Rosyjska giełda nie otworzyła się i nie wiadomo, czy dziś w ogóle do tego dojdzie. Te sankcje zabolały Moskwę, o czym świadczą paniczne decyzje. Wśród nich należy wskazać na podniesienie głównej stopy procentowej z 9,5% do 20% (desperacki ruch, który niemal nigdy nie działa) oraz zakaz realizowania zleceń sprzedaży rosyjskich aktywów wydany lokalnym brokerom. Należy wskazać, że na moment obecny nie wiemy, czy odcięcie od SWIFT i zamrożenie aktywów będzie kompletne. Jeśli tak, czekają nas dwa następstwa. Po pierwsze, załamanie systemy bankowego w Rosji i prawdopodobnie zawieszenie wymienialności rubla, a być może także limity wypłat (nawet rubli) dla ludności. Będzie to mieć też wpływ na globalny system finansowy i choć w skali globalnych rynków jest on umiarkowany, niektóre instytucje (w Europie Societe Generale, Raiffaisen oraz Unicredit) mają sporą ekspozycję na rosyjskie aktywa. Drugą konsekwencją może być dalszy wzrost cen surowców, a przez to inflacji. Jeśli rosyjskie firmy nie będą otrzymywać płatności, trudno jest oczekiwać, aby wysyłały swoje surowce. Na samym rynku ropy oznacza to minimum 2 miliony baryłek dziennie. Takiej ilości nie da się szybko pozyskać z innych źródeł bez istotnego wpływu na cenę. Jak na razie reakcja na rynku ropy jest zadziwiająco mała, co oznacza, że albo odcięcie od SWIFT nie będzie kompletne, albo rynek jeszcze nie zdążył zareagować na to, co nieuchronne.
Złoty zauważalnie traci. Nie ma tu paniki, ale patrząc na globalny rynek, w tym na kontrakty na amerykańskie indeksy, nasza waluta jednak odstaje. To co dzieje się obecnie w Europie jest niekorzystne dla europejskich walut, gdyż cios ekonomiczny w europejską gospodarkę będzie większy niż w amerykańską (i inne spoza Europy). Dla złotego największym ryzykiem byłoby domino zatorów płatności wynikające z sankcji. Taki efekt miał miejsce po upadku Lehman Brothers, jednak jak na razie nie ma symptomów tego zjawiska. O 9:40 euro kosztuje 4,7146 złotego, dolar 4,2200 złotego, frank 4,5570 złotego, zaś funt 5,6383 złotego.