EUR/PLN zdołał zbliżyć się do poziomu 3,5000. Do wzmożonych zakupów na nasza walutę przyczyniły się także jastrzębie wypowiedzi członków RPP po ostatniej decyzji o podwyższeniu głównej stopy procentowej. Dariusz Filar powtórzył po raz kolejny swoją opinie o poziomie 6% jako tym, który dawałby komfort Radzie w ocenie procesów zachodzących w gospodarce. Dzisiaj rano obserwujemy nieznaczne odreagowanie wczorajszych wzrostów naszej waluty. Na wartości zyskuje jen i traci waluta węgierska, co sugerować może dalszą korektę na złotym. Poziom oporu dla EUR/PLN wyznacza rejon 3,5400-3,5500 a wsparcia zlokalizowane są odpowiednio na 3,500 i 3,4800. Po wybiciu kursu EUR/USD z konsolidacji 1,4310-1,4967, potencjalny zasięg dalszego ruchu to 1,54, co przy presji na mocnego złotego mogłoby doprowadzić do zrealizowania technicznego celu dla USD/PLN na poziomie 2,2400. Pomimo niezwykle mocnej złotówki, zaskakująco dobrze radzą sobie rodzime firmy eksportujące towary i usługi, głównie do strefy euro. W okresie styczeń - grudzień 2007 r eksport wzrósł o 15% w ujęciu rocznym i wyniósł 118,8 mld euro. Natomiast eksport liczony w USD wzrósł w tym okresie o 25,8%. W dalszym ciągu głównym partnerem handlowym Polski pozostaje Unia Europejska do której eksport wyniósł 78,7% sprzedaży. Dynamika wzrostu importu była jeszcze większa (17,8%) i w wyniosła 118,8 mld euro, czemu z pewnością sprzyjała sytuacja na rynku walutowym. W efekcie deficyt handlowy wzrósł do 17,7 mld euro wobec 12,9 mld euro rok wcześniej. Obserwując procesy zachodzące w gospodarce globalnej (zagrożenia recesyjne i presja inflacyjna) oraz sytuacje na rynkach finansowych można przypuszczać, że tendencja ta może się nasilić w tym roku.

Ostatnia sesja tygodnia przynosi kontynuację dynamicznego osłabienia amerykańskiej waluty. Kurs EUR/USD ustanowił rano kolejny rekord na poziomie 1,5238 i obecnie coraz bardziej prawdopodobny wydaje się wzrost w okolice 1,54. Inwestorzy wyprzedają dolary w obawie przed dalszym pogłębianiem się kryzysu w USA, co zmusi FED do kolejnych obniżek stóp procentowych. Potwierdził to we wczorajszym wystąpieniu Ben Bernanke, który powiedział, że dostrzega zagrożenie inflacyjne, lecz są obecnie na drugie planie, ponieważ ważniejsze jest ryzyko dalszego spowolnienia gospodarczego. Ostrzegł także przed możliwością upadku w najbliższej przyszłości niewielkiego amerykańskiego banku. Wydaje się, że Bernanke wie już o zbliżającym się przynajmniej jednym bankructwie któregoś z banków i przygotowuje inwestorów na taką informację, aby nie wywołała ona zbyt dużej nerwowości, kiedy pojawi się na rynku.

Do wyprzedaży dolara na wczorajszej sesji przyczyniła się także publikacja danych o wzroście PKB w czwartym kwartale. Okazało się, że był on niższy od prognozowanych 0,7% i w rzeczywistości wyniósł jedynie 0,6%.

Spadkami zakończyła się także wczorajsza sesja na amerykańskich giełdach. Spada więc dziwny optymizm, który utrzymywał się w tym tygodniu wśród giełdowych inwestorów. Spadki cen akcji na kolejnych sesjach mogą być kontynuowane także ze względu na umacniającego się japońskiego jena. Powoduje to wzrost awersji do ryzyka i przenoszenie kapitałów w bezpieczniejsze inwestycje.

Warto także wspomnieć o innej konsekwencji coraz słabszego dolara. Jest to bowiem jedna z przyczyn bardzo dynamicznych wzrostów cen surowców. Kurs złota zbliża się już do granicy 1000 USD za uncję, a ropa naftowa już jest wyceniana powyżej psychologicznej ceny 100 USD za baryłkę.