Na dłuższą metę polityka pieniężna cudów nie zdziała. Bez reform poprawiających długofalowy potencjał rozwoju, Europę długo i często trapić będą kryzysy.
Wczorajszą decyzję Europejskiego Banku Centralnego (EBC) rozpatrujemy jako wyraz głębokich obaw władz monetarnych o przyszłość europejskiej gospodarki w przyszłym roku. Wiążą się one z ryzykiem politycznym (wybory powszechne w 4 z 5 największych gospodarek strefy euro), niepewnością dotyczącą negocjacji z Wielką Brytanią oraz zagrożeniami, jakie niesie przegrane przez M. Renziego referendum dla włoskiego, a więc i europejskiego, sektora bankowego.
EBC nie zmienił bieżącej polityki pieniężnej, lecz zapowiedział wydłużenie programu skupu aktywów (QE3) aż do grudnia 2017 r. z obniżoną o 20 mld EUR kwotą przeznaczaną miesięcznie na zakupy. Pomimo redukcji, skala programu jest i tak większa, niż oczekiwano (łącznie bilans EBć powiększy się o 540 mld EUR wobec 480 mld EUR prognozowanych). Ale nie tylko ten element wskazuje na rozmach i odwagę (a w mniej dyplomatycznych słowach ułańską fantazję ze sporą dozą szaleństwa), którymi wykazali się wczorajszymi decyzjami decydenci polityki pieniężnej euro.
M. Drgahi poinformował, że zniesiony został warunek skupowania przez EBC tylko tych papierów, których rentowność znajduje się powyżej stopy depozytowej (-0,4 proc.). Oznacza to ni mniej, ni więcej, a to, że EBC w pełni akceptuje fakt, że straci na takiej „inwestycji”. Na osłodę Włoch dodał, że zakupy obligacji z rentownością niższą, niż -0,4 proc. nie są obowiązkiem, a możliwością. Draghi oznajmił również, że nie rozważano opcji wygaszenia programu QE i nie jest to bliska perspektywa (it is not on sight). QE może zostać wydłużony i/lub zwiększony. Nie wspominał o jego ograniczaniu. W ocenie prezesa EBC stopy procentowe pozostaną na obecnym lub niższym poziomie jeszcze długo po zakończeniu łagodzenia ilościowego.
Draghi nie ujawnił na konferencji prasowej nawet najmniejszego pierwiastka drzemiącego w sobie „jastrzębia”. Wypowiedzi brzmiały tak, jakby europejska gospodarka pozostawała w głębokim kryzysie, inflacja zmierzała w stroną rekordów niskich wartości, a w światowej gospodarce nasiliły się tendencje… deflacyjne. Zupełnie tak, jakby bank w ogóle nie dostrzegł zmian, jakie zaszły po wyborach prezydenckich w USA na rynkach finansowych, towarowych oraz w zakresie oczekiwanej dynamiki cen i rynkowych stóp procentowych w skali globu. Luzujemy pełną parę, patrzymy wyłącznie na bieżące wskaźniki i nie przejmujemy się tym, co przyniesie przyszłość – to, oczywiście nieco przejaskrawiając, przekaz, jaki dostarczył wczoraj EBC.
Reakcji rynków (przynajmniej tej krótkoterminowej, bo finalnie i tak podążą one założoną wcześniej ścieżką) nie można się dziwić. Euro straciło na wartości wobec dolara, a rentowności z krótkiego końca krzywej spadły (wrażliwsze na inflację z dłuższego wzrosły). Kto wie czy wczorajszą decyzją EBC nie przesądził o spadku kursu EUR/USD poniżej parytetu w II poł. 2017 r. W krótkim terminie kurs pozostanie w łagodnej tendencji wzrostowej z celem na koniec roku nieznacznie pod 1,10.