To powoduje spadek apetytu na ryzyko i gorszą postawę walut emerging markets, co widać w zachowaniu złotego. Ten proces dopiero nabiera rozpędu. W październiku spodziewamy się wejścia w pełnowymiarową fazę powrotu do bezpieczeństwa.

Wczorajsze wypowiedzi prezes Fed J. Yellen istotnie podsyciły oczekiwania na grudniową podwyżkę stóp procentowych w USA. Stwierdziła ona, że nierozsądnym byłoby czekanie z zacieśnianiem polityki pieniężnej do momentu, gdy inflacja osiągnie cel 2 proc. Dodała również – co można odczytywać jako bardzo jastrzębi przekaz – że Fed musi uważać, by nie podnosić stóp zbyt ostrożnie. Podkreśliła, że rynek powinien zdawać sobie sprawę z tego, że bank symetrycznie traktuje cel inflacyjny (tak samo dąży do jej zbicia, jak i przywrócenia do założonego poziomu), nawet pomimo tego, że od 5 lat nie udaje się go osiągnąć. Co dość zaskakujące, Yellen przyznała, że Fed błędnie ocenił siłę rynku pracy, stopień spójności długoterminowych oczekiwań inflacyjnych z celem dynamiki cen Fed, a nawet to, jakie czynniki fundamentalne mają wpływ na kształtowanie inflacji. Zaznaczyła, że w ostatnim czasie pojawiło się wiele nowych elementów sprzyjających utrzymaniu niskich cen. Wśród nich są wzmożona konkurencja, rosnące znaczenie globalnych łańcuchów dostaw w produkcji dóbr czy nawet wzrost udziału zakupów dokonywanych w sieci.

Słowa Yellen pogłębiły proces wypłaszczania amerykańskiej krzywej rentowności widoczny od ubiegłotygodniowego posiedzenia Rezerwy Federalnej. Wzrosło oprocentowanie obligacji z krótkiego końca (2-latek najwyższe od 2008 r. – 1,45 proc.) dyskontując oczekiwany wzrost stopy funduszy federalnych do przedziału 1,25-1,5 proc. w grudniu (prawdopodobieństwo na bazie kontraktów na przyszłą stopę to obecnie 70 proc.), spadło na jej dłuższym końcu. Rentowność 10-latek od lipca utrzymuje się poniżej poziomu 2,3 proc., zaś 30-latek pod 2,8 proc. (W Polsce ma miejsce sytuacja odwrotna – krzywa się wyostrza). Nie jest to najlepszy prognostyk dla aktywności w gospodarce w średnioterminowej perspektywie. Powoduje pogorszenie nastrojów na światowych rynkach finansowych, gorszą postawę akcji, wzrost awersji do ryzyka skutkujący zwiększonym popytem na franka szwajcarskiego, japońskiego jena czy, w mniejszym stopniu, również dolara. Słabną natomiast waluty emerging markets, a złoty wpisuje się tę tendencję. Kurs EUR/PLN powrócił w rejon półrocznych maksimów (4,29), USD/PLN wzrósł do najwyższego poziomu od 5 tygodni, zaś CHF/PLN jest najwyżej od miesiąca. GBP/PLN znajduje się natomiast na najwyższym poziomie od 19 maja. Zachowanie kursów złotego oraz szerzej rynków jest zatem zgodne z zarysowanym przez nas planem działania. Spodziewamy się wzmocnienia opisanych tendencji w październiku.

Dzisiejsza sesja bez ważniejszych publikacji. Jutro na rynek napłynie pierwsza z serii ważnych odczytów pokazujących zachowanie kluczowych wskaźników w Stanach Zjednoczonych i strefie euro w ostatnim miesiącu III kw. Komisja Europejska opublikuje wskaźniki koniunktury, zaś niemiecki urząd statystyczny szacunki inflacji CPI.