Notowania ropy naftowej były wrażliwe na spadkową korektę już od kilku dni. Wynikało to z faktu, że od początku roku na rynku tego surowca trwa trend wzrostowy, a druga połowa lutego przynosiła dotychczas niemal nieprzerwany ciąg dziennych zwyżek. W minionym tygodniu zwyżki te traciły na dynamice, co pokazywało, że kupujący mają coraz mniej entuzjastyczne podejście do przyszłości cen ropy naftowej, a ci, którzy wykorzystali dotychczasowy dwumiesięczny ruch wzrostowy, mogą myśleć już o realizacji zysków.

W tych sprzyjających korekcie okolicznościach, pojawił się impuls ze strony Donalda Trumpa. Amerykański prezydent na Twitterze wezwał OPEC do kontrolowania cięć ropy naftowej i utrzymywania ich na poziomach, które nie doprowadzą do znaczących wzrostów cen ropy naftowej. Taka retoryka Trumpa to nic nowego: prezydent USA już wcześniej wielokrotnie wzywał pozostałych producentów ropy do działań sprzyjającym utrzymywaniu się niskich cen ropy naftowej. Takie działania wciąż prowadzą Stany Zjednoczone, które zwiększyły produkcję ropy do rekordowych poziomów i wybiły się na lidera globalnej produkcji.

Trump tłumaczy swoje słowa troską o globalną gospodarkę, ale nie ma wątpliwości, że kolejna zwyżka cen ropy naftowej – która pociągnęłaby za sobą wzrost notowań paliw – mogłaby zagrozić mu politycznie: Trump będzie bowiem ubiegał się o reelekcję w przyszłym roku.

Z politycznego punktu widzenia, na rynku ropy naftowej w tym roku zapewne będzie więc dochodziło do starć. USA prowadzi działania sprzyjające spadkom cen ropy, jednak dla państw OPEC, których gospodarki w ogromnej mierze są wciąż oparte o wpływy z eksportu ropy naftowej, korzystniejsze byłyby wyższe ceny od tych, które obserwujemy obecnie. Wzrostu cen ropy naftowej życzyłaby sobie także Rosja, która solidarnie z OPEC tnie wydobycie.

PALLAD

Dalszy dynamiczny wzrost cen palladu.

Na rynku palladu nadal przeważa strona popytowa. Notowania tego szlachetnego kruszcu wczoraj zanotowały kolejną dynamiczną, wzrostową sesję, która doprowadziła notowania do okolic 1540 USD za uncję. Z kolei dzisiaj rano ceny dotarły nawet do rejonu 1550 USD za uncję, aczkolwiek na razie trudno im przebić tę barierę. Tak czy inaczej, notowania palladu poruszają się na rekordowo wysokich poziomach.

Wsparciem dla cen palladu już od paru lat jest przedłużający się deficyt na tym rynku, który może utrzymywać się także w bieżącym, a nawet przyszłym roku. Jednak obecnie oliwy do ognia dodały także informacje z Republiki Południowej Afryki, gdzie związki zawodowe zagroziły strajkami w kopalniach należących do kilkunastu firm wydobywczych. Gdyby protesty, zaplanowane jeszcze na bieżący tydzień, faktycznie się odbyły, to najprawdopodobniej zagroziłyby także produkcji palladu. RPA jest bowiem jednym z dwóch – obok Rosji – dominujących producentów palladu na świecie.