Była to pierwsza tego typu decyzja Banku Chin od 2007 roku i zdaniem chińskich władz ma na celu zachęcić konsumentów do trzymania pieniędzy w bankach i ograniczyć popyt na akcje giełdowych spółek i inwestycje w nieruchomości. Od pewnego czasu pojawiały się głosy, że na rynkach kapitałowym i mieszkaniowym w Chinach rośnie bańka spekulacyjna i bank centralny próbuje przeciwdziałać takiemu scenariuszowi. Podwyżka jednak wcale nie musi oznaczać kłopotów chińskiej gospodarki. Ostatni przyspieszony wzrost inflacji sprowadził realną stopę procentową do ujemnych wartości, co mogło skłonić chińskie władze do podniesienia stóp procentowych. Sytuacje wyklarują jutrzejsze dane z Chin, na czele z raportem o wzroście gospodarczym w trzecim kwartale.

Rynki finansowe odczytały jednak posunięcie Banku Chin jako działanie, które oznacza początek bardziej agresywnego zacieśniania polityki monetarnej, czego konsekwencją może być stłumienie wzrostu gospodarczego w Chinach, jak i na całym świecie. Obawy te wywołały wyraźny odwrót od inwestycji ryzykownych i przepływ kapitału do bezpieczniejszych obszarów. Wczoraj traciły waluty rynków wschodzących z dolarem australijskim na czele, głównie ze względu na silną zależność gospodarki australijskiej od popytu na wydobywane przez nią surowce, a który to popyt może się skurczyć wraz ze spowolnieniem chińskiego ożywienia. Zyskiwały waluty traktowane jako „bezpieczne przystanie” (ang. „safe haven”), czyli dolar amerykański, frank szwajcarski oraz jen japoński.

Indeks dolarowy, mierzący zmianę wartości waluty Stanów Zjednoczonych względem sześciu najważniejszych walut, wzrósł we wtorek najmocniej od sierpnia. Umocnienie dolara wyraźnie zaznaczyło się na eurodolarze, który w ciągu dnia spadł o niemal 3 centy do 1.3700. Spadki te jednak można uznać za przesadzone z punktu widzenia fundamentów jakie obecnie stoją za amerykańską walutą. Wciąż tematem przewodnim pozostaje najbliższy krok Rezerwy Federalnej w kwestii luzowania polityki pieniężnej i czynnik ten nadal będzie wywierał negatywny wpływ na walutę. Każde odreagowanie na rynku dolara należy traktować jako krótkotrwałe i dominujący pozostaje trend osłabienia amerykańskiej waluty. Nasilenie tego ruchu może jednak nastąpić dopiero z początkiem listopada po decyzji Fed w sprawie monetyzacji długu.

Ucieczka od ryzyka i wycofywanie kapitału z rynków wschodzących nie ominęła polskiego rynku. Polski złoty dość szybko oddał terytorium, jakie przed tygodniem uzyskał względem euro, potwierdzając tym samym, iż na trwałe zejście poniżej poziomu 3,90 EURPLN było jeszcze za wcześnie. Powrót notowań eurozłotego do poziomu 3,96 oznacza, że para ponownie zakotwiczy się na pewien czas w kanale 3,93-3,99.

Środowy kalendarz makroekonomiczny poza protokołem z ostatniego posiedzenia Banku Anglii nie zawiera innych istotnych raportów. Handel w dniu dzisiejszym będzie przebiegał na dyskontowaniu wczorajszych reakcji.