Piątkowa przecena GBP/USD związana była z obawami dotyczącymi przyszłych obniżek stóp procentowych przez Bank Anglii (BoE), który w ten sposób miałby wspierać spowalniającą gospodarkę. Pierwszej takiej obniżki rynek oczekuje na czwartkowym posiedzeniu BOE. Analitycy traktują obniżkę stóp o 25 punktów bazowych, która sprowadzi główną stopę do poziomu 5,25 proc., jako pewną.

Mało prawdopodobna jest natomiast większa obniżka. Potwierdza to protokół z ostatniego, styczniowego, posiedzenia BoE. Wówczas, zresztą ku pewnemu zaskoczeniu rynku, za cięciem głosował tylko David Blanchflower, który jest czołowym gołębiem w radzie podejmującej decyzje monetarne. Pozostali członkowie opowiedzieli się za brakiem zmian, po tym jak w grudniu obniżyli je o 25 punktów bazowych.

Bank Anglii wyraźnie obawia się wzrostu inflacji, która co prawda w grudniu 2007 (ostatnie dane) nie była wysoka (CPI 2,1 proc. r/r; CPI core 1,4 proc. r/r), ale szacuje się, że w kolejnych miesiącach wskaźnik CPI może wzrosnąć nawet do 3 proc. Dlatego jest wątpliwe, żeby BoE, podobnie jak Fed, poszedł drogą agresywnych obniżek stóp procentowych.

Dzisiejszy wzrost notowań GBP/USD, nie prowadzi do poprawy sytuacji na technicznej tej pary, która w sposób zdecydowany popsuła się w piątek. Długa czarna świeca na dziennym, która w nie budzący dyskusji sposób zakończyła kilkudniową stabilizację, może zostać uznana za powrót rynku do trendu głównego, czyli spadkowego. To oznacza spadek do styczniowych dołków (1,9390 na wykresie godzinowym i 1,9402 na dziennym GBP/USD). To plan minimum dla podaży.

Plan maksimum na najbliższe tygodnie zakłada natomiast spadek w okolice 1,90 dolara. Tam barierę popytową, zarówno na wykresie dziennym, jak i tygodniowym, tworzy kilkuletnia linia hossy.