... aż po polskiego złotego (0,8%). Jeden dzień stabilizacji przynosi pierwsze polowanie na okazje na mocno wyprzedanym rynku. Jednak co może martwić, to dowody, że tzw. real money accounts (RMA), od początku tygodnia sprzedają złotego.
RMA to rachunki, które dysponują fizycznymi środkami na zakup aktywów, w odróżnieniu od fast money accounts (FMA), które posiłkują się dźwignią finansową. RMA jest stabilniejszym kapitałem długoterminowym (np. fundusze emerytalne), podczas gdy FMA utożsamiany jest z krótkoterminowym kapitałem spekulacyjnym.
Reuters donosi, że we wtorek RMA sprzedawały złotego w ilościach dwukrotnie przekraczających poziom uznawany jako „niezwykle duży”. W poniedziałek było to 70% powyżej progu. Choć wartości te nie są aż tak dramatyczne, jak w przypadku węgierskiego forinta (czterokrotne przekroczenie progu w poniedziałek i wtorek), to jednak poddają w wątpliwość trwałość ostatniego odreagowania. Szczególnie niepokojąca jest skala odpływu kapitału z Węgier, gdyż pokazuje, że to właśnie w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, dotychczas najmniej doświadczonym perturbacjami na rynkach wschodzących, może tlić się nowe ognisko problemów. Deklarowane przez Narodowy Bank Węgier pozostawanie na ścieżce luzowania monetarnego jest wystarczającym argumentem, by wywołać kolejną falę wyprzedaży, która może dosięgnąć także złotego. Dlatego póki nie będę widział oznak powrotu długoterminowego kapitału RMA w stronę polskich aktywów, z rezerwą będę podchodził do umocnienia PLN.
W środę Rada Polityki Pieniężnej podejmuje decyzję w sprawie stóp procentowych, gdzie powszechnie oczekuje się braku zmian i powtórzenia deklaracji o utrzymaniu neutralnym nastawienia co najmniej do czerwca. Na konferencji prasowej po posiedzeniu członkowie Rady z pewnością odniosą się do ostatniej zmienności złotego. Sugestia o gotowości do przeciwdziałania nadmiernym wahaniom kursu może chwilowo wzmocnić złotego, jednak w ogólnym rozrachunku to wydarzenia na rynkach zewnętrznych będą decydować o nastawieniu inwestorów.
A tutaj raport ADP powinien ściągnąć większość uwagi. Surowość zimy w Stanach Zjednoczonych w ubiegłym miesiącu dorównywała tej z grudnia, stąd dane o zmianie zatrudnienia mogą być podobnie niedoszacowane i istnieje ryzyko negatywnego zaskoczenia. Jeśli indeks ISM dla sektora usług USA również rozczaruje, awersja do ryzyka ponownie może zdominować rynki finansowe.
EUR/PLN: Choć uważam, że obecnie dużo nie potrzeba, by zaburzyć spokój wokół rynków wschodzących, to póki nie otrzymamy katalizatora, możemy oglądać testowanie wsparcia 4,20 EUR/PLN z pociągnięciem ruchu nawet do 4,18. Raport ADP stanowi pierwszy czynnik ryzyka.
EUR/USD: Indeksy PMI z Eurolandu są już w cenie, ale raport ADP z rynku pracy USA ma potencjał do negatywnego zaskoczenia z uwagi na trudne warunki pogodowe. Jednak póki EUR/USD trzyma się poniżej 1,3575, pozostaję negatywnie nastawiony do pary.
EUR/GBP: Jeden gorszy, drugi lepszy od prognoz; jaki będzie indeks PMI dla usług z Wielkiej Brytanii? Z racji, że jest najważniejszy (usługi to 75% PKB), wpływ odczytu na GBP może być duży. Pozytywny zaskoczenie powinno pomóc EUR/GBP w złamaniu 0,8250; w przeciwnym wypadku wczorajszy szczyt na 0,8325 może być zagrożony.