Ceny ropy co prawda zareagowały na te doniesienia, ale zmienność nie była duża, a reakcja była chwilowa. To wskazuje, że napięcie na granicy Turcji i Iraku, które traktowane było w ostatnim czasie jako głównych czynnik stojący za wzrostami cen ropy do rekordowego poziomu 84,90 dol. w ostatni piątek, było tylko pretekstem, a faktycznych powodów wzrostu cen raczej należy szukać w osłabieniu dolara. Zwłaszcza, że konflikt turecko-kurdyjski nie stanowi dużego zagrożenia dla dostaw ropy z tamtego regionu.
Wydarzeniem środy na rynku ropy jest publikacja cotygodniowych danych o zapasach paliw w USA. Analitycy ankietowani przez Reuters szacują, że po zeszłotygodniowym wzroście zapasów ropy o 1,8 mln baryłek, publikowane o godzinie 16:30 dane pokażą wzrost o 0,8 mln baryłek. Podobnego przyrostu zapasów oczekuje się w przypadku benzyny. Nieco inne wyniki przynosi ankieta Bloomberga, która mówi o prawdopodobnym wzroście zapasów ropy na poziomie około 1 mln, a benzyny około 0,5 mln baryłek.
W poprzednim tygodniu oczekiwany jest natomiast spadek destylatów. Szacuje się go na poziomie 150 tys. baryłek.
Dane o zapasach to nie jedyny czynnik, który może dziś mieć duży wpływ na notowania ropy. Wcześniej takim wspólnym impulsem mogą być publikowane o godzinie 16-tej dane z amerykańskiego rynku nieruchomości i reakcja dolara na ten raport. Gorsze od prognoz dane (-3,7 proc.) i umocnienie dolara stanowić będą czynnik prowokujący spadek cen ropy. Odwrotne zależności będą natomiast zachęcać do zakupów.
Sytuacja na wykresie ropy wskazuje na korekcyjny charakter trwającej od piątku zniżki. Ta korekta może sprowadzić ceny nawet do 79,50-80,00 dol., gdzie podwójne wsparcie tworzy szczyt z września br. oraz najszybsza, dwumiesięczna linia trendu wzrostowego. Większy spadek, który prowadziłbym do znaczących zmian w sytuacji technicznej, wymagał będzie nowych silny impulsów i w tej chwili jest znacznie mniej prawdopodobny niż nowe historyczne rekordy.
O godzinie 13:20 cena baryłki ropy Brent kształtowała się na poziomie 82,68 dol.