Brak zawirowań na rynku eurodolara pozwolił natomiast umocnić się złotówce, której sprzyjały ogłoszone dzisiaj przez ministerstwo finansów prognozy dynamiki gospodarczej w IV kwartale, mówiące o tempie wzrostu na poziomie 6%.
Bez większego znaczenia dla inwestorów były dzisiejsze publikacje, choć trzeba przyznać, że spadek optymizmu konsumentów mierzony wskaźnikiem publikowanym przez IBD. Spadek wartości tego wskaźnika z 44,4 do 43,2 wywołał wyprzedaż amerykańskiej waluty, jednak nie był to wystarczająco silny impuls by eurodolar na jego fali wybił się powyżej niezwykle silnego oporu z rejonu 1,4780, co więcej siły bykom wystarczyło jedynie na zbliżenie się w okolice 1,4740. Czy oznacza to, że nim ponownie ujrzymy EURUSD w okolicach 1,50 będziemy świadkami jeszcze jednego zejścia w rejon 1,4560-1,46? Na to pytanie odpowiedź przyniosą najbliższe dni, jednak o ruchu kursu tej pary w dłuższym terminie zadecydują zapewne dopiero czwartkowe wystąpienia szefów banków centralnych USA oraz Strefy Euro.
Choć sytuacja na rynkach zdążyła się już nieco uspokoić, dzięki czemu giełdom udało się dziś zakończyć dzień wzrostami i to nawet pomimo złych informacji na temat spadającego optymizmu amerykańskich konsumentów. Wydaje się jednak, że obserwowane ostatnio wzrosty są jedynie podrygami popytu, gdyż o utrzymującej się awersji do ryzyka najlepiej świadczy zachowanie się cen złota, które kolejny dzień z rzędu mocno podrożało i obecnie kosztuje już nieco ponad 878 dolarów z uncję.