Z drugiej, hossa trwa już 7 lat, a świat wciąż pracuje na jednym silniku, jakim jest, zaawansowane już, ożywienie w Stanach. Oby działania EBC dały nadzieję na uruchomienie nowego motoru.

Słabe dane handlowe z Chin za luty pogorszyły nieco nastroje na giełdach i obniżyły ceny, rosnących od 3 tygodni, surowców. Ale nie zaszkodziły złotemu. Polska waluta od końca stycznia mozolnie odrabia straty. W zależności od przyjętych wag, w relacji do koszyka kluczowych odpowiedników, kurs złotego zbliża się do najniższego poziomu w 2016 r. Jest nieco słabszy, niż na początku stycznia wobec euro, zbliżony do wartości z początku roku do dolara i franka szwajcarskiego oraz mocniejszy do funta, szwedzkiej korony i rubla. Końcówka tygodnia następującego po decyzji agencji Standard&Poor’s o obniżeniu ratingu wyznaczyła szczyt słabości rodzimej waluty – w naszej ocenie – na cały ten rok. Za wzmocnieniem stoi poprawa nastawienia inwestorów do ryzyka, odbicie notowań surowców oraz stopniowe zdejmowanie premii za ryzyko polityczne kraju. Nie bez znaczenia są, wyraźnie lepsze od prognoz ekonomistów, dane z gospodarki. Według naszych prognoz, najbliższe 2-3 miesiące będą najlepszym dla złotego okresem w 2016 r.

Giełdy zatrzymały wczoraj, trwającą od 12 lutego wzrostową tendencję, często w okolicy ważnych z technicznego punktu widzenia poziomów. Najbliższe kilka tygodni pokażą, czy niedawne, pozywane dla posiadaczy akcji i innych ryzykownych aktywów, zmiany należy rozpatrywać jedynie w charakterze korekty i rynek powróci do bessy, którą rozpoczął najgorszy w historii początkiem roku na S&P500, czy też tamte spadki to tylko głęboka korekta 7-letniej hossy, która już się zakończyła. Za tym drugim scenariuszem przemawia poparcie ostatniego podniesienia wycen spółek w dobrych danych z amerykańskiej gospodarki. Nie poszły jednak za nimi lepsze odczyty z Chin, które pozostają w centrum uwagi, jeśli chodzi o potencjalnych sprawców przyszłych kłopotów. Za opcją powrotu do bessy przemawiają długość trwania rynku byka w USA, widmo dalszych podwyżek stóp procentowych (jeśli będą agresywne) oraz brak drugiego motoru napędowego światowego wzrostu w rzeczywistości słabości gospodarek wschodzących, strefy euro, Japonii oraz wspomnianych Chin.

Być może wsparcie nadejdzie z Europy, gdzie bank centralny już jutro podejmie decyzję o nowych środkach wspierania aktywności. Najpewniej M. Draghi i koledzy uciekną się do znanych już instrumentów takich jak zwiększenie skali zakupów papierów oraz obniżka stopy depozytowej. Wówczas w skuteczność działań Europejskiego Banku Centralnego (EBC) będziemy wątpić. Ale może się zdarzyć tak, że EBC zaaplikuje nowe, nieznane dotąd środki, co spowoduje, że rynki uwierzą w ich zbawczą siłę. M. Draghi wielokrotnie powtarzał, że ma w swoim arsenale wiele narzędzi – najwyższy czas pokazać, że nie były to słowa rzucane na wiatr.