... gdzie rentowności obligacji skarbowych spadły do nieatrakcyjnych poziomów, po tym jak Rezerwa Federalna USA pozostawiła sobie otwartą furtkę do luzowania ilościowego w przyszłości, właśnie poprzez skup rządowych papierów dłużnych. Inwestorzy zainteresowani wyższymi stopami zwrotu przerzucają środki na inne rynki, gdzie przy niewielkim ryzyku można osiągnąć wyższą stopę zwrotu. Celem migracji kapitału przede wszystkim jest strefa euro, gdzie zawirowania wokół państw z grupy PIIGS (Portugalia, Włochy, Irlandia, Grecja, Hiszpania) wywindowały rentowności ich obligacji. Podczas gdy dziesięcioletnie obligacje amerykańskie oferują oprocentowanie na poziomie ok. 2,5 proc., papiery portugalskie wczoraj były sprzedawane z rentownością 6,2 proc. I jakkolwiek wyższe jest ryzyko inwestycji w papiery dłużne peryferyjnych państw strefy euro, to jednak prawdopodobieństwo bankructwa któregoś z państw (poza Grecją) jest niskie, a pojawiające się co jakiś czas plotki na ten temat poddają tylko pretekst do krótkoterminowych spekulacji. Wraz z poprawą nastrojów na rynkach finansowych uwaga inwestorów będzie się skupiać także na rynkach wschodzących, zwiększając popyt na obligacje takich państw, jak RPA, Czechy, Rumunia czy Polska. Jednak dopóki atrakcyjna rentowność jest możliwa do uzyskania w walucie euro, dopóty  transfery kapitałowe nie doprowadza do umocnienia walut wymienionych państw.

Pokonanie przez kurs EURUSD zeszłotygodniowych szczytów (1,3335) otwiera drogę dla tej pary do dalszego ruchu do 1,3510 z docelowym poziomem 1,3890. Jednakże ostatnie tygodnie pokazały, że jednostajny trend na rynku nie jest dominującą charakterystyką w obliczu panującej niepewności i braku jasnych perspektyw dla gospodarki światowej. Oznacza to, iż najbliższe tygodnie będą cechować się dużą zmiennością notowań, nie tylko w relacji euro do dolara, ale także na innych parach walutowych. Wystarczy wspomnieć o jenie, który wczoraj znowu zaczął zyskiwać do dolara, zwiększając tym samym szanse na kolejną interwencje walutową japońskich władz. Nie należy również zapominać o wciąż nie do końca rozwiązanych problemach zadłużenia państw strefy euro. Byliśmy już świadkami, kiedy wypowiedź europejskiego oficjela, czy raport agencji ratingowej wywoływał wyprzedaż euro i spadek eurodolara o prawie 2 centy w ciągu jednej doby. Pomimo technicznego zakończenia recesji w głównych gospodarkach rozwiniętych, jeszcze przez kilka kwartałów skutki kryzysu będą stawać na drodze do osiągnięcia fazy prosperity.

Czwartkowy kalendarz danych makroekonomicznych otwiera seria wstępnych raportów aktywności wytwórczej w krajach strefy euro. Dla całego regionu oczekuje się spadku wartości indeksu do 54,5 pkt. w sektorze przemysłowym, oraz do 55,5 pkt. w usługach. Zgodne z prognozami odczyty będą potwierdzać spodziewane przyhamowanie tempa ożywienia na Starym Kontynencie i nie powinny być zaskoczeniem. Po południu jak co tydzień poznamy dane  o liczbie nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w USA (prog. 450  tys.), natomiast o 16.00 opublikowany zostanie indeks wskaźników wyprzedzających (0,1 proc.) oraz dane o sprzedaży domów na rynku wtórnym (4,1 mln). Z rynku lokalnego poznamy zapiski ostatniego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej.