Oczywiście spadki na tych rynkach w dużej mierze wynikają z umocnienia dolara. Skoro w przeciągu roku wartość amerykańskiej waluty mierzona indeksem dolara urosła o ponad 18%, to w prosty sposób można założyć, że mniej więcej tyle odjęła z ceny poszczególnych surowców. Ceny surowców tradycyjnie są wyrażone w dolarze amerykańskim. Kolejnym problemem dla rynku surowcowego jest trwająca od wielu lat fundamentalna nierównowaga miedzy popytem i podażą, która prędzej czy później musiała doprowadzić do spadku cen wielu aktywów. Nadpodaż ropy jest historycznie wysoka dzięki nowym technologiom, odkąd złoto przestało być hitem inwestycyjnym okazało się, że tradycyjny popyt przemysłowo-jubilerski wcale nie jest aż tak duży, a odkąd obserwujemy coraz wyraźniejsze spowolnienie gospodarcze w Chinach, które są największym na świecie konsumentem metali przemysłowych to nie ma powodu aby wierzyć we wzrosty cen miedzi, rud żelaza i innych metali. Stan faktyczny na rynku surowców jest taki, że wyraźnie brakuje tam optymistycznych informacji. Nawet kolejne pakiety stymulacyjne wprowadzane w Chinach na przestrzeni ostatnich miesięcy nie pomogły, nie pomogła także spadająca liczba odwiertów ropy w Stanach Zjednoczonych, ponieważ dzięki ulepszonej technologii wydobycie i tak rosło.

Obecnie rynek surowcowy znajduje się na skraju przepaści. Indeks Core Commodity CRB Index publikowany przez Thomsona Reutersa spadł poniżej poziomu 200 punktów. Granica 200 punktów okazywała się oporem dla tego indeksu tuż przed kryzysem azjatyckim w 1997 roku i rosyjskim rok później, oraz tuż przed pęknięciem bańki internetowej. Z kolei w szczycie poprzedniego kryzysu (przełom 2008/2009) poziomy te uratowały surowce przed dalszą przeceną. Czy w okolicy historycznie ważnych poziomów rynek surowcowy odzyska równowagę – tego nie wiadomo, pewne jest natomiast to, że znajdujemy się w niezwykle ciekawym położeniu i konsekwencje kolejnych tygodni możemy odczuwać przez wiele lat.