Najpierw panika, teraz euforia, wywołana przede wszystkim usunięciem zabezpieczeń. Choć do finalnego pokoju na Ukrainie może być jeszcze bardzo daleko, dla rynków kluczowe było ryzyko konfliktu Rosja-NATO. Inwestorzy uznali szybko, że do tego nie dojdzie, a rynek opcji pokazuje, że doprowadziło to do szybkiej zmiany pozycjonowania i potężnego odbicia na Wall Street. Do tego dołączył fenomen „kupowania dołka”, tak skuteczny przez ostatnie dwa lata (inwestorzy widząc skalę odbicia utwierdzają się po raz kolejny, że ten mechanizm działa – przynajmniej na razie).
Tym samym euforia na rynkach akcji nie ma zbyt wiele wspólnego z sytuacją makroekonomiczną, która z kolei dyktuje warunki na rynku długu. Wczoraj rentowności na amerykańskim rynku powyżej 5 lat odnotowały wzrost powyżej 2,5%. W zasadzie zewsząd słychać (spóźnione oczywiście) głosy, że teraz inflacja jest zagrożeniem numer jeden i walka z nią powinna stać się priorytetem. To zaś buduje oczekiwania na coraz silniejsze zacieśnienie ze strony Fed. Patrząc dziś na rynki trudno oprzeć się analogii z Titaniciem (obecna euforia) i górą lodową (czekająca nas skala zacieśnienia). Do tego dochodzącą komplikacje w łańcuchach dostaw (Rosja i Chiny).
Złoty po części na tej euforii korzysta. O 8:50 euro kosztuje 4,6977 złotego, dolar 4,2682 złotego, frank 4,5730 złotego, zaś funt 5,5932 złotego.