Od początku roku indeks pozostaje poniżej bariery 50, która oddziela ekspansję od recesji w sektorze. Spadki zanotowały wskaźniki dla produkcji i nowych zamówień, sugerując słabość popytu wewnętrznego. Dane o tyle są niepokojące, że marzec zwykł przynosić odbicie w przemyśle w związku z ożywieniem aktywności po obchodach Chińskiego Nowego Roku, kiedy zakłady potrafią być zamknięte nawet przez dwa tygodnie.

Pomimo powyższego reakcja rynku walutowego dziś rano jest relatywnie łagodna. Dolar australijski, traktowany jako barometr sentymentu w stosunku do Chin, po danych stracił 0,4% wobec USD (dołek AUD/USD 0,9046), ale dość szybko odrobił straty. Wśród „bezpiecznych przystani”, JPY i CHF, nie było widać wzmożonego popytu – USD/JPY nawet skoczył na chwilę z 102,36 do 102,56. Czyżby zatem brak szerokiej reakcji oznaczał, że rynek przyzwyczaił się do rozczarowań ze strony Państwa Środka? Bez wątpienia seria słabych danych w połączeniu z pierwszym w historii bankructwem na obligacjach krajowej firmy oraz wzrostem zmienności notowań juana już wcześniej przyciągnęło inwestorów grających pod spowolnienie gospodarcze Chin, którzy dziś dostali potwierdzenie. Druga sprawa to ostrożność przed zawieraniem nowych transakcji w obawie przed działaniami wspierającymi rządu w Pekinie. W zeszłym tygodniu premier Chin Li Keqiang zapowiedział przyspieszenie inwestycji dla zapewnienia stabilnego tempa wzrostu popytu wewnętrznego, z kolei źródła zbliżone do Ludowego Banku Chin donoszą, że bank centralny jest gotów poluzować politykę monetarną dla utrzymania tempa wzrostu gospodarczego 7,5%. Możemy zatem wkraczać w fazę, kiedy gorsze dane z drugiej gospodarki świata będą odbierane w coraz większym stopniu neutralnie, gdyż rynek będzie dyskontował przyszłe interwencyjne działania krajowych władz fiskalnych i monetarnych. Pod tym kątem ryzyko rozlania się awersji do ryzyka na inne rynki wschodzące (też Polskę) staje się coraz mniejsze.

W poniedziałkowym kalendarium makro zostały jeszcze wstępne odczyty indeksów PMI ze strefy euro i USA. Prognozy zakładają korektę względem poprzedniego miesiąca, choć pytaniem pozostaje w jakim stopniu inwestorzy zrzucą słabe wyniki na karb obaw o rozwój kryzysu ukraińskiego?

EUR/PLN: Sytuacja Chin może psuć nastroje wokół rynków wschodzących, choć dla złotego przeważający powinien być wpływ odczytów PMI ze strefy euro i bez negatywnych zaskoczeń w tym aspekcie możemy dziś oglądać kolejne próby wyrwania się EUR/PLN poniżej 4,19. Poziom 4,17 pozostaje celem w krótkim terminie.

EUR/USD: Strona popytowa na EUR/USD będzie szukać w danych z Eurolandu impulsu do powrotu ponad 1,3830/45. W przeciwnym razie będziemy świadkami konsolidacji powyżej 1,3770.