Przy dominującym wpływie niesprzyjających czynników globalnych podaż ze strony inwestorów zagranicznych nie spotyka popytu krajowych podmiotów, co przyspiesza trend spadkowy waluty. Argumenty za osłabieniem złotego pozostają te same o początku tygodnia – rosnące oczekiwania przyhamowania tempa skupu obligacji przez Rezerwę Federalną USA nasilają obawy z jednej strony o koniec hossy na amerykańskim rynku długu, a z drugiej o spadek płynności na rynkach finansowych. Pierwszy powód ma pośredni wpływ na przecenę polskich obligacji, które w ostatnich tygodniach były silnie dodatnio skorelowane z rynkami bazowymi, w tym z amerykańskim. Drugi przynosi wycofanie kapitału z rynków wschodzących. Ta wybuchowa mieszanka przekłada się na negatywną reakcję nie tylko złotego, ale też węgierskiego forinta, południowoafrykańskiego randa, meksykańskiego peso i innych walut „emerging markets”.
Sądzimy, że negatywne oddziaływanie czynników zewnętrznych jest przejściowe a złoty w krótkim terminie zyska na wartości, umacniając się w stronę 4,20 za euro w pierwszych dniach czerwca. Za takim nastawieniem przede wszystkim przemawia stopniowe ostudzanie oczekiwań inwestorów odnośnie prędkiego zakończenia QE3. Seria czwartkowych danych z gospodarki amerykańskiej (PKB, wnioski o zasiłek, indeks podpisanych umów kupna domów) może nie była przesadnie rozczarowująca, ale również nie stanowi silnego argumentu za trwałą i solidną poprawą ekonomiczną, a jest to podstawowy warunek wskazywany przez przedstawicieli Fed do rozważenia ograniczenia programu skupu obligacji. Jeśli piątkowe raporty o wydatkach i dochodach Amerykanów oraz indeks Chicago PMI dalej podsycą wątpliwości, jest duże prawdopodobieństwo, że odwrót od rynku długu w USA i na rynkach wschodzących był przedwczesny. Ponadto korekta hossy na polskim rynku dłużnym spowodowała, że wyceny obligacji są znów atrakcyjne, a biorąc pod uwagę przyszłotygodniowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej (oczekiwana obniżka stóp procentowych o 25 pb), popyt na polskie aktywa może ponownie się nasilić. Jedyny czynnik ryzyka dla piątkowych notowań to fakt, że dziś jest koniec tygodnia i miesiąca jednocześnie, co może wstrzymywać apetyty inwestorów na ryzyko aż do przyszłego tygodnia.
EUR/PLN: Po czwartkowej przecenie złotego przy płytkim świątecznym handlu w piątek polska waluta może odrabiać straty do 4,23-4,2450, jednak wiele będzie zależeć od nastrojów globalnych i reakcji polskiego rynku długu.
EUR/USD: Dolar traci szeroko po słabych danych makro, choć spory wkład w osłabienie ma także pozycjonowanie inwestorów pod rozliczenia na koniec miesiąca. Publikacje z USA po południu mogą przechylać szalę za lub przeciw wygaszaniu QE3, co będzie rzutować na wycenę USD. EUR/USD powinien poruszać się w przedziale 1,2930-1,3130.