Najbliższa okazja to piątkowe dane o PMI dla polskiego przemysłu.

Wczorajsza sesja przyniosła wyraźne osłabienie złotego w stosunku do euro. Przyczyn wyprzedaży można upatrywać w zajmowaniu pozycji w obawie przed rozczarowującymi danymi o wzroście Produktu Krajowego Brutto w 2012 r. (publikacja dziś o 10.00) oraz sprawozdaniu z grudniowego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej. Jak się bowiem okazuje, przed dwoma miesiącami niewiele brakowało, a doszłoby do niespodzianki i głębszego cięcia stóp. Czworo z dziesięciorga członków RPP poparło wniosek o redukcję oprocentowania o 50 pb. Co ciekawe, oprócz A. Bratkowskiego i E. Chojnej-Duch – najbardziej gołębio nastawionych przedstawicieli RPP, którzy poparli także wniosek o 125 pb. cięcie – za takim rozwiązaniem głosowali Z. Gilowska i A. Glapiński. Jest to o tyle zaskakujące że są oni uważani za zdecydowanych „jastrzębi” w obecnym składzie Rady. Nie poparł go natomiast prezes NBP M. Belka, który miesiąc wcześniej, kiedy RPP rozpoczynała cykl łagodzenia polityki pieniężnej, był za. Gdyby i tym razem zdecydował się poprzeć głębsze cięcie, oprocentowanie spadłoby od razu do 4 proc., a nie do 4,25 proc., jak to ostatecznie miało miejsce.

Sprawozdanie z grudniowego posiedzenia pokazuje, że ruchy ze strony Rady Polityki Pieniężnej są coraz mniej przewidywalne. Bardzo często wypowiedzi poszczególnych przedstawicieli nie pokrywają się z tym, jak faktycznie zachowują się oni podczas głosowań. Komunikacja z rynkiem szwankuje. Stąd też nie ma pewności czy w lutym, przestraszona ostatnimi, fatalnymi danymi z gospodarki Rada, nie zdecyduje się obciąć stóp o 50 pb. Być może właśnie taki scenariusz dyskontuje obecnie złoty. Na rynku stawek na przyszłą stopę procentową nadal panuje, jednak względny konsensus, że cykl obniżek zakończy, gdy stopa referencyjna spadnie do 3,25-3,50 proc.

Z drugiej strony, słabsza wycena złotego do euro może być spowodowana przenoszeniem części kapitału z Polski z powrotem do peryferyjnych krajów UE17. W sytuacji malejącego zagrożenia rozpadem wspólnego obszaru walutowego, a jednocześnie oddaleniem groźby wznowienia obniżek stóp przez EBC (przy rosnących obawach o rozszerzenie skali cięć w Polsce), stosunek zysku do ryzyka z inwestycji przesuwa się systematycznie na naszą niekorzyść. Na taki scenariusz wskazywałaby wyprzedaż, która od dłuższego czasu staje się udziałem walut krajów naszego regionu (Węgry, Czechy, Rumunia, Turcja). Tym bardziej, że w strefie euro pojawiają się kolejne sygnały nadchodzącego ożywienia.

Ten ostatni czynnik ma dodatkowo istotne znaczenie biorąc pod uwagę nieco mniej korzystne dane napływające w ostatnim czasie z gospodarki Stanów Zjednoczonych. Być może więc kapitał w dużej mierze pochodzi zza oceanu, co tłumaczyłoby silny trend wzrostowy kursu EUR/USD. Widząc ograniczone możliwości zwiększania stóp zwrotu na rynku amerykańskim z powodu zaawansowania fazy wzrostu gospodarki, inwestorzy przenoszą się do Europy, która niejako „stoi w kolejce” do ożywienia. To sugerowałoby natomiast przedłużenie fazy spowolnienia w Polsce na całą I poł. roku.