Bezrobocie w Stanach Zjednoczonych spadło w maju do najniższego poziomu od 16 lat. Wyliczany przez Departament Pracy odsetek osób, które chciałyby, a nie są zatrudnione wyniósł 4,3 proc. Oznacza to spadek poniżej rekordowo niskich wartości sprzed kryzysu na rynku nieruchomości (lata 2006-2007). Wzrost zatrudnienia zaczyna przebiegać jednak wolniej, niż w poprzednich latach. Średnia wykreowanych nowych miejsc pracy poza rolnictwem za ostatnie 3 miesiące na poziomie 126 tys. to rezultat najgorszy od lipca 2012 r. Nie jest to jednak, jak pokazują niektóre szczegółowe statystyki, efekt spadku aktywności na poziomie gospodarki, a bardziej problemy ze znalezieniem odpowiednich kandydatów. Albo takich, którzy godziłyby się pracować w żądanym wymiarze czasu i na proponowanych warunkach (raport za maj potwierdził wciąż niską dynamikę wynagrodzeń – 2,5 proc. r/r). W ostatnim przeglądzie koniunktury dokonywanym przez Fed 6 razy w ciągu roku (tzw. Beżowa Księga) część firm wskazuje, że potencjalni kandydaci nie są w stanie pomyślnie przejść testów na obecność w organizmie substancji odurzających.

Przy pojawieniu się tego typu problemów rynku pracy można śmiało powiedzieć, że amerykańska gospodarka w pełni wykorzystuje dostępne zasoby siły roboczej. Tak sformułowany jest też statutowy cel Rezerwy Federalnej. Dlatego ostatnie doniesienia powinny być dla banku centralnego wskazówką do podjęcia decyzji o podwyżce stóp procentowych. Spodziewamy się, że w następną środę, 14 czerwca Fed podniesie je o 25 pkt bazowych do poziomu 1-1,25 proc.

Rynki w większości zdyskontowały już ten scenariusz i uwzględniły go w cenach aktywów. Ważne będą nastawienie, komunikat, prognozy i wypowiedzi J. Yellen na konferencji prasowej towarzyszącej decyzji, słowem – perspektywy polityki pieniężnej Fed w horyzoncie II poł. roku. Bazowo zakładamy, że do kolejnej podwyżki dojdzie we wrześniu, a w kolejnym etapie bank skupi się na ograniczaniu sumy bilansowej (odwrotność QE). To jednak projekcja na tu i teraz, tzn. przy założeniu kontynuowania stabilnego rozwoju (już nawet nie przyspieszenia) gospodarki w takim horyzoncie. Nie można jednak wykluczyć – co sugerują niektóre wskaźniki wyprzedzające – pogorszenia aktywności w horyzoncie II poł. roku, co zmusiłoby Fed nie tylko do wstrzymania się z redukcją bilansu, ale nawet zatrzymaniem podwyżek.

Jeśli chodzi o ten ostatni proces kluczowe będą odczyty z gospodarki. Przede wszystkim analogiczne do piątkowych, z rynku pracy za czerwiec i lipiec, dynamika inflacji CPI oraz – a co być może nawet najważniejsze – zachowanie giełd. Inwestorzy z Wall Street znacznie wcześniej, niż zrobią to publikacje o największym nawet wyprzedzaniu w stosunku do koniunktury zasygnalizują, że coś niedobrego dzieje się w gospodarce. Fed, co oczywiste, nie pozostaje głuchy na tego typu wskazówki z rynku. Po piątkowej publikacji rynek po raz pierwszy od listopada (przed wyborami) zaczął dyskontować mniej niż 1 podwyżkę stóp Fed w 2018 r. Wall Street póki co pozostaje w hossie. Na drugiej sesji czerwca S&500 wzrósł o 0,4 proc. Dolar stracił do euro i zbliża się do maksimów z burzliwego handlu po wyborze D. Trumpa na prezydenta (1,1300). Apetyt na ryzyko pozostaje wysoki.