Wczoraj ciosem dla notowań ropy naftowej okazał się komunikat ze strony Stanów Zjednoczonych o wstrzymaniu podróży do USA z Europy. To kolejny czynnik, który może negatywnie przełożyć się na popyt na paliwa. Rozprzestrzeniający się koronawirus sprawia, że wiele lotów zostało wstrzymanych, biura podróży znacząco ograniczyły swoją działalność, pojawiają się także ograniczenia w handlu – co przekłada się negatywnie na popyt na paliwa. Istnieją uzasadnione obawy o to, że spowolnienie popytu na ropę będzie odzwierciedlane w danych w kolejnych tygodniach i miesiącach.

A tymczasem w tym tygodniu Międzynarodowa Agencja Energetyczna (MAE) podała prognozy spadku globalnego popytu na ropę w 2020 roku. Ma to być pierwszy spadek od 2009 roku, czyli od czasu poprzedniego dużego kryzysu gospodarczego. Tegoroczny słaby wynik to oczywiście w przeważającej mierze skutek koronawirusa, który w samym I kwartale br. prawdopodobnie ograniczy popyt na ropę o niebagatelne 2,5 mln baryłek dziennie.

Według MAE, w całym 2020 roku popyt na ropę na świecie ma być mniejszy o 90 tys. baryłek dziennie niż w roku 2019. Organizacja zakłada więc, że po początkowym dużym spadku, w kolejnych kwartałach sytuacja powinna się ustabilizować (prognozy zakładają jedynie symboliczną zniżkę, a nawet już delikatną zwyżkę globalnego popytu na ropę w II kw. br.).

Zapowiedzi zwiększania produkcji ropy przez ZEA

Jednym z czynników, który obecnie negatywnie wpływa na ceny ropy naftowej, są zapowiedzi wzrostu produkcji tego surowca w krajach Bliskiego Wschodu. Już w ostatnich dniach Arabia Saudyjska ogłosiła, że po wygaśnięciu porozumienia naftowego wraz z końcem marca br., zwiększy wydobycie ropy naftowej, a także zacznie pracować nad zwiększeniem swoich możliwości produkcyjnych.

Wczoraj w ślady Saudyjczyków poszły Zjednoczone Emiraty Arabskie. Kraj ten także zapowiedział zwiększenie produkcji ropy naftowej od kwietnia do poziomów przekraczających 4 mln baryłek dziennie, czyli do historycznych rekordów. Jednocześnie, ZEA również planują przyspieszenie prac nad zwiększeniem możliwości produkcyjnych do około 5 mln baryłek dziennie – czyli poziomów wcześniej zakładanych dopiero na 2030 rok.

Jeśli oba kraje zrealizują swoje założenia, to w kwietniu produkcja ropy naftowej wzrośnie łącznie o 3,6 mln baryłek dziennie, czyli około 3,6% całkowitej globalnej produkcji. Szansą na przynajmniej częściowe zrównoważenie tego efektu będą potencjalne cięcia wydobycia w Stanach Zjednoczonych, które wydają się jeszcze bardziej realne w obliczu utrzymywania się niskich cen ropy naftowej.

Jedyną szansą na brak realizacji powyższego scenariusza jest porozumienie państw OPEC z Rosją. Na razie między OPEC a Rosjanami trwa próba sił, przyczyniająca się do obecnej wojny cenowej. Rosjanie nie chcą obniżać produkcji ropy naftowej, jednak nie wykluczają kolejnych prób porozumienia z OPEC.