Po okresie spektakularnych wyników pod koniec i na przełomie roku, złoty stracił na początku drugiego tygodnia stycznia najmocniej od 24 października. Kurs USDPLN wzrósł do poziomu 3,49 – najwyższego od ostatniej sesji 2017 r. Także najwyżej w tym roku znalazł się GBPPLN (4,73). EURPLN i CHFPLN wciąż pozostają niżej, niż 29 grudnia. Katalizatorem wzrostów podstawowych par złotego było zachowanie eurodolara, gdzie spadki wyraźnie przyspieszyły. Zamknięcie dnia poniżej 1,20, jeśli zostanie potwierdzone zejściem pod 1,1960, wygeneruje sygnał spadków do 1,1850.

Euro nie znalazło wsparcia w świetnych danych o nastrojach ekonomicznych w regionie opublikowanych przez Komisję Europejską (dane za grudzień) oraz przez niemiecki instytut Sentix (za styczeń). Pierwszy wskaźnik sentymentu wzrósł do najwyższego poziomu od 2000 r. osiągając trzeci najwyższy wynik w historii publikacji. Odczyt koresponduje w osiąganym rzadko w historii wspólnej waluty tempem wzrostu PKB na poziomie ok. 3 proc. Nie mniej optymistycznie prezentuje się badanie Sentix, gdzie w styczniu odnotowano drugi najwyższy wynik w ostatniej dekadzie. Choć obie wymienione publikacje charakteryzują się wyprzedzającym w stosunku do koniunktury wydźwiękiem, nie uchroniło to wspólnej waluty przed osłabieniem. Rynek zdyskontował już wcześniej względną przewagę Europy nad Stanami Zjednoczonymi, jeśli chodzi o krótkoterminowe wyniki gospodarcze. Może w najbliższych tygodniach skupić się na wydarzeniach, które potencjalnie zagrożą kondycji gospodarczej oraz stabilności systemu finansowego regionu. 4 marca odbędą się wybory parlamentarne we Włoszech – kraju, którego banki mają w portfelach najwięcej złych kredytów. Sondaże wskazują na zwycięstwo antysystemowego Ruchu Pięciu Gwiazd zapowiadającego, w przypadku przejęcia władzy, rozpisanie referendum w sprawie przynależności Włoch do strefy euro. Tymczasem w Niemczech wciąż nie została utworzona większościowa koalicja i nie jest wcale pewne, że do marca uda się ją sformułować. Na Starym Kontynencie zapowiada się więc burzliwy koniec zimy, a po niej najpewniej niewiele spokojniejsza wiosna. Przybliża to perspektywę zdjęcia z porządku obrad KE i Parlamentu Europejskiego debat nt. sytuacji politycznej w Polsce, choć dla odpornego w ostatnim czasie na wstrząsy złotego to raczej niewielkie pocieszenie. Przecena euro na paliwie dostarczonym przez Włochy pociągnie za sobą także spadek notowań polskiej waluty. Siła złotego w 2017 r. była w dużym stopniu wynikiem skorelowania z zachowanie na rynku euro (zyskiwało do dolara niemal nieprzetrwanie przez ostatnie 12 miesięcy).

Z wartych odnotowania, a potencjalnie oddziałujących na złotego w średnioterminowym horyzoncie wydarzeń (i w przeddzień posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej, RPP), warto odnotować kolejny kraj, w którym dochodzi do zmiany kierunku polityki monetarnej. W Rumunii, po raz pierwszy od 2008 r., stopy procentowe poszły w górę. Bank centralny podniósł je o 25 pkt bazowych do 2,0 proc. To odpowiedź na przyspieszenie inflacji CPI powyżej celu (3,2 proc. w listopadzie) oraz dynamicznego wzrostu PKB, który w III kw. wyniósł 8,8 proc. r/r. Podwyżka oprocentowania bardzo nietrwale pozytywnie wpłynęła na lokalną walutę. Lej po początkowym umocnieniu dołączył do globalnego trendu odwrotu od walut emerging markets i jak większość z nich na wczorajszej sesji stracił. W relacji do złotego, lej utrzymuje się w rejonie najniższego poziomu w historii. Zmiana kierunku polityki pieniężnej kolejnego po Czechach kraju regionu, przy podtrzymaniu dotychczasowego nastawienia RPP (stabilne stopy przez cały 2018 r.) niesie potencjał zmniejszenia atrakcyjności polskiej waluty w relacji do koszyka CEE (Central Eastern Europe) w krótkim i średnim terminie.