Rynkowe prognozy zakładają, że po tym jak w czerwcu sprzedaż spadła o 6,6 proc. miesiąc do miesiąca i 22,3 proc. rok do roku, w lipcu spadnie o odpowiednio 0,5 proc. i 14,3 proc. do poziomu 830 tys., czyli do dołka z marca 2007 roku, kiedy to była ona najniższa od czerwca 2000 roku.
Znacznie większy od prognoz spadek może ponownie zasiać ziarno niepewności na rynkach finansowych. Zwłaszcza, gdyby szedł w parze z wyraźnym spadkiem mediany cen sprzedaży. To bowiem od kształtowania się cen nieruchomości w dużej mierze zależy efekt bogactwa Amerykanów oraz ich decyzje o ewentualnym pozbywaniu się nieruchomości.
Gorsze dane z USA, dopóki nie będą generować bardzo silnej wyprzedaż na światowych rynkach akcji, powodując przy okazji powrót do Stanów kapitałów zainwestowanych poza granicami, dopóty będą osłabiać „zielonego”.
Zanim inwestorzy poznają dane z rynku nieruchomości, wcześniej, bo o 14:30 zostaną opublikowane raporty o zamówieniach na dobra trwałego użytku i zamówieniach na dobra trwałego użytku z wykluczeniem samochodów. Przy obecnych antydolarowych nastrojach gorsze dane dodatkow go osłabią. Lepsze natomiast nie muszą mu pomóc.
Dzisiejsza zwyżka kurs EUR/USD ma duże znaczenie z punktu widzenia analizy technicznej. Dotarła bowiem do poziomu 1,3626-1,3632 dolara, jaki na wykresie godzinowym i dziennym wyznacza linia szyi, co prawda już zrealizowanej, formacji podwójnego szczytu.
Jako, że cała przewaga podaży na EUR/USD była ostatnio budowna na tej formacji, to wybicie ponad wspomnianą barierę otworzy drogę do rekordów wszechczasów. Będzie to o tyle łatwe, że sierpniowe spadki zatrzymały się dokładnie na poziomie 6-letniej linii hossy (1,3360). Wówczas może się okazać, że rację mają analitycy banku Goldman Sachs którzy jeszcze w tym roku prognozują wzrost eurodolara do 1,43.