Kluczowymi wiadomości dnia wczorajszego mówiły o protestach w Grecji (na ulicach Aten ponad 50 tys. osób starło się z policją, a także podpaliło bank, co spowodowało śmierć trzech osób) oraz o tym, że agencja ratingowa Moody’s ustawiła Portugalię na szczycie listy krajów, których ratingi poddane zostaną ponownej ocenie (oczywiście z perspektywą obniżenia). Protesty w Grecji martwią inwestorów, ponieważ dawniej greckie rządy przeważnie w ogniu protestów społecznych uginały się i zaprzestawały prób reformowania kraju. Tym razem premier Papandreu zapewnił, że rząd nie zaniecha reform i zaproponował kolejny pakiet oszczędności, opiewający na 30 mld EUR. Tym razem jednak w parlamencie opozycja zapowiada głosowanie przeciw kolejnemu projektowi oszczędności. Rząd ma jednak wystarczającą większość, żeby przegłosować odpowiednie ustawy.
Wydarzenia w Grecji, Portugalii i Hiszpanii sprawiają, że w świetle reflektorów znajdzie się dziś Europejski Bank Centralny. Inwestorzy oczekują, że ECB podejmie jakiekolwiek kroki, aby przeciwdziałać rozprzestrzenieniu się kryzysu na Portugalię i Hiszpanię. Takim krokiem może być np. zapewnienie, że obligacje rządowe będą akceptowane jako zabezpieczenie niezależnie od uzyskiwanego ratingu. Możliwa jest również zmiana warunków uzyskiwania pożyczek przez instytucje finansowe z zagrożonych krajów. Pojawiły się również niewielkie szanse, że ECB obniży stopy procentowe.
W dzisiejszym Financial Times Kenneth Rogoff, prof. Harvard University zajmujący się historią finansową państw, porównuje europejski kryzys do tego, który w roku 1997 przetoczył się przez południowo-wschodnią Azję. Rogoff przypomina też, że kraje takie jak Grecja i Portugalia w zasadzie należy traktować jak rynki wschodzące, co oznacza że zostały one przedwcześnie dopuszczone do członkostwa w Strefie Euro. Wprowadzenie wspólnej waluty pozwoliło krajom członkowskim Strefy na znaczne obniżenie stóp procentowych (zarówno dla emisji długu, jak i dla sektora prywatnego) przy utrzymaniu niskiej inflacji. Przyczyniło się to jednak do znacznego wzrostu zadłużenia zagranicznego. Zagraniczne zadłużenie Grecji (łącznie sektor publiczny i prywatny) stanowi blisko 170% jej PKB, podczas gdy kraje rozwijające się przeważnie traciły zaufanie inwestorów, gdy przekraczany był próg 60% PKB w przypadku zadłużenia zagranicznego i 90% PKB jeśli chodzi o relację wartości długu sektora rządowego do PKB . Najważniejszy wniosek z analizy Rogoffa jest następujący: Grecja najprawdopodobniej zbankrutuje, a inne kraje będą musiały zwrócić się o pomoc do instytucji międzynarodowych.
To wszystko oznacza, że gwałtowne zawirowania na rynku złotego mogą nie ustąpić w kilka tygodni. Co prawda 19 maja okaże się, czy Grecja rzeczywiście spłaca na bieżąco swoje zobowiązania, lecz trzeba pamiętać, że uzyskanie pomocy od MFW nie wyklucza odłożonego w czasie bankructwa. Należy spodziewać się – w ciągu dwóch, trzech miesięcy – bardzo znacznego zakresu wahań kursu EURPLN, a tym bardziej USDPLN. Lekcją, której nie należy zapomnieć, powinien stać się pierwszy kwartał 2009 roku.