Sporo wyjaśniają jednak dane, szczególnie te fatalne z Europy, na które rynki akcji konsekwentnie przymykają oko. Po tym, jak kwartalne raporty o PKB pokazały jego kurczenie się we Francji i Włoszech, okazuje się, że końcówka roku była koszmarna w niemieckim przemyśle, gdzie produkcja spadła o ponad 6%, zaś zamówienia o ponad 8% w skali roku. Pojawiają się głosy, że to dane za grudzień, a przecież styczniowe indeksy PMI pokazały poprawę. To prawda, ale poprawę pokazywały już PMI za listopad i grudzień (i to na fali nowych zamówień!) i jak się okazało miękkie badania dość brutalnie rozminęły się z rzeczywistością. Być może w styczniu to się zmieni, z drugiej strony europejski przemysł będzie musiał przyjąć nieuchronny cios z Azji, który może zdławić ożywienie i wydaje się, że Europa ma tu więcej do stracenia niż USA.

Z USA dane wypadały ostatnio nieźle. Nadal bardzo dobrze zdaje się wyglądać rynek pracy i to pomaga dolarowi. Co prawda świetna sytuacja na rynku pracy w przeszłości nigdy nie była gwarantem dobrej koniunktury, ale przy stabilizacji indeksów ISM nie daje Fed przestrzeni do dalszego luzowania pieniężnego, a raczej nakłada presję, aby przerwać obecny program zwiększania bilansu z końcem kwietnia. Notowania EURUSD osunęły się poniżej bariery 1,10 i dalsza wyprzedaż może być uzależniona od dzisiejszego raportu. Raport ADP pokazał wzrost zatrudnienia w sektorze prywatnym aż o 291 tys., choć w ostatnim czasie potrafił się on rozmijać z raportem rządowym. Warto zwrócić też uwagę na dynamikę płac, która w ostatnich miesiącach malała, będąc słabym punktem mocnego rynku pracy. Dane poznamy o 14:30.

Wydaje się, że mimo rosnącej liczby zachorowań i ofiar rynki przestają reagować na sytuację w Chinach. Tak jak jednak panika z ubiegłego piątku mogła być nieco na wyrost, tak obecne samozadowolenie inwestorów może okazać się zgubne. Dziś o 8:25 dolar kosztuje 3,8857 złotego, euro 4,2634 złotego, frank 3,9844 złotego, zaś funt 5,0268 złotego.