W poniedziałek wczesnym rankiem notowany jest kurs 1,2820 – co oznacza, że dotarliśmy do minimów z 17 i 23 maja. Tak daleko posunięta aprecjacja dolara (i deprecjacja euro) sugeruje, że już czas na korektę. Dalsze sprowadzanie kursu w dół byłoby naprawdę mocnym ruchem, gdyby jednak do niego doszło, to kolejne wsparcie dostrzegamy w okolicy 1,2760. Na wykresie o interwale czterogodzinnym MACD zdaje się jednak powoli składać w sygnał kupna, RSI stoi dość nisko – przemawiałoby to, w połączeniu z psychologicznym czynnikiem dotarcia do minimów, za wzrostem – przynajmniej korekcyjnym, do 1,29. Dalsze ruchy wymagałyby zapewne sygnałów fundamentalnych. Dziś takim sygnałem będzie przede wszystkim produkcja przemysłowa w Niemczech, którą poznamy w samo południe. Wynik lepszy od poprzedniego i od prognoz może zadziałać na korzyść aprecjacji euro. O 14:30 przemówi Mario Draghi, będzie się to działo w Parlamencie Europejskim – ale akurat tego typu spotkanie niekoniecznie wzburzy rynki tak, jak wystąpienia po posiedzeniach Rady Gubernatorów EBC. Tym niemniej warto w tym czasie spoglądać na wykres. Ogólnie natomiast w tym tygodniu istotne będzie środowe wystąpienie Bena Bernanke i publikacja protokołu z czerwcowego posiedzenia FOMC.

Wysoko, nawet bardzo?

W przypadku USD/PLN mamy już do czynienia z testowaniem oporów powyżej których wykres nie był od mniej więcej roku. Chodzi przede wszystkim o linię 3,3620 – muśniętą już 3 lipca rano. Wyjście wyżej byłoby bardzo mocnym sygnałem przeceny złotego i mogłoby poprowadzić notowania nawet do 3,38. Na EUR/PLN widzimy nieco inną sytuację – niedawne maksima (przede wszystkim chodzi o 4,35) są powyżej obecnych, porannych notowań (4,3050), jest więc jeszcze nieco „bezpiecznego miejsca”. Najbliższy opór to w zasadzie 4,32. Trzeba mieć na uwadze, że dziś sytuacja par złotowych będzie głównie przełożeniem tego, co widać na eurodolarze.