Przede wszystkim zawsze ważny jest okres referencyjny, jeśli weźmiemy pod uwagę potężną dewaluację obydwu walut sprzed kilku lat to tegoroczne umocnienie nie robi już takiego wrażenia. Po drugie, Rosji sprzyjały w tym roku ceny ropy (wzrost o ponad 30%!), a mocny rubel na zasadzie wymiany handlowej sprzyjał też mocnej hrywnie, szczególnie, że w obydwu przypadkach mamy dość wysokie stopy procentowe. Wreszcie w przyadku Ukrainy pomogły z pewnością napływy środków zarabianych przez Ukraińców w Polsce. Z walut głównego nurtu na plus wyróżniły się kanadyjski dolar i meksykańskie peso, zyskując ok. 5% wobec dolara amerykańskiego. W obydwu przypadkach to efekt dobrej koniunktury w Ameryce Północnej, usunięcie niepewności handlowych (podpisanie USMCA) oraz wzrost cen ropy.
Na drugim biegunie mieliśmy argentyńskie peso, które straciło aż 37% wobec dolara. W Argentynie mieliśmy kolejną odsłonę kryzysu walutowego (peso traciło potężnie już w zeszłym roku). Do problemów makroekonomicznych doszło przejęcie władzy przez populistów, które rzuca potężny cień niepewności na gospodarczą przyszłość Argentyny i w tym roku szkodziło innym walutom regionu. Mini kryzys walutowy mieliśmy też w Chile (zamieszki społeczne), ale tam peso odrobiło sporą część strat.
Na tle walut regionu złoty radził sobie nieźle. Minimalnie stracił wobec czeskiej korony, sporo (ponad 3%) zyskał wobec węgierskiego forinta i rumuńskiego rona, krajów, w których przed 2 laty postawiono na zbyt luźną politykę pieniężną i (uwaga) zbyt szybki wzrost płac (minimlanej i w sektorze publicznym). Może to być dla naszego rynku pewnym ostrzeżeniem.
Wtorek na rynku złotego przebiega dość spokojnie, ale warto pamiętać, że ostatni dzień roku często przynosi spore zmiany związane z domykaniem pozycji. O 10:10 dolar kosztuje 3,7991 złotego, euro 4,2590 złotego, frank 3,9235 złotego, zaś funt 4,9923 złotego.