Na moment przed faktyczna interwencją, werbalnie starał się wpłynąć na siłę złotego wchodzący w skład RPP – Rafał Sura. Jego zdaniem aprecjacja PLN byłaby bez wątpienia pomocna w walce z galopująca inflacją. Potem pojawił się komunikat NBP, w której instytucja zaznaczyła, że deprecjacja złotego nie jest spójna z fundamentami polskiej gospodarki. Kolejnym krokiem było kupno PLN za waluty obce. NBP posiada ok. 161 mld USD rezerw walutowych. Wielkości transakcji nie poznaliśmy, ale efekt już tak. EUR/PLN spadł z poziomu 4,80 do 4,68. Jednak dziś o poranku ponownie kurs zmierza na północ i znajduje się w okolicach 4,75. Z kolei bank Węgier działa jedynie werbalnie.

Kiedy euro osłabia się względem dolara również waluty CE3 są pod presją. Obecnie wspólna waluta ponownie traci, choć chwile wcześniej zyskiwała na ożywieniu post-pandemicznym. Euro osłabiło się do najniższego poziomu od połowy 2020 roku. Ten ruch nastąpił gwałtownie w wyniku nagłych wydarzeń geopolitycznych. W tych okolicznościach gwałtowna deprecjacja walut CE3 jest w pełni zrozumiała i nie powinna nikogo dziwić. PLN oczywiście nie jest tak przeceniany jak rubel, na którym w poniedziałek obserwowaliśmy krach, aczkolwiek widać, że kapitał zagraniczny pozbywa się naszej waluty. Geograficznie znajdujemy się bardzo blisko frontu wojny, a to nie jest popularne miejsce do inwestycji.

Na horyzoncie widać już możliwy kryzys energetyczny. Polska, podobnie jak Niemcy, importuje 40 proc. gazu z Rosji, w przypadku Węgier to aż 60 proc. Ostatnio kraj Orbana podpisał długoterminową umowę o zwiększeniu uzależnienia od rosyjskiego gazu poprzez rurociągu omijające Ukrainę.

Zmienność kursów walutowych krajów Europy Środkowo-Wschodniej ma obecnie charakter zewnętrzny. Jeśli dojdzie do mocniejszej eskalacji konfliktu, wówczas jestem w stanie sobie wyobrazić kurs EUR/PLN na poziomie 4,92 – czyli historycznego rekordu. Z kolei jeśli rozmowy pokojowe dwóch stron przyniosą choć odrobinę pozytywnych rozwiązań, wówczas na rynku zobaczymy przysłowiowy rajd ulgi i szybkie zejście notowań w okolice 4,60. Już 8 marca RPP będzie decydować o stopach procentowych. Jeszcze przed wybuchem wojny rynek oczekiwał kolejnej podwyżki o 50 bps do poziomu 3,25 proc. Teraz NBP będzie musiał wyważyć, czy ryzyko spowolnienia gospodarczego, które grozi Europie po nałożeniu sankcji na Rosję, daje przestrzeń do dalszych podwyżek. Z drugiej strony dynamicznie rosnące surowce energetyczne przełożą się na jeszcze wyższa inflację. Z tego punktu widzenia kolejne zacieśnianie parametrów polityki monetarnej wydaje się być niezbędne.