A szanse na to są bardzo duże. Wpierw Chińczycy obruszyli się na krytyczne wobec ich kraju słowa Sekretarza Stanu Mike’a Pompeo, a doradca handlowy Białego Domu, Peter Navarro stwierdził, że warto byłoby rozważyć odroczenie w czasie planowanej na połowę podwyżki ceł. Dodał, że rezygnacja z tej formy presji wywieranej na Chiny, może doprowadzić do spadku motywacji do negocjacji nad kolejnymi fazami umowy handlowej Widać wyraźnie, że Navarro, a może i też szef USTR Lighthizer, to „jastrzębie”, którzy będą doradzać Trumpowi, aby nie był nazbyt uległy wobec Chińczyków, którzy cynicznie próbują wykorzystać polityczną słabość prezydenta w roku wyborczym. I wygląda na to, że Trump zaczyna im ulegać. Po południu prezydent USA stwierdził, że zależy mu nadal na porozumieniu, ale jest przeciwny temu, aby w obecnej fazie zgadzać się na proporcjonalne redukcje nałożonych w ostatnich miesiącach ceł. Dodał też, że do spotkania prezydentów powinno dojść w USA (słyszeliśmy to już wcześniej, ale podobno pojawiły się trudności – niechęć Chin?).

Co na to Chińczycy? Zobaczymy, ale wcześniej już zapowiadali, że nie zgodzą się na umowę, która nie będzie zawierać w sobie zapisów o rezygnacji z dalszych podwyżek ceł i odwróceniu części już istniejących. Ryzyko zerwania rozmów znacząco wzrosło…

Na wykresie USDJPY widać, że powróciliśmy poniżej wybitego oporu przy 109,29…