Słabo wypadły też Niemcy (-0,6 proc. kw/kw i +0,1 proc. r/r), ale negatywny wydźwięk tego odczytu przykrywają dobre rokowania na nadchodzące miesiące (ostatnie dane PMI). Tymczasem Francja i Włochy, a także pozostałe peryferia mogą mieć problemy, jeżeli dotychczasowy trend aprecjacyjny wspólnej waluty utrzymałby się w kolejnych miesiącach. Tym samym wczorajsza wypowiedź Mario Draghiego dla „Die Welt” nie bez powodu rozbudziła spekulacje nt. ewentualnego cięcia stóp w drugiej połowie roku. Tyle, że realnie byłoby to możliwe raczej w sytuacji wzrostu EUR/USD w rejon 1,40 (mocne euro ogranicza presję inflacyjną, co potwierdził w dzisiejszym miesięcznym biuletynie ECB), tymczasem bardziej prawdopodobnym scenariuszem na najbliższe miesiące jest spadek poniżej 1,30.

Rozpoczynający się dzisiaj dwudniowy szczyt G-20 w Moskwie, raczej nie przyniesie diametralnych różnic wobec tego, co na temat walut powiedziano w komunikacie G-7, ale inwestorzy muszą się liczyć z tym, iż nie będzie tutaj jednomyślności i nie można wykluczyć sytuacji, jaka miała miejsce w środę. Wtedy jeden z dyplomatów niemalże o 180 proc. odwrócił wymowę komunikatu G-7 twierdząc, iż jego tekst został niewłaściwie zinterpretowany przez rynki finansowe. Szczyt G-20 może też przynieść niezapowiedziane wypowiedzi oficjeli, które mogą krótkookresowo wpływać na rynki. Wydaje się jednak, iż klucz dla przyszłości euro, ale i też kluczowych układów na innych głównych parach (w tym z JPY) tkwi obecnie we Włoszech i Hiszpanii (kwestie polityczne). Dzisiejsze posiedzenie Banku Japonii nie wniosło wiele, chociaż prezes Shirikawa wyraził swoje „zrozumienie” dla polityki prowadzonej przez premiera Abe i bank centralny podniósł swoją ocenę sytuacji gospodarczej (niezależnie od faktu, iż napłynęły słabsze dane nt. PKB w IV kwartale). Jednocześnie jeden z potencjalnych następców szefa BOJ (Iwata) przyznał, iż optymalnym dla gospodarki rozwiązaniem byłby przedział wahań 90-100 na USD/JPY. To jednak sugeruje, iż jen ma już coraz mniejsze pole do ewentualnego osłabienia, a ryzyko wyraźniejszej korekty ostatniego ruchu jest coraz większe. Zwłaszcza, że analiza techniczna daje ku temu coraz więcej podstaw.

Na wykresie EUR/JPY widać, iż po ustanowieniu szczytu 6 lutego na poziomie 127,68 później nie wróciliśmy już w te okolice. Maksimum z ubiegłego piątku to 126,93. Wskaźniki coraz bardziej przemawiają za korektą, której nie było od połowy listopada ub.r. Pierwszym celem jest rejon 123,40-123,50 wyznaczany przez minima sprzed kilku dni. Liczmy się jednak z tym, iż ruch taki zakończy się dopiero w okolicach 119-120. Oczywiście będzie to powiązane z powrotem USD/JPY w okolice 90,00.

Z kolei dzienny przebieg na EUR/USD wskazuje, iż odreagowanie ubiegłotygodniowej przeceny zakończyło się wczoraj w rejonie 1,3519. Powrót poniżej 1,3390, który miał miejsce dzisiaj rano, sugeruje, iż rozpoczynamy właśnie kolejną falę spadkową, która może sprowadzić nas poniżej 1,32. W rejonie 1,3122 znajduje się średnia 100-sesyjna, którą możemy przetestować już w przyszłym tygodniu. Po drodze kluczowy będzie poziom 1,3290 i o wiele ważniejsza strefa wsparcia 1,3230-50 (linia trendu wzrostowego), której złamanie będzie już oznaczać ryzyko słabości euro w średnim terminie.

Silna przecena dotknęła wczoraj funta. Raport nt. Inflacji, który o godz. 11:30 opublikował Bank Anglii stał się jej wyraźnym akceleratorem. Inwestorzy zwrócili uwagę na fakt, iż BOE zostawił sobie furtkę do powrotu programu QE, który od kilku miesięcy jest pomału wyłączany. W efekcie poziom 1,56 na GBP/USD został wyraźnie złamany, co zwróciło uwagę średnioterminowych inwestorów (złamanie 4-letniej linii trendu wzrostowego). Dzisiaj rano spadliśmy w rejon 1,5490 i widzimy próbę odreagowania. Ruch powrotny w stronę 1,56 może jednak nie być tak oczywisty. Zwłaszcza, że wyraźne wsparcie to okolice 1,5440-50, a nie 1,5490.