EUR/USD może lekko korygować, a złoty będzie stabilny z tendencją do łagodnej aprecjacji.

W poniedziałek złoty ponownie przejściowo tracił na wartości wobec najważniejszych walut. Poranną wyprzedaż można przypisywać niefortunnym komentarzom wicepremiera i ministra gospodarki J. Piechocińskiego o złotym. Stwierdził on w wywiadzie dla Rzeczpospolitej, że obecny poziom szkodzi gospodarce, a korzystnym kursem wymiany złotego wobec euro byłby przedział 4,30-4,38. W reakcji na wywiad Piechocińskiego w pierwszych godzinach handlu notowania EUR/PLN wzrosły powyżej tegorocznych szczytów cenowych poniżej poziomu 4,1300. W kolejnych godzinach dominowały zlecenia sprzedaży euro dzięki czemu, bariera ta nie została trwale przełamana.

Wczoraj zniknął częściowo negatywny czynnik dla złotego, jakim była wyprzedaż walut naszego regionu. Czeska korona odzyskała część strat, które stały się jej udziałem w nowym roku, zaś węgierki forint utrzymywał się na względnie stabilnym poziomie. Nieco większym zainteresowaniem cieszyły się również polskie obligacje, choć w tym przypadku nie można mówić o odwróceniu niekorzystnej tendencji. Rentowność 10-latek powróciła poniżej psychologicznego poziomu 4,0 proc., ale utrzymała się powyżej przełamanego wcześniej szczytu z 4 stycznia br. (3,95 proc.). Rynek długu nadal niekorzystnie wpływa na wycenę polskiej waluty i jest potencjalnie najistotniejszym czynnikiem, który, przy założeniu kontynuacji tendencji spadkowej cen, mógłby wywołać poważniejszą, krótkoterminową przecenę złotego. Korekta na obligacjach jest jak najbardziej prawdopodobna i z takim scenariuszem trzeba się liczyć. Jednak póki co nie ma przesłanek do całkowitego wychodzenia z rynku długu, co stanowiłoby poważniejsze zagrożenie dla polskiej waluty.

Dziś GUS opublikuje, istotne z punktu widzenia rynku obligacji oraz złotego, dane o inflacji konsumenckiej za grudzień. Konsensus rynkowy zakłada spadek dynamiki cen do środka celu NBP, czyli 2,5 proc. r/r. Niższy odczyt może do pewnego stopnia spowodować wzrost oczekiwań na obniżki stóp procentowych. Niemniej, komentarze z posiedzenia RPP w styczniu oraz ostatnie wypowiedzi członków Rady wskazują raczej, że nie są oni skłonni przedłużać cyklu poza poziom 3,5 proc. dla stopy referencyjnej. Nawet zaliczana do największych zwolenników cięć E. Chojna-Duch wykluczyła wczoraj możliwość następujących po sobie dwóch kolejnych cięć oprocentowania. Z kolei jeden z „jastrzębi” w RPP – A. Glapiński – uważa, że jeszcze jedno cięcie to wszystko, co jest w stanie poprzeć w głosowaniach.

Dlatego też, w mojej ocenie są niewielkie szanse na to, by niższa od prognoz inflacja za grudzień spowodowała wyraźniejszą reakcję osłabiającą złotego. Ścieżka oczekiwanych zmian w polityce pieniężnej jest względnie stabilna i jednorazowe dane o wzroście cen nie spowodują, że ulegnie ona zmianie. Odczyt CPI poniżej 2,5 proc. może natomiast wzmóc popyt na polskie obligacje. Spadek inflacji to czynnik korzystny dla przynoszących stałe odsetki papierów dłużnych. Dlatego też to potencjalnie wyższe tempo wzrostu cen stanowić będzie zagrożenie dla złotego w krótkim terminie.