Efekt jest taki, że rynek wycenia scenariusz tzw. miękkiego lądowania – koniunktura pozostaje niezła, a problem inflacji znika. Jednak ten obraz zaczyna się komplikować głównie przez rosnące ceny ropy. OPEC+ zdaje się próbować rozgrywać administrację Bidna, która w ubiegłym roku znacznie uszczupliła rezerwy. W wyniku cięć produkcji, głównie przez Arabię Saudyjską, w ostatnim kwartale roku na rynku ropy notować będziemy duży deficyt, a to pcha ceny surowca w górę. Powinniśmy widzieć to już w sierpniowych danych o inflacji – o ile inflacja bazowa może się zauważalnie cofnąć (rynek widzi spadek z 4,7 aż do 4,3%), to inflacja ogółem odbije, pytanie jednak o ile (rynek widzi wzrost z 3,2 do 3,6%).

Zacząłem od sytuacji globalnej i inflacji w USA, gdyż te mogą mieć spory wpływ na dalsze losy złotego. Nasza waluta mocno straciła w reakcji na ubiegłotygodniową decyzję RPP, kiedy stopy procentowe zostały obniżone o 75bp (3-krotnie mocniej niż oczekiwano). Rynek zaczął wyceniać ryzyko tego, że inflacja w Polsce będzie chronicznie wyższa od tej w strefie euro, jednak po dwóch dniach osłabienia (i pokonania oporów 4,49 i 4,55 na EURPLN) mamy pauzę i wyczekiwanie na kolejny impuls. Z kraju raczej nie dostaniemy go do kolejnej decyzji Rady, natomiast rozstrzygnięcie (w tym kontekście szczególnie negatywne) na rynkach globalnych mogłoby wyznaczyć złotemu kierunek.

Dane o inflacji w USA poznamy w środę o 14:30, dzień później mamy decyzję EBC, która też może być ciekawa, bo choć rynek nie spodziewa się podwyżki (konsensus zakłada, że cykl w Europie zakończył się, podobnie jak w USA), część przedstawicieli Banku sugerowała jeszcze jeden ruch i to być może na wrześniowym posiedzeniu.

Poniedziałek na rynkach zaczyna się w dobrych nastrojach – indeksy w Europie zyskują, a dolar traci. O 9:10 euro kosztuje 4,61 złotego, dolar 4,30 złotego, frank 4,83 złotego, zaś funt 5,38 złotego.