Z początkiem tygodnia zmienność na rynku walutowym zmniejszyła się w porównaniu do dwóch ostatnich dni zeszłego tygodnia. W poniedziałek nie było jednak aż tak istotnych informacji. Te, które spłynęły na rynek nie powinny jednak okazać się wsparciem dla notowań wspólnej waluty. Saldo niemieckiego bilansu handlowego w maju obniżyło się z 17,5 do 14,1 mld EUR, podczas gdy prognozowano wartość 17,6 mld EUR. Zwraca uwagę obniżenie się eksportu aż o 2,4 proc. w relacji miesięcznej wobec oczekiwanej obniżki tylko o 0,5 proc. Słabo wypadła też niemiecka produkcja przemysłowa, która w maju w relacji miesięcznej obniżyła się o 1 proc. (prog. -0,5 proc.). Do tego indeks Sentix obrazujący poziom nastrojów wśród europejskich inwestorów spadł do poziomu -12,6 pkt. Mimo tych słabszych odczytów euro jednak nie pogłębiło deprecjacji i nie dotarło do silnego wsparcia na 1,2750. Nawet więcej, eurodolarowi udało się lekko skorygować ostatnie spadki – wzrósł on do poziomu 1,2880. Jako najbliższy opór można jednak traktować okolice 1,2890 (dołek spadkowej świeczki z czwartku po wypowiedzi Draghiego), a zatem jeszcze nie można mówić o jakimś wyraźniejszym sygnale kupna euro. Nastroje cały czas są korzystne dla dolara, co obrazuje chociażby raport CFTC pokazujący na dzień 2 lipca wzrost wartości długich pozycji netto w dolarze z 13,28 do 22,37 mld USD, co oznacza najwyższą wartość od połowy lutego 2013 r. Realizacja zysku z nich może się jeszcze przeciągać i jednak mieć miejsce na niższych poziomach, stąd jeszcze cały czas ryzyko spadku do 1,2750 jest całkiem spore.
W dzisiejszym kalendarium właściwie nie ma publikacji mogących podwyższać zmienność, stąd scenariuszem bazowym jest dalsza stabilizacja handlu. Być może jedynie Joerg Asmussen, członek zarządu EBC, w dzisiejszym wystąpiniu publicznym w Atlancie nawiązać do polityki pieniężnej, jednak aby wywołać reakcję rynku, musiałaby to być wypowiedź skrajnie inna od tej Draghiehgo po ostatnim posiedzeniu EBC. Gdyby jednak eurodolar wzrósł powyżej 1,2890, na gruncie technicznym mogłoby to uruchomić jakiś popyt na wspólną walutę, w konsekwencji uruchamiając wzrosty „z niczego”. Kolejnym oporem mogą bowiem być dopiero okolice psychologicznej bariery 1,30.
W kontekście lekkich wzrostów na eurodolarze oraz zielonego dominacji zielonego koloru na większości europejskich parkietów, zwraca uwagę zachowanie polskiego rynku. Warszawska giełda zniżkowała wczoraj o 1,34 proc. (WIG20), jednak rentowność obligacji stabilizowała się w pobliżu 4 proc. Odpływ kapitału z giełdy, który od momentu upublicznienia propozycji zmian w OFE nabrał tempa, skutecznie uniemożliwił złotemu odrabianie strat z końcówki ubiegłego tygodnia. Można to zrzucać na opublikowany raport inflacyjny NBP, z którego wynika, że inflacja poniżej dolnego odchylenia od celu (1,5 proc.) pozostanie aż do I kw. 2015 r. Podstawą tego założenia jest niski wzrost gospodarczy w Polsce (poniżej potencjalnego do końca 2014 r.) oraz zachowanie stabilnych ce surowców (brak wyraźnego ożywienia w gospodarce globalnej). Projekcję RPP znała jednak już wcześniej i podejmując ostatnią decyzję o obniżce stóp procentowych o 25 pb. kierowała się m. in. tym raportem. Wczorajsze wypowiedzi dwójki gołębiego skrzydła RPP, prof. Zielińskiej-Głębockiej oraz prof. Chojnej-Duch, które zasugerowały, że do końca roku obniżek stóp raczej nie należy się spodziewać, pokazują, że zwolennicy dalszych redukcji wykruszają się. Mimo wszystko jednak pozostanie kursu EUR/PLN powyżej 4,30 każe ostrożnie podchodzić do siły polskiej waluty. Dziś ponownie obowiązującym jest wąski range 4,30-4,32. USD/PLN powinien natomiast oscylować wokół 3,36, przy czym jednak kontynuacja wzrostów na EUR/USD pozwoliłaby mu na pewne odbicie od tych wysokich poziomów.