... a z drugiej potencjalnych strat gospodarczych, jakie może ponieść Polska, jeżeli Wielka Brytania rzeczywiście opuści Unię Europejską. Londyn był do tej pory trzecim największym płatnikiem składek do UE, co może odbić się na skali przyszłych funduszy unijnych kierowanych do naszego kraju. Nie należy też zapominać o tym, że Wielka Brytania to też trzeci największy partner handlowy Polski, więc potencjalne utrudnienia w wymianie handlowej najpewniej będą zauważalne. Kluczem jest też fakt, że strefa euro może wejść w długoletnią stagnację przerywaną co jakiś czas kolejnymi politycznymi kryzysami – bo to, że czekają nas kolejne referenda w innych krajach w ciągu najbliższych lat, nie jest wykluczone (Holandia, Austria, Włochy?). Negatywnym scenariuszem dla Polski może być też próba budowania nowego jądra Unii Europejskiej wokół Niemiec, a docelowo wokół tych krajów, które są członkami strefy euro. Dlatego też należy mieć nadzieję, że negocjacje pomiędzy Wielką Brytanią, a Unią Europejską w ramach procedury Brexitu (do której jeszcze nie doszło, gdyż wynik referendum jej automatycznie nie uruchamia) zaowocują mocnymi zmianami w samej UE, w efekcie czego procedura Brexitu będzie mogła zostać odwrócona. Niemniej to będzie wymagało przeprowadzenia kolejnego referendum, a duży wpływ na jego wynik będzie mieć pogarszająca się sytuacja ekonomiczna Wielkiej Brytanii. Reasumując, przy obu powyższych scenariuszach bez spowolnienia tempa wzrostu gospodarczego się nie obejdzie. Pytanie też, czy w międzyczasie nastrojów na rynkach nie zepsują też inne czynniki poza Brexitem, jak sytuacja w Chinach, czy też obawy związane z wynikiem wyborów prezydenckich w USA, które będą rosnąć proporcjonalnie do terminu tego wydarzenia (Trump może być niedoszacowany w sondażach). Co ważne, to fakt, że „gołębie” podejście FED do perspektyw podwyżek stóp procentowych w USA ma teraz znacznie mniejsze znaczenie – mechanizm ten ma sens wtedy, kiedy rynki są gotowe na akceptację większego ryzyka inwestycyjnego, a teraz będzie odwrotnie.
W piątek Narodowy Bank Polski wydał komunikat w którym zapewnił, że sytuacja jest uważnie monitorowana, a inwestorzy po okresie zwiększonej zmienności powinni pamiętać o silnych fundamentach polskiej gospodarki. Tylko, czy te będą tak silne jak teraz? Dla rynków liczy się jednak to, że ani NBP, ani członkowie RPP, ani resort finansów nie wspominają nic o ewentualnej potrzebie interwencji w obronie złotego. Deklaracje o tym, że osłabienie złotego jest tymczasowe niekoniecznie mogą okazać się prawdziwe. Pewne mogą być tylko dwie rzeczy – obecna sytuacja będzie stwarzać nowe problemy dla rządu, który będzie pod rosnącą presją rozwiązania problemów kredytów frankowych, co akurat przy ryzyku pogorszenia się sytuacji w globalnej gospodarce, może okazać się dość problematyczne dla perspektyw polskiej gospodarki. Druga kwestia to w zasadzie całkowite zniknięcie przesłanek za cięciem stóp procentowych przez RPP (z tytułu słabego złotego).
Jeżeli spojrzymy na wykres koszyka BOSSA PLN to widać, że w piątek nad ranem doszło do czasowego naruszenia dołka ze stycznia b.r., kiedy to mieliśmy cięcie ratingu przez agencję S&P. Później sytuacja nieco się poprawiła w ślad za sygnałami z rynków globalnych, ale kierunek trendu został wskazany. W efekcie w najbliższych tygodniach kluczowe będzie to, czy uda się obronić okolice 83,55 pkt., będące minimum z lutego 2009 r.