W tym kontekście warto przypomnieć, że wrażliwość złotego na zmiany postrzegania ścieżki polityki pieniężnej Fed jest stosunkowo niska w porównaniu z innymi emerging markets ze szczególnym wyróżnieniem tzw. fragile five (Brazylia, Indie, Indonezja, RPA, Turcja), czyli krajów z wysokim uzależnieniem od zewnętrznego finansowania. Jak na razie jedyną istotną reakcją był wzrost rentowności polskich obligacji w ślad za zmianą dochodowości amerykańskiego długu, ale efekt był krótkotrwały – w przypadku 10-letnich papierów wzrost oprocentowania o ok. 10 pb do 4,37% został wymazany już na kolejnej sesji. Przy inflacji CPI poniżej 1% realna dochodowość 10-latek jest obecnie blisko 4-letnich szczytów, co przyciąga zagraniczny kapitał.

Zdecydowanie silniejszy odpływ kapitału zagranicznego grozi Polsce i złotemu w związku z obawami o spowolnienie globalnego ożywienia tak, jak to miało miejsce pod koniec stycznia. Ale ponieważ mamy pierwsze sygnały ponownego rozpędzania się amerykańskiej gospodarki, ryzyka z hamowaniem Chin są pod kontrolą (rosnące oczekiwania na interwencyjne działania władz z Pekinu), a dodatkowo słabnie presja ze strony otoczenia geopolitycznego, stopniowa aprecjacja złotego nie powinna być zakłócona.

Dane z polskiej gospodarki dalej potwierdzają silny wzrost gospodarczy w oparciu o umacniający się popyt krajowy i zagraniczny, a dzisiejszy odczyt sprzedaży detalicznej powinien mieć zbliżony wydźwięk. W porównaniu z danymi za styczeń, w lutym dynamika sprzedaży nie będzie obciążona niekorzystną różnica dni roboczych, a oczekiwania na wynik powyżej prognoz (5,9% r/r) podsycają dane z Ministerstwa Finansów na temat realizacji budżetu wskazujące na wysokie przychody z tytułu podatku VAT, co świadczy o silnym popycie krajowym.

Od strony technicznej frustrujący jest upór popytu na EUR/PLN przy poziomie 4,19, ale podtrzymuję zdanie, że złoty powinien być mocniejszy przed końcem miesiąca. Być może już dziś lepsze dane z polskiej gospodarki albo nasilenie przepływów z HUF do PLN w reakcji na obniżkę stóp procentowych na Węgrzech (14:00) będą kamykiem, który ruszy lawinę i w konsekwencji doprowadzi do spadku EUR/PLN w rejon 4,15-4,17.

EUR/PLN: Po 24 godzinach EUR/PLN pozostaje w punkcie wyjścia w dalszym ciągu z szansą na ruch niżej, choć wsparcie na 4,19 stanowi solidną barierę. Silne dane o sprzedaży detalicznej z Polski lub pozytywne przepływy na linii HUF-PLN (w reakcji na obniżkę stóp proc. na Węgrzech) mogą dziś pomagać złotemu.

EUR/USD: Wczorajszy skok EUR/USD bez podstaw w szumie informacyjnym dowodzi o wewnętrznej sile popytu, który może ponowić szturm na 1,3880. Tylko rozczarowujący odczyt indeksu Ifo z Niemiec może pokrzyżować te plany.