Wracamy, zatem do tego, co sugerował w zeszłym tygodniu wiceprezes ECB – Vitor Constancio – a czego rynek nie chciał do końca zrozumieć. Dodatkowym „rozczarowaniem” dla inwestorów było też to, że Draghi nie uważa skupu obligacji rządowych za jedyną możliwą opcję do wykorzystania – jak zaznaczył omawiane są różne scenariusze. Kolejna ważna rzecz tyczy się jednomyślności, a konkretnie jej braku podczas dzisiejszego posiedzenia. Pytanie, czy oponentem jest Weidmann z niemieckiego Bundesbanku, czy też były głosy w drugą stronę – aby jeszcze dzisiaj przedstawić szczegóły QE, chociaż to mało prawdopodobne. Reasumując – ECB przyznaje się do tego, że niska inflacja i marazm w gospodarce będą głównymi problemami w najbliższych dwóch latach (w dół zrewidowane zostały prognozy) – ale daje do zrozumienia, że tak kluczową i bezprecedensową w historii decyzję, jak program QE trzeba dobrze rozważyć.
Na reakcję rynku nie trzeba było długo czekać, euro natychmiast zaczęło zyskiwać – rynek liczył na to, że Draghi będzie bardziej „gołębi” i zaczęło się pokrywanie krótkich pozycji. Z głównych walut tylko EUR/CHF pozostał w dobrze sobie znanym maraźmie. Z kolei EUR/USD mocno wystrzelił w górę wychodząc ponad złamany w ostatnich dniach poziom 1,2357 (dołki z listopada). Jeżeli uda się utrzymać w najbliższych godzinach ponad tym poziomem to może być to sygnał przed jutrzejszą publikacją danych Departamentu Pracy USA. Wprawdzie dzisiaj szybko dotarliśmy w rejon 1,24, ale aby móc mówić o poważniejszych zmianach trendu konieczne będzie naruszenie strefy 1,2460-1,2500, co dobrze widać na wykresie tygodniowym. Innymi słowy – bez rozczarowania danymi z USA i szerokiej korekty na dolarze, ruch wzrostowy na EUR/USD będzie nietrwały. Bo Draghi nie mówił przecież, że nie będzie QE, a kilka miesięcy do potencjalnej decyzji może minąć bardzo szybko…