Nadal bazowo zakładamy, że słabość to krótkoterminowa anomalia i do końca roku złoty będzie zyskiwać.
Wzrost apetytu na ryzyko i zmniejszenie tendencji deflacyjnych zaczynają ujawniać się w wycenach obligacji. Wczorajsza sesja upłynęła zdecydowanie pod dyktando sprzedających papiery o stałym oprocentowaniu. Rentowności rosły głównie na obligacjach krajów rozwiniętych. W USA skoczyły do najwyższych wartości od połowy września. W krajach strefy euro skorygowano wcześniejsze, napędzane oczekiwaniami na wzmocnienie działań łagodzących banku centralnego, spadki cen. W Polsce rentowności pozostały na niskich poziomach. 2-latek poniżej 1,6 proc., 10-latek pod 2,7 proc. Wyraźnie rosły giełdy. Złoty nieco stracił. Pozostał jednak w rejonie najwyższych od kilku dni wartości wobec europejskich walut osiągniętych pod koniec ubiegłego tygodnia.
Jak wyliczył wstępnie GUS, wbrew oczekiwaniom większości analityków i NBP, deflacja w Polsce nie ustępuje. Główny wskaźnik cen konsumpcyjnych utrzymał się w październiku na poziomie -0,8 proc. r/r, o 0,1 pp. mniej niż mediana oczekiwań. Na konferencji prasowej po ostatnim posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej M. Belka mówił, że deflacja skończy się na przełomie listopada i grudnia, zaś minister finansów M. Szczurek twierdził, że na koniec grudnia CPI wyniesie +0,4 proc. r/r. Z kolei rząd, w założeniach do budżetu na 2016 r., przyjął średnioroczną inflację na poziomie 1,7 proc. r/r. Wszystkie te prognozy są niemożliwe do realizacji. Dynamika cen wyjdzie „na plus” najwcześniej w styczniu, a przez większą część roku (o ile nie cały) utrzyma się poniżej dolnej wartości przedziału dopuszczalnych wahań NBP (1,5 proc.). Z tego punktu widzenia apele, jakie wygłaszają polityce PiS o tym, że jest miejsce na obniżę stóp procentowych nie są oderwane od rzeczywistości. Pytanie czy, skoro mogły, nie powinny zostać obniżone wcześniej, np. w I poł. tego roku. Z perspektywy czasu widać, że NBP zbyt pochopnie podjął decyzję o zakończeniu cyklu łagodzenia polityki pieniężnej.
Ze sfery przemysłu mieliśmy potwierdzenie poprawy koniunktury sektora w Polsce (najwyższy odczyt indeksu PMI od 3 miesięcy) i w Europie (wzrost wobec oczekiwań stabilizacji wskaźnika). Dane jeszcze bardziej odsuwają decyzję Europejskiego Banku Centralnego o wzmocnieniu już w grudniu działań stymulujących. Zmienić to może chyba tylko gwałtowny wzrost kurs EUR/USD do poziomów, które są nie do zaakceptowania przez M. Draghiego. Przyjmujemy uznaniowo, że są to ceny z rejonu 1,17-1,20. Ich pojawienie się będzie dla EBC sygnałem do działania. 1,10 to wartości z prognoz EBC na ten i przyszły rok, więc uznać je należy za komfortowe.
W USA wskaźniki kondycji przemysłu nadal słabną, ale sektor nie przestaje się rozwijać. Tempo tego procesu, przynajmniej według tego, co sugeruje indeks ISM Instytutu Zarządzania Podażą, w październiku niemal całkowicie zahamowało. Spodziewano się takiego odczytu. Biorąc pod uwagę postępujące wygaszanie mocy wytwórczych w sektorze wydobycia surowców energetycznych oraz ogólny stan koniunktury w USA, rezultaty przemysłu nie powinny dziwić. Utrzymywanie dotychczasowej pozycji w skali całego sektora należy uznać za przyzwoity wynik. Publikacja nie zmienia perspektywy podwyżki stóp procentowych Fed w grudniu.