Tym samym, nastroje inwestorów z powrotem pogorszyły się po niezłym ubiegłym tygodniu, wypełnionym nadziejami związanymi z mniejszym od oczekiwań tempem wzrostu zapasów ropy w USA, a także oczekiwaniami dużych cięć produkcji ropy przez państwa OPEC+ od początku maja. Dodatkową presję na notowania ropy naftowej wywiera powrót do umacniania się amerykańskiego dolara.
Niemniej, najwięcej uwagi na początku bieżącego tygodnia na rynkach finansowych przyciąga temat stary i doskonale znany inwestorom – wojna handlowa pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Donald Trump dolał bowiem oliwy do ognia, grożąc, że rozważy podniesienie ceł na dobra chińskie sprowadzane do USA w ramach odwetu za rozprzestrzenienie się koronawirusa.
Jeśli obawy dotyczące ograniczeń w handlu powróciłyby ze wzmożoną siłą, a tym bardziej jeśli Chiny i USA zdecydowałyby się na powrót do wojny handlowej, to ten fakt mógłby wywierać negatywną presję na notowania ropy naftowej jeszcze przez dłuższy czas. Perspektywa takiego scenariusza obniżyłaby bowiem pozytywny efekt związany ze stopniowym odchodzeniem kolejnych państw od restrykcji związanych z pandemią koronawirusa.
MIEDŹ
Spadkowy początek maja na rynku miedzi.
Notowania miedzi rozpoczynają bieżący miesiąc od zniżki. Cena tego metalu w Stanach Zjednoczonych nie zdołała wznieść się ponad 2,40 USD za funt, zamiast tego spadła do okolic 2,30 USD za funt.
Zniżkom notowań miedzi sprzyjają informacje o możliwym powrocie napięć handlowych na linii USA-Chiny, jak również plany wznowienia wydobycia tego surowca w coraz większej liczbie kopalń. W niedzielę pojawiły się informacje na ten temat z Peru – czyli państwa będącego drugim największym producentem miedzi na świecie. Kraj ten już w maju rozpocznie znoszenie restrykcji związanych z koronawirusem, w tym tych związanych z działalnością kopalń miedzi. Z kolei należąca do Glencore zambijska spółka, Mopani Copper Mines, ogłosiła zamiar wznowienia wydobycia na 90 dni.
W rezultacie, w bieżącym roku zapowiadana jest nadwyżka na globalnym rynku miedzi. Według prezesa spółki Antofagasta, ma ona wynieść około 200-300 tysięcy ton w 2020 roku. O ile pojawiły się w bieżącym roku ograniczenia produkcji, to dużo większy jest spadek popytu wynikający z negatywnego wpływu pandemii koronawirusa na światową gospodarkę.