- Zbadaliśmy 22 732 notowania NBP (2004–2026). Wszystkie dzienne kursy średnie euro, dolara, franka i funta od wejścia Polski do UE, pobrane z oficjalnego API NBP i policzone od zera — z testami statystycznymi.
- Mit „taniego piątku" upadł — i to pięknie. Piątek rzeczywiście najczęściej bywa najtańszym dniem tygodnia (27% wobec losowych 20%)… ale równie często bywa najdroższym (28%). To złudzenie „końców tygodnia", nie okazja.
- Jedyny prawdziwy efekt dnia tygodnia: poniedziałek. Euro w poniedziałkowym fixingu jest średnio o 0,046% tańsze niż w piątkowym (t = −3,0), a funt o 0,059% (t = −2,9). Kierunek potwierdzają wszystkie cztery waluty, a efekt przetrwał w obu połowach próby. Złoty „wraca z weekendu silniejszy".
- Najtańszy moment roku? Tydzień 32 (4–10 sierpnia). Sierpień jest statystycznie najtańszym miesiącem dla euro (−0,55%) i dolara (−1,02%); frank i funt mają dołek w kwietniu. Za to czerwiec jest drogi dla wszystkich czterech walut — dokładnie wtedy, gdy Polacy najczęściej wymieniają przed urlopem.
- Skala zależy od kwoty: na wakacyjnym 1000 euro sezonowość to ok. 32 zł, ale przy dużej jednorazowej wymianie robi się czterocyfrowa — rozpiętość sezonowa na 100 000 CHF (np. nadpłata kredytu) to ok. 3,5 tys. zł. Mimo to sposób wymiany (lotnisko, DCC) wciąż potrafi kosztować więcej niż kalendarz.
Jak liczyliśmy (metodologia)
Przyznam szczerze: zabierałem się do tego badania z tezą, że niczego nie znajdziemy. Rynek walutowy jest zbyt płynny i zbyt „wydajny", żeby zostawiać na stole proste wzorce typu „kupuj w piątek". Chciałem ten mit po prostu obalić i mieć spokój. Dane okazały się jednak ciekawsze niż moja teza — ale po kolei, bo w badaniu metoda jest równie ważna jak wynik.
Dane. Z oficjalnego API Narodowego Banku Polskiego pobraliśmy komplet dziennych kursów średnich (tabela A) dla czterech walut — euro, dolara amerykańskiego, franka szwajcarskiego i funta brytyjskiego: od 2 stycznia 2004 r. (rok wejścia Polski do UE) do 1 lipca 2026 r. Łącznie 22 732 notowania — po 5 683 dla każdej z czterech walut. Główną narrację prowadzimy dla euro i dolara; frank i funt pełnią rolę próby kontrolnej (czy wzorce są cechą złotego, czy przypadkiem jednej pary). To dane publiczne: każdy może je pobrać i nasze wyniki powtórzyć.
Metody. Trzy proste, ale uczciwe narzędzia:
- Dzienne zwroty logarytmiczne przypisane dniowi „późniejszemu" (zwrot poniedziałku to zmiana od piątkowego fixingu — obejmuje weekend). Dla każdego dnia tygodnia policzyliśmy średni zwrot i test t (czy różni się od zera bardziej, niż wynikałoby z przypadku).
- Częstość ekstremów tygodnia: wzięliśmy wyłącznie pełne tygodnie z pięcioma notowaniami pn–pt (jest ich 1009) i sprawdziliśmy, w który dzień wypada minimum oraz — co okaże się kluczowe — maksimum tygodnia. Gdyby dni były „równe", każdy byłby ekstremum w 20% tygodni; odchylenia testowaliśmy testem dwumianowym (statystyka z).
- Indeks sezonowy: dla każdego notowania policzyliśmy odchylenie kursu od centrowanej średniej z ~12 miesięcy (251 notowań), a potem uśredniliśmy te odchylenia po miesiącach kalendarzowych. To standardowy sposób na wyłuskanie sezonowości z danych, w których siedzi wieloletni trend. Uzupełniająco: średni zwrot w każdym miesiącu kalendarzowym i „hit-rate" — w ilu procentach lat waluta w danym miesiącu taniała.
Wszystkie liczby w tym artykule pochodzą z tych obliczeń. Zaokrąglamy do dwóch–trzech miejsc, a tam, gdzie wynik jest statystycznie kruchy, mówimy to wprost.
Mit taniego piątku — sekcja zwłok
Legenda głosi, że walutę najlepiej kupować w piątek (wersje alternatywne: w poniedziałek). I na pierwszy rzut oka dane ją… potwierdzają! W naszych 1009 pełnych tygodniach piątek był najtańszym dniem na euro w 27,1% przypadków, a poniedziałek w 26,7% — wyraźnie częściej niż losowe 20% (statystyki z: +5,6 i +5,3, czyli szansa przypadku pomijalna). Środa była minimum tygodnia najrzadziej: 13,7%. Dla dolara jeszcze mocniej: piątek 29,0% (z=+7,2). Czyli mit potwierdzony? Właśnie nie. I tu jest najładniejszy moment całego badania.
Policzyliśmy bowiem także, w który dzień wypada maksimum tygodnia. Wynik: piątek jest najdroższym dniem w 27,7% tygodni, a poniedziałek w 27,5% — dokładnie tak samo „za często". Końcowe dni tygodnia są po prostu częściej ekstremalne w obie strony:
Skąd ten wzór? To znany w matematyce finansów efekt „końców ścieżki": w procesie przypominającym błądzenie losowe ekstrema najchętniej wypadają na brzegach badanego okna, a nie w jego środku. Tydzień giełdowy ma pięć dni — jego skraje (poniedziałek i piątek) po prostu muszą częściej być rekordowe, w obu kierunkach. Kantorowa legenda wzięła prawdziwą obserwację („w piątek często było najtaniej") i dorobiła do niej fałszywy wniosek („więc piątek jest tani"). Tymczasem piątek jest nie tyle tani, co skrajny. Kto czeka z wymianą do piątku, nie kupuje taniej — kupuje bardziej losowo.
Poniedziałek: jedyny prawdziwy efekt
Gdy mit się rozsypał, w danych zostało coś, czego się nie spodziewałem. Średni zwrot kursu euro (czyli o ile kurs zmienia się względem poprzedniego notowania) jest w poniedziałki wyraźnie ujemny: −0,046% (−4,59 punktu bazowego). Statystyka t wynosi −3,0, co oznacza, że szansa na taki wynik przy braku efektu to około 3 promile. W pozostałe dni tygodnia efekty są nieodróżnialne od zera:
| Dzień (EUR/PLN) | Średni zwrot dzienny | Statystyka t | Werdykt |
|---|---|---|---|
| poniedziałek | −4,59 pb | −3,02 | efekt realny |
| wtorek | +0,78 pb | +0,57 | szum |
| środa | −0,03 pb | −0,02 | szum |
| czwartek | +1,62 pb | +1,01 | szum |
| piątek | +1,36 pb | +0,92 | szum |
Mówiąc po ludzku: przez weekend złoty ma tendencję do lekkiego umacniania się wobec euro — poniedziałkowy fixing NBP wypada średnio odrobinę niżej niż piątkowy. Nazwaliśmy to roboczo „efektem powrotu z weekendu". Uczciwość każe dodać dwie rzeczy. Po pierwsze, dla dolara ten sam rachunek daje −2,5 pb przy t=−0,96 — kierunek podobny, ale wynik statystycznie nieodróżnialny od szumu; efekt jest solidny tylko dla euro. Po drugie, skala jest mikroskopijna: na wymianie 1000 euro to średnio około 2 złote. Realne? Tak. Zmieniające życie? Nie.
Zanim uznaliśmy efekt za prawdziwy, przepuściliśmy go przez próbę kontrolną — franka i funta. Wynik: funt zachowuje się jak euro (−5,9 pb w poniedziałki, t = −2,9 — drugi w pełni istotny wynik), frank ma ten sam kierunek, ale bez istotności (−2,5 pb, t = −1,2). Cztery waluty, cztery ujemne poniedziałki, dwa istotne statystycznie. To już nie wygląda na przypadek jednej pary walutowej — raczej na cechę tego, jak złoty „wchodzi w tydzień".
Ciekawostka: podobne „efekty poniedziałku" opisywano w literaturze finansowej dla giełd (tzw. weekend effect) już od lat 80. — i większość z nich osłabła, gdy tylko stały się sławne. To dobra lekcja pokory: jeśli jakiś wzorzec da się wykorzystać, rynek zwykle go z czasem zjada. Nasz poniedziałkowy efekt na EUR/PLN przetrwał w danych 23 lata, ale traktujemy go jako ciekawostkę badawczą, nie przepis na zysk.
Najtańszy miesiąc zaskakuje
Skoro dni tygodnia dają groszowe różnice, sprawdziliśmy większy kalendarz: miesiące. Tu efekty są wyraźniejsze — i kompletnie sprzeczne z intuicją. Gdybym przed badaniem miał zgadywać, powiedziałbym: waluty drożeją latem, bo Polacy masowo kupują je na urlopy, więc taniej jest „przed sezonem". Dane mówią coś przeciwnego. Najtańszym miesiącem — i dla euro, i dla dolara — jest statystycznie sierpień. Sam środek wakacji.
Ten wynik składa się w spójną historię z dwoma innymi rachunkami. Po pierwsze, lipiec to miesiąc największych spadków kursów: euro traciło w nim średnio 1,19%, a dolar 1,47% — najwięcej w całym roku. Waluta „zjeżdża" w lipcu i osiąga sezonowe dno w sierpniu. Po drugie, na drugim końcu roku pracuje grudzień — najbardziej niezawodny miesiąc złotego: euro taniało w grudniu w 73% badanych lat (16 z 22), a dolar tracił w nim średnio ponad 1%. Najdrożej bywa zaś na przełomie zimy i wiosny oraz — dla dolara — w listopadzie i styczniu.
| Miesiąc | Indeks sezonowy EUR | Indeks sezonowy USD | EUR: taniał w % lat |
|---|---|---|---|
| styczeń | +0,01% | +0,13% | 64% |
| luty | −0,08% | +0,37% | 61% |
| marzec | +0,17% | +0,34% | 43% |
| kwiecień | −0,29% | −0,64% | 57% |
| maj | −0,02% | −0,15% | 57% |
| czerwiec | +0,19% | +0,11% | 35% |
| lipiec | −0,24% | −0,45% | 57% |
| sierpień | −0,55% | −1,02% | 36% |
| wrzesień | −0,03% | −0,40% | 50% |
| październik | +0,10% | +0,05% | 50% |
| listopad | +0,08% | +0,46% | 68% |
| grudzień | −0,05% | −0,22% | 73% |
Dlaczego akurat tak? Uczciwa odpowiedź brzmi: dane pokazują że, nie dlaczego. Możemy wskazać wiarygodnych podejrzanych — letni zastój na rynkach i niższą zmienność (sierpień jest najspokojniejszym miesiącem w naszych danych), napływy z unijnych funduszy i dywidendowo-budżetowe przepływy końca roku, słabnący sezonowo popyt importowy — ale test przyczyn to osobne badanie. Zaskoczeniem pozostaje sam fakt: wakacyjna waluta bywa najtańsza w trakcie wakacji, a nie przed nimi. Kto wymienia „w maju, bo potem zdrożeje", statystycznie robi dokładnie odwrotnie, niż podpowiada historia.
Najtańszy tydzień roku
Skoro miesiące pokazały wyraźny wzór, zeszliśmy poziom niżej i policzyliśmy ten sam indeks sezonowy w rozdzielczości tygodniowej (52 tygodnie ISO). Wynik jest wyjątkowo jednoznaczny — i łatwy do zapamiętania. Statystycznie najtańszym tygodniem roku jest tydzień 32., czyli okolice 4–10 sierpnia: euro było w nim średnio 0,94% poniżej średniej rocznej, a dolar aż 1,60%. Tuż za nim plasuje się tydzień 31. (przełom lipca i sierpnia). W praktyce cała strefa od tygodnia 30. do 33. — od końcówki lipca do połowy sierpnia — to sezonowe dno dla obu walut.
Równie ciekawa jest druga strona rankingu. Najdroższe tygodnie dla euro to 25. i 26., czyli koniec czerwca (+0,35% i +0,44%); dla dolara — tygodnie 46.–47., połowa listopada (+0,81–0,82%). Zestawmy to z kalendarzem urlopów: większość z nas wymienia walutę tuż przed wyjazdem, na przełomie czerwca i lipca. Statystycznie to najgorszy możliwy moment na euro — kupujemy na sezonowej górce, dwa–trzy tygodnie przed sezonowym dołkiem. Na marginesie: drugie „tanie okno" w obu walutach to tydzień 16., czyli połowa kwietnia.
Frank, funt i duże wymiany
Każde porządne badanie potrzebuje próby kontrolnej. Gdyby „efekt sierpnia" i „efekt poniedziałku" istniały tylko na jednej parze walutowej, należałoby podejrzewać przypadek. Policzyliśmy więc to samo dla franka szwajcarskiego i funta brytyjskiego:
| Waluta | Najtańszy miesiąc | Najdroższy miesiąc | Rozpiętość | Efekt poniedziałku |
|---|---|---|---|---|
| EUR | sierpień (−0,55%) | czerwiec (+0,19%) | 0,74 pp | −4,6 pb (t=−3,0) ✔ |
| USD | sierpień (−1,02%) | listopad (+0,46%) | 1,48 pp | −2,5 pb (t=−1,0) |
| CHF | kwiecień (−0,45%) | styczeń (+0,31%) | 0,76 pp | −2,5 pb (t=−1,2) |
| GBP | kwiecień (−0,49%) | czerwiec (+0,78%) | 1,27 pp | −5,9 pb (t=−2,9) ✔ |
Obraz jest zniuansowany, ale spójny. Sierpniowy dołek w czystej postaci to cecha euro i dolara; frank i funt swoje minimum mają w kwietniu. Dwa wzorce łączą jednak wszystkie cztery waluty: kwiecień jest poniżej średniej dla każdej z nich (od −0,29% dla euro po −0,64% dla dolara), a czerwiec — powyżej średniej dla każdej z nich, z funtem na czele (+0,78%, najdrożej w całym zestawieniu). Rok ma więc dwa statystycznie tanie okna — kwiecień oraz przełom lipca i sierpnia — i jedno drogie: czerwiec, miesiąc przedwakacyjnych zakupów walut.
I tu badanie przestaje być ciekawostką, a zaczyna być narzędziem. Przy wakacyjnym 1000 euro sezonowość jest warta kilkadziesiąt złotych. Ale są sytuacje, w których wymienia się jednorazowo dużo większe kwoty: nadpłata lub wcześniejsza spłata kredytu walutowego, zakup nieruchomości za granicą, przewalutowanie oszczędności po powrocie z emigracji. Wtedy te same ułamki procentu mnożą się przez inne zera:
- 100 000 CHF (np. spłata kredytu frankowego): rozpiętość sezonowa to ok. 3 535 zł (przy 50 000 CHF — ok. 1 767 zł).
- 50 000 EUR (nieruchomość, przewalutowanie oszczędności): ok. 1 597 zł (10 000 EUR — ok. 319 zł).
- 10 000 GBP: ok. 637 zł; 10 000 USD: ok. 559 zł.
Podkreślmy uczciwie: to średnie tendencje z 23 lat, nie gwarancja — w konkretnym roku kalendarz może zawieść. Ale jeśli i tak masz swobodę wyboru terminu dużej wymiany, statystyka podpowiada, by nie robić jej w czerwcu (a frankowej — w styczniu), zaś rozłożenie na transze pozostaje najrozsądniejszym zabezpieczeniem.
A jeśli sprzedajesz walutę?
Spora część czytelników patrzy na kursy z drugiej strony lustra: zarabia w euro, funtach czy dolarach — na zagranicznym kontrakcie, na statku, na emigracji — i wymienia walutę na złote. Dla nich cały kalendarz działa w odbiciu lustrzanym: walutę najlepiej sprzedawać wtedy, gdy jest sezonowo droga.
- Euro i funt: czerwiec (+0,19% i +0,78% powyżej średniej) — przedwakacyjny popyt to statystycznie najlepszy moment sprzedaży.
- Dolar: listopad (+0,46%). Frank: styczeń (+0,31%).
- Sprzedaży lepiej unikać w sezonowych dołkach: w sierpniu (euro, dolar) i kwietniu (frank, funt).
Czerwiec okazuje się więc miesiącem o dwóch twarzach: najgorszym do kupowania walut i najlepszym do ich sprzedawania. Ta sama sezonowość, która kosztuje urlopowicza, pracującemu za granicą sprzyja.
Październik, miesiąc huraganów
Przy okazji sezonowości policzyliśmy jeszcze jedno: w którym miesiącu kursy najbardziej „rzuca". Zmienność (odchylenie standardowe dziennych zwrotów) ma swój wyraźny kalendarz: najbardziej nerwowym miesiącem jest październik (EUR 57,0 pb dziennie; USD aż 93,5 pb), a najspokojniejsze są wakacje i grudzień. To nie przypadek — jesień to historycznie sezon rynkowych sztormów. Nasza lista rekordowych dziennych skoków to w całości pamiątki z lat 2008–2010: dolar 10 maja 2010 r. runął o 6,75% w jeden dzień (ogłoszenie wielkiego pakietu ratunkowego dla strefy euro), 12 listopada 2008 r. wystrzelił o 5,94%, a euro 19 lutego 2009 r. spadło o 4,59%.
Dwie daty do zapamiętania z 23 lat danych: 21 lipca 2008 r. dolar w tabeli NBP kosztował 2,02 zł — najmniej w całej badanej historii. Czternaście lat później, 28 września 2022 r., ten sam dolar kosztował 5,04 zł — dwuipółkrotnie więcej. Euro przeszło w tym czasie drogę z 3,20 zł (31 lipca 2008) do 4,96 zł (7 marca 2022, tuż po wybuchu wojny). Ktokolwiek mówi, że „kursy zawsze wracają", powinien te cztery liczby zobaczyć obok siebie.
Ile to wszystko warte w złotych
Czas na najuczciwszą część badania: przeliczenie efektów na pieniądze. Bo „istotny statystycznie" nie znaczy „istotny dla portfela" — to dwie różne rzeczy.
- Sezonowość euro (kupno w statystycznie najtańszym sierpniu zamiast w najdroższym czerwcu): około 32 zł na każdym 1000 euro (160 zł przy 5000 euro).
- Sezonowość dolara (sierpień zamiast listopada): około 56 zł na 1000 dolarów (279 zł przy 5000).
- Efekt poniedziałku na euro: około 2 zł na 1000 euro. Realny, ale symboliczny.
- Mit piątku: 0 zł. Nie istnieje.
Przy dużych kwotach te same ułamki procentu robią się czterocyfrowe — policzyliśmy to wyżej, w sekcji o franku i funcie. A teraz kontekst, który zmienia wszystko: sposób wymiany. W naszym niedawnym poradniku wakacyjnym policzyliśmy, że między kantorem online a kantorem na lotnisku różnica na 4000 zł budżetu sięga 340 zł, a sama pułapka płatności „w złotówkach" za granicą (DCC) potrafi kosztować kilka procent każdej transakcji. Zestawmy to: cała odkryta przez nas sezonowość jest warta dziesiątki złotych, a wybór miejsca i metody wymiany — setki. Wniosek z 22 732 notowań jest więc przewrotny: kalendarz ma znaczenie, ale mniejsze niż jedna dobra decyzja o tym, gdzie wymieniasz. Kurs śledź na naszej tabeli na żywo, przeliczaj w kalkulatorze, a mechanizmy, które rządzą złotym, znajdziesz w lekcji o motorach kursów walut.
Test odporności: dwie epoki
Najczęstszy (i słuszny) zarzut wobec takich analiz brzmi: „policzyliście jedną próbę — może to relikt dawnych lat?". Dlatego przecięliśmy dane na pół i policzyliśmy kluczowe efekty osobno dla lat 2004–2014 i 2015–2026:
- Efekt poniedziałku (euro): przetrwał w obu epokach. 2004–2014: −5,9 pb (t=−2,2); 2015–2026: −3,3 pb (t=−2,2). Niezależna istotność w obu połowach próby to w tego typu badaniach rzadkość.
- Sierpniowy dołek dolara: stabilny. −1,21% w pierwszej połowie i −0,83% w drugiej.
- Sierpniowy dołek euro: osłabł. Z −1,02% w latach 2004–2014 do zaledwie −0,09% po 2015 r. Mówimy to wprost: sezonowość euro mogła w dużej mierze wygasnąć i opiera się głównie na starszej dekadzie.
- Grudniowe umocnienie złotego: wzorowo stabilne. Euro było w grudniu tańsze niż w listopadzie w 8 z 11 lat pierwszej połowy próby i w 8 z 11 drugiej.
Hierarchia pewności wygląda więc tak: najtwardsze są efekt poniedziałku (euro i funt) oraz sierpniowy dołek dolara i grudzień; sezonowość euro traktuj z większą rezerwą. Tak wygląda różnica między badaniem a clickbaitem — sami sprawdzamy, gdzie nasze wnioski są kruche.
Ograniczenia badania
Badanie bez sekcji o ograniczeniach to marketing, nie badanie. Nasze ma cztery istotne:
- Przeszłość to nie przyszłość. 23 lata to dużo, ale sezonowość może osłabnąć albo odwrócić się — zwłaszcza gdy stanie się powszechnie znana.
- Fixing NBP to nie kurs transakcyjny. Liczyliśmy na oficjalnych kursach średnich (ogłaszanych w okolicach południa). W kantorze czy banku dochodzi spread, który z łatwością przykrywa opisane efekty.
- Efekty są małe względem codziennego szumu. Typowa dzienna zmiana kursu to 40–90 pb — kilkanaście razy więcej niż „efekt poniedziałku". Statystyka widzi wzorce w masie danych; w pojedynczym tygodniu rządzi przypadek.
- Rok 2026 jest niepełny (dane do 1 lipca), a testując wiele hipotez naraz, zawsze ryzykuje się „wyłowienie" przypadkowych wzorców. Dlatego za twarde uznajemy tylko wyniki o bardzo wysokiej istotności (|z| lub |t| powyżej 3) — te przetrwałyby każdą standardową korektę statystyczną.
Dane wejściowe są publiczne (API NBP, tabela A), a metodologię opisaliśmy wyżej na tyle dokładnie, że każdy może nasze rachunki odtworzyć i sprawdzić. Na tym polega różnica między „podobno w piątek taniej" a wynikiem badania.
Najczęściej zadawane pytania
To kiedy w końcu najtaniej kupić euro lub dolara?
Statystycznie: euro i dolar są najtańsze w sierpniu (najtańszy tydzień roku to tydzień 32., czyli ok. 4–10 sierpnia), a frank i funt — w kwietniu; najdroższym miesiącem dla większości walut jest czerwiec. Spośród dni tygodnia wyróżnia się poniedziałek (efekt istotny statystycznie dla euro i funta). Pamiętaj o proporcjach: przy 1000 euro to dziesiątki złotych, a w konkretnym roku sezonowość może nie zadziałać. Większe znaczenie ma to, gdzie i jak wymieniasz (spread, unikanie kantorów lotniskowych i DCC).
Czy piątek jest najlepszym dniem na wymianę waluty?
Nie. Piątek rzeczywiście najczęściej bywa najtańszym dniem tygodnia (27% tygodni wobec losowych 20%), ale równie często bywa najdroższym (28%). Skrajne dni tygodnia — poniedziałek i piątek — są po prostu częściej ekstremalne w obie strony, bo tak zachowują się ekstrema procesów losowych na końcach badanego okna. To złudzenie statystyczne, nie okazja cenowa.
Czy da się na tych efektach zarabiać?
Praktycznie nie. Efekt poniedziałku to ok. 2 zł na 1000 euro, a sezonowość ok. 32 zł na 1000 euro — mniej niż typowe koszty transakcyjne (spread) i wielokrotnie mniej niż zwykła dzienna zmienność kursu. Te wyniki mają wartość poznawczą i pomagają nie podejmować decyzji na podstawie mitów; nie są strategią inwestycyjną. Jeśli wymieniasz walutę na konkretny cel, rozsądniejsze od polowania na dołek jest rozłożenie wymiany na transze.
Skąd pochodzą dane i czy mogę powtórzyć te obliczenia?
Tak — i do tego zachęcamy. Użyliśmy wyłącznie publicznych danych: dziennych kursów średnich NBP (tabela A) dla euro, dolara, franka i funta od 2 stycznia 2004 r. do 1 lipca 2026 r., pobranych z oficjalnego API NBP (api.nbp.pl). Łącznie 22 732 notowania. Metody opisujemy w sekcji metodologicznej: zwroty logarytmiczne, częstości ekstremów w pełnych tygodniach pn–pt, odchylenia od 12-miesięcznej średniej centrowanej oraz proste testy istotności (t i z).
Czy z tego badania wynika, że mam czekać z wymianą do sierpnia?
Nie. Sezonowość to średnia z 23 lat — w konkretnym roku może być dokładnie odwrotnie. Jest też subtelność: sierpień jest najtańszy poziomem kursu (dołek to efekt dużych spadków w lipcu), ale w trakcie samego sierpnia kurs euro częściej odbijał, niż dalej taniał (rósł w ok. 64% lat). Statystyczny dołek wypada więc bliżej przełomu lipca i sierpnia niż jego końca. Badanie pokazuje tendencje, nie prognozę; decyzje o wymianie podejmuj według własnych potrzeb i terminów — to materiał edukacyjny, nie porada inwestycyjna.
Materiał ma charakter wyłącznie informacyjny i edukacyjny — to analiza danych historycznych, nie prognoza ani porada inwestycyjna. Wyniki historyczne nie gwarantują powtórzenia w przyszłości, a opisane efekty są mniejsze od typowych kosztów transakcyjnych. Dane: NBP (tabela A, kursy średnie, 2004–2026). Obliczenia i ewentualne błędy: własne. Szczegóły: wyłączenie odpowiedzialności. Badanie i tekst: Jarosław Wasiński.