Dolar po 4,55 zł, euro po 4,94 zł, frank również po 4,94 zł, a funt nieznacznie powyżej 6 zł. Jeszcze nikt miesiąc temu nie przewidywał takiego scenariusza, a obecnie wydaje się, że złoty może być jeszcze tańszy. Jest to związane przede wszystkim z psychologią, nie tylko ze strony całego społeczeństwa, ale również globalnych instytucji finansowych. Polska jest bardzo blisko konfliktu, co powoduje, że instytucje nie interesują się w tym momencie szukaniem okazji do inwestycji w naszym kraju. Z kolei społeczeństwo w obawie przed rozszerzeniem się konfliktu na zachód, decyduje się na wymianę złotego na bezpieczniejsze waluty, w szczególności dolara, ale również euro, które w zasadzie jest bardzo podobnie zagrożone jak polski złoty. Mimo to, waluty regionu, czyli złoty, forint i korona czeska są obecnie bardzo słabe. Eksperci geopolityczni wskazują, że teoretycznie emocje powinny opaść w perspektywie 6-8 tygodni. Teoretycznie, jeśli Rosja nie zdecyduje się na jakieś dalsze drastyczne kroki, to właśnie do tego czasu powinniśmy oczekiwać powrotu kapitału do Polski i do najbardziej wyprzedanych aktywów. Złagodzić się powinny również ceny ropy naftowej, która kosztuje w realiach polskiego złotego dwa razy więcej niż podczas szczytu w 2008 roku (choć warto pamiętać, że poprzednie rekordy w ujęciu złotego miały miejsce w 2012 roku, kiedy to baryłka sięgnęła 400 zł za baryłkę). Niemniej jednocześnie nie widać ogromnej paniki na rynku obligacji. Rentowności 10 letnie w styczniu sięgały ponad 4,10%, natomiast teraz jest to powyżej 4,3%. Jest wyżej, ale nie widać kompletnego odwrotu.

Ratunkiem dla złotego jest oczywiście deeskalacja konfliktu, ale również mocne działania ze strony Rady Polityki Pieniężnej. Inflacja jest na tyle duża i perspektywy na jej dalsze wzrosty są wciąż mocne, to powoduje, że podwyżka stóp ze strony RPP na poziomie 50 pb powinna być zagwarantowana, a nie jest wykluczone, że będzie to jeszcze więcej. Wszystkiego dowiemy się jutro, 8 marca.