty może nie być mocny. Sentyment wokół rynków wschodzących już teraz psuje zapowiedź prezydenta Trumpa, który zapowiedział nałożenie dodatkowej, bezwarunkowej stawki celnej w wysokości 10 proc. na kraje, które popierają politykę sojuszu BRICS, która jest sprzeczna z interesami USA.
Para EURPLN obroniła wsparcie przy 4,23 i może próbować teraz powrócić ponad poziom 4,25. Istotne opory to dopiero okolice 4,2650-4,2700. W przypadku USDPLN istotne będzie to jak zachowa się w kolejnych dniach EURUSD, który w poniedziałek rano próbuje nieco spadać w ślad za podbiciem dolara na szerokim rynku. Wsparcie to okolice 3,5850-3,5950. Opory to 3,63 i 3,67.