Wygłoszone przemówienie podczas konferencji zorganizowanej przez bostoński oddział Rezerwy Federalnej było najbardziej skonkretyzowaną wypowiedzią Bernanke od czasu ostatniego posiedzenia Komitetu Otwartego Rynku (FOMC), jednak nie zawierało żadnych szczegółów odnośnie tego, jak agresywnie Fed zamierza postąpić. Szef banku centralnego powiedział, że przeciągający się okres wysokiego bezrobocia negatywnie odbija się na tempie ożywienia amerykańskiej gospodarki, natomiast niski poziom inflacji podwyższa ryzyko wystąpienia deflacji w USA.  Piątkowe dane na temat tempa zmiany cen konsumpcyjnych we wrześniu pokazały, że wzrost cen w ujęciu miesięcznym wyniósł zaledwie 0,1 proc., natomiast inflacja bazowa (z wyłączeniem cen żywności i energii) pozostała bez zmian drugi miesiąc z rzędu. W ujęciu rocznym inflacja bazowa wynosi zaledwie 1,1 proc., podczas gdy Fed wolałby, aby wskaźnik wynosił 2 proc., lub nieco poniżej. Wystąpienie deflacji oznaczałoby, iż konsumenci  odkładaliby wydatki na przyszłość a przedsiębiorstwa wstrzymałyby inwestycje, co pogłębiłoby problemy amerykańskiej gospodarki. Dlatego wpompowanie dodatkowych miliardów dolarów w zamian za skupione obligacje rządowe mogłoby pobudzić oczekiwania inflacyjne i wzmóc wydatki konsumentów i firm. Bernanke w piątek podkreślił jednak, mimo że Fed posiada narzędzia do dalszego luzowania polityki, musi postępować bardzo ostrożnie. Jego zdaniem niekonwencjonalne działania mają swoje ograniczenia, jak również wiążą się z pewnymi kosztami, które muszą być wzięte pod uwagę przy podejmowaniu decyzji. Zatem pytaniem na najbliższe dwa tygodnie (posiedzenie FOMC zakończy się 3 listopada) nie jest już czy Fed zdecyduje się na luzowanie ilościowe, ale jak duży będzie nowy program skupu aktywów.

Na rynku walutowym przecena dolara przystopowała i inwestorzy przeszli do realizacji zysków. Gdy już stało się jasne, że Fed wznowi program monetyzacji długu, budowanie spekulacyjnych spadków notowań dolara staje się coraz trudniejsze, toteż część inwestorów zaczęła zamykać swoje pozycje. Po tym jak indeks dolara osiągnął najniższy poziom od dziesięciu miesięcy, rynek musi złapać oddech. W przypadku wystąpienia decyzji Fed odnoście luzowania polityki kolejna fala osłabienia dolara jest wysoce prawdopodobna, jednak do tego czasu możemy obserwować częściową korektę ostatnich ruchów na parach walutowych oraz późniejszą stabilizacje notowań. Inwestorzy będą także oczekiwać rozstrzygnięć weekendowego szczytu grupy G20, gdzie jednym z tematów będzie tzw. „wojna walutowa”, tj. ostatnio obserwowany odpływ kapitałów z gospodarek rozwiniętych w stronę „emerging markets” w poszukiwaniu wyższych stóp zwrotu, co z kolei doprowadziło do znacznej aprecjacji walut państw rozwijających się, pogarszając konkurencyjność ich eksportu.

Poniedziałkowy kalendarz publikacji otwiera raport GUS na temat wynagrodzeń i zatrudnienia we wrześniu. Szczególnie istotny będzie ten pierwszy raport, gdyż dynamika wynagrodzeń jest czynnikiem wpływającym na decyzję w sprawie stóp procentowych podejmowaną przez RPP. Dziś także poznamy dane o produkcji przemysłowej z USA. Jutro uwagę skupiać będzie niemiecki indeks instytut ZEW, opublikowane będą też dane dotyczące produkcji przemysłowej i inflacji producenckiej w Polsce oraz raporty z amerykańskiego rynku budowlanego – pozwolenia na budowę domów oraz rozpoczęte budowy domów. Środa przyniesie jedynie dwa raporty banków centralnych: protokół z ostatniego posiedzenia Banku Anglii oraz Beżowa Księga Fed. Czwartek to przede wszystkim seria danych z Chin, z dynamiką PKB za III kwartał na czele, która ukształtuje nastroje rynkowe na resztę dnia. W tym dniu istotna będzie również publikacja inflacji bazowej z Polski oraz indeks Fed z Filadelfii oraz indeksy wskaźników wyprzedzających z USA. W piątek poznamy odczyt niemieckiego indeksu instytutu Ifo.